Witam

Piszecie, ze czas jest najlepszym lekarstwem, ktore leczy rany po kazdym
rozstaniu.. bez wyjatku..
Ale co, jesli teskni sie za miloscia niespelniona, za kims, do kogo mozna
wrocic, ale z racjonalnego punktu widzenia byloby to nie wskazane... za kims
kogo nie zdazylo sie poznac... za osoba z ktora spedzilo sie jedynie dwa dni
i dwie noce, by potem nie wiedziec czemu stracic kontakt...
Co, jesli zauroczenie nie minelo, jesli wspomnienie o tej osobie wraca dzien
po dniu, noc po nocy...
To nie przejdzie z czasem... i wraca ciagle ze wzmozona sila..
Co wtedy z tym zrobic... ?

Pure6

Ps: Zaznaczam, ze ponowne spotkanie sie z ta osoba jest niemozliwe... albo
mozliwe, ale krotkotrwale... wiec nie ma sensu grzebac w starych ranach...


· 


Niech mi ktos da jakies leki, najlepiej na depresje, albo co??


Ej!!! Zaraziłeś się deprechą czy co?! Ty jesteś Pucek, ty tak nie masz.

Po pierwsze primo: muzyka leczy. Pewnie niekoniecznie ciebie taka jak mnie,
bo mnie obecnie leczy "No More Shall We Part" by Nick Cave & The Bad Seeds.
Ale włóź jakaś cholerna płyte do odtwarzacza. Może tą co ostatnio ci
pożyczyłem?... :)

Po drugie primo... Zapętliłeś się przy tym swoim wymarzonym obiekcie
seksualnym i obsesyjnym pragnieniu miłości. No cóż dojrzewanie trzeba
przejść. Można jedynie ułatwić sobie je zdając sobie sprawę, że nie ma co
się śpieszyć, miotać się na oślep. To po prostu taki etap życia. Czas
przejść do fazy akceptacji swoich pragnień.

Ja panicznie potrzebuje milosci, albo nawet nie milosci, tylko na poczatek
kobiety, takiej z ktora moglbym chodzic za reke do parku i na piwo, takiej,
ktora moglbym pocalowac kiedy tylko mialbym na to ochote, takiej, ktora
wywolywalaby usmiech na mojej twarzy...


Wiem, że pragniesz obecnie obsesyjnie czyjejś bliskości, ale nie możesz
pozwolić żeby to powodowało u ciebie depresję. Jednym słowem to tylko
dołek. Otrząśnij się.


        Więcej

Widzę cię więcej, niż cię jest.
Kochasz moje słowa, o tak bardzo je kochasz,
kochasz je, prawda, kochasz,
ja to wiem...

Przecież czytasz, boisz się, lecz czytasz
więcej, szybciej, gwałt
owniej
biegniesz, już jesteś...

Już?

No proszę, dalej, coraz dalej,
wczytuję cię, wpisuję cię
w ustach i w oczach, to stara sztuczka,
lecz już czujesz? kurz?

nie
To poetycki piach!

Noszę cię po wzgórzach zapadłych
głuchym czekania naddźwiękiem.
Rozpraszam mgły i wyję
czekając aż stanie świt

Rozpraszam mgły i wyję
rzucam ci w twarz pustynnym szkłem
Przypominasz sobie teraz kim kiedyś byłem,

przypominasz sobie teraz czując mój gniew?

Jestem śladem porzuconych namiętnie,
Jestem śladem niewidzialnych stóp
Jestem ciszą, która napawa lękiem
Jestem wiatrem myśli, który zrywa z nóg.

Pytasz kim jestem?
Pytasz
Pokorny ja niewdzięcznik
I wieczny sługa twój

Przypominasz mi mojego syna,
którego miłość natchnęła obłędem.
Przypominasz mi ślepców głodnych,
zapatrzonych w przewrócony stół.

Przypominasz fale rzucone falą odmętu
Przypominasz mi statki kotwiczące swym dnem
Przypominasz mi nić ku światłu.
Cień rzucony przez cichszy cień.

Pytasz kim jestem?
Pytasz
bezkres
ja jestem

                1999

                    Inspire me. Always. Inspire...


miłość istnieje, lecz lęk jest jej zabójcą.... i tak trzeba umrzeć, nasze ja i tak umrze...... nie sądzę, aby miłość można było ograniczyć do jednej osoby.....

zawodny
    Mam 15 lat i po raz pierwszy powaznie ale tak naprawde powaznie sie zakochalam.. jestem zalamana z tego powodu...on mnie nawet nie zauwaza..jestem w klasie rownoleglej do jego klasy ....staram sie zeby mnie zauwazyl,ale zawsze on ma obok siebie tabunik dziewczyn :( nawet nie wie o moim istnieniu .nie jestem osoba bardzo odwazna ale tez do niesmialych nie naleze....co robic.blagam o pomoc


· 


A z tym facetem skończ na zawsze. Powiedz mu "wiesz, dzięki, że
chcesz się ze mną przyjaźnić, ale ja szukam miłości. Nie
przyjeżdżaj do mnie, nie przytulaj, bo chcę wyzdrowiec, a ty mi to
utrudniasz." Facet jest jak pasożyt, leczy przy Tobie rany aby dalej
podrywać panienki. Możesz się z nim przyjaźnić lecz dopiero gdy
się odkochasz.


Nie chciałbym się wtrącać, ale chyba nie przeczytałeś za bardzo początku
wątku, cyt:

"Witam.Moim problemem jest to że jestem zakochana w facecie...byłam z
nim
kiedyś, lecz nie udało nam się za bardzo...chociaż sama nie wiem
dlaczego ze
mną zerwał był jeden wariant...ale nie dawno się dowiedziałam że wcale
dlatego nie zerwał...hmm...tylko jest mały problem bo on mnie już nie
kocha "

Co oznacza, że druga panna była lekiem na związek z autorką, nie udało
się, facet próbuje wracać do "winowajczyni" - on nie chce zdrowieć po
drugiej pannie, ale jeżeli już to po autorce, przy autorce - a to już
jest jakaś szansa. Może przynajmniej porządnie się [ponownie] rozejdą i
nie będzie już bólu po obu stronach.

Flyer


a Ty przezylas wczesniej same zle i nieprzyjmne chwile ? Czy teraz, jak to
opisujesz, jestes szczesliwsza i z utesknieniem czekasz na zareczyny ?
Czemu
Ci do nich tak spieszno ? Czy nie lepiej poczekac na moment jak razem
bedziecie "tego" w 100 % pewni ? A moze to lek przed utrata kolejnej osoby
tak samo jak stracilas poprzednia z ktora tych zareczyn nie mialas ?
Wszystko zalezy od nas, od naszego podejscia do sprawy...a mysle ze jesli
cos sie skonczylo to sie nigdy nie zaczelo..:(

"Miłość jest jak bańka mydlana: gdy pęknie, drugi raz taka sama już nie
powstanie - lecz nowa może być jeszcze piękniejsza."

..tylko czy aby na pewno ?

Mam za sobą parę nieudanych związków, ale nigdy wczesniej nie  bylam


zareczona.. W odpowiedzi na Twoje pytanie to TAK, jestem szcześliwa i jak
nigdy czuję, że to TEN, że tego bardzo chcę i czekam.. Wiem, ze moje
kochanie też tego pragnie, lecz on w przeciwienstwoe do mnie musi miec
wszystko zaplanowane i poukładane.ALE !!! -  Przyznam sie Wam, ze w dwa dni
po tym jak umiescilam ten post - usłyszalam to MAGICZNE PYTANIE - "CZY
wyjdziesz za mnie....?" i chociaz bylo to u mnie w domu podczas, gdy
oglądaliśmy jeden z seriali...to zatkało mnie totalnie i z wrazenia zaczelam
sie smiać jak glupia... Teraz uzgadniamy date oficjalnych zareczyn...
nadszedl czas kiedy jestesmy tego pewni i chociaz niejedni sie zdziwią, ze
byc moze za szybko - to i tak jest to bez znaczenia - co ma byc to bedzie -
znamy sie 4 m-ce... :)


Urojeniom łatwo omotać człowieka. Wtedy sądzić on innych skłonny po
pozorach. Jak ty teraz mój panie.


Kroczę doliną światła a tu zawsze lepiej widać to czego w mroku cienia
dostrzec trudno, a ciebie mój panie na kilometr widać i przykro patrzeć jak
boska istota błądzi szukając mocy, miłości i spełnienia, i próbuje uzyskać
to siejąc lek i zwątpienie, by panować nad tymi co ja ranią i wyśmiewają,
droga którą idziesz ślepym zaułkiem jest i prowadzi do przepaśći, którą w
mroku dostrzec niewsposób.

Byłem na jej końcu i wiem co mówię, prócz jeszcze większego bólu i
cierpienia nic tam nie znajdziesz. Lecz zrozumiałe jest dla mnie to ze każdy
sam na własnej skórze musi doświadczyć prawdy o której mówię, mnie też
ostrzegano i morały prawiono, ja nie ufałem i wierzyć nie chciałem, Swoje
wiedziałem!

Tak jak ty to robisz teraz przyjacielu. Pan ciemności łudził cię będzie i
obiecywał wiele gdyż dokładnie zna potrzeby twej duszy, dokładnie wie co
chcesz usłyszeć, lecz tego nigdy nie dostaniesz, bo on sam tego nigdy nie
posiadł, a wykorzystany tyko będziesz i porzucony jak wszyscy co go słuchali
przed tobą.

Życzę ci powodzenia, dużo Światła i Miłości i abyś  był mądrzejszy niż ja
byłem wtedy...


Użytkownik "prawiebrunet"

Pozazdrościć :-) Wiesz, ale chyba otarłem się o coś takiego trochę...
"Mój" ("mój" już nie mój) Mariusz wyleczył mnie... wiem, to zabrzmi
średnio
poważnie, ale naprawdę piszę to poważnie - wyleczył mnie z kompleksów na
punkcie jednego z członków mego ciała. Wspaniały facet jest lekiem na
wszystko, co tu się oszukiwać :-)


Bo sa faceci, ktorzy sa "lekarstwem na cale zlo i nadzieja na przyszly rok".
Kobiety wiedza, o czym spiewac :-)
A to, ze lecza nas z kompleksow... i tych cielesnych i tych niecielesnych to
wlasnie jest w milosci najpiekniejsze. I jak patrze na to cialo, ktore spi i
chrapie na kanapie, i jak patrze na te wlosy, co stoja rano na jego glowie i
jak patrze w te slodkie zaspane oczy, co bez okularow mnie nie widza zbyt
dobrze... Mowie Wam, minelo pare lat i ja wciaz widze w nich najwieszka
slodycz mojego zycia...

krabek


To naprawde jest o współczesnej miłosci?? Otóż powiadam wam, że jedyny problem w tym wszystkim to jest ograniczenie horyzontów. Akurat w tym momencie o dziewczynach mowa. Te "miłości" to jest ich wysmysł i ich krótkowzroczność. Nie są sobie nawet w stanie wyobrazić, że codziennie mijają na ulicy faceta 50x lepszego, czystego, kochanego, z wyższej pólik, ktory nie ma nikogo. Boją się cokolwiek skonczyc, co zaczęly mając 16 lat, bo jest moda i presja koleżanek... Żałosne to wszystko. I ja też mijam takie panienki w parach na ulicy. Dzięki temu forum i powyższym cytatom wiem co tam sie dzieje i skąd tyle rozwodów... Dziekuję.


Niestety. Frank dobrze to ujął. Wiadomo - zaraz się odezwą głosy, że to nie tak, że nas nie znacie, nie wiecie, co czujemy. Wniosek się jednak dokładnie taki nasuwa. Dotyczy to zresztą też facetów - też tkwią nieraz w chorych układach z jakimiś modliszkami.
Ludzie mają odwagę by zacząć, lecz skończyć już nie.
I jeszcze dodatkowy efekt uboczny jest - kiedy już się skończy, to zostaje czasem jakiś lęk, który odepchnie tego 50x lepszego faceta, z wyższej półki, bo "ja się boję zaangażować".

Witajcie...
Od dawna nurtuje mnie problem, i postanowiłam się nim podzielić na forum, licząc, że uzyskam jakieś cenne rady...

Mam 18 lat, nie jestem jakaś strasznie brzydka, lecz nie należę do osób szczupłych, i mam z tego powodu ogromne kompleksy, ale nie potrafię sobie z tym poradzić (tzn. schudnąć).

I w związku z tym mam problem: nie mogę nawiązać kontaktu z mężczyznami. Po prostu, gdy widzę w pobliżu faceta, staram się nie patrzeć na niego. Dlaczego? Bo nie chcę, żeby pomyślał, że jakaś grubaska chce coś od niego... Pewnie za chwile śmiał by się ze mnie z kumplami...

To jest chyba jakaś obsesja... A czuję się samotna i chciałabym coś z tym zrobić...

Wiem, że jak ja nie przejmę inicjatywy w poznaniu faceta, to na pewno nikogo nie poznam, gdyż nikt sam z własnej woli nie podejdzie do takiej grubaski... Tylko ta głupia obsesja....

Co mogę zrobić? Jak pokonać w sobie ten lęk?
Czy wg Waszej opinii mam jakiekolwiek szanse na miłość?

heh... jak sie powinno postepowac z taka osoba ktora jest chora na to?
i czy w ogóle da sie to leczyc w jakis sposob...
nie wiem co robic jak moja ukochana potrafi w jednej chwili potraktowac mnie jak najgorszego wroga... nie byloby problemu gdyby nie byla chora na to...wtedy wyjscie byloby jedno...

dla niewtajemniczonych wyciag z wiki:
"Borderline cechuje: niestabilność emocjonalna (nadmierne emocje w jednych momentach i brak uczuć w innych); intensywność i niestabilność relacji z innymi ludźmi (przechodzenie pomiędzy ekstremami - idealizacji i dewaluacji, miłości i nienawiści); niestabilny i zaburzony obraz własnego "ja" (brak stabilnej wiedzy o tym kim się jest i czego się chce, błędna samoocena); chroniczne uczucie pustki wewnętrznej i znudzenia; impulsywność i skłonność do ryzykownych zajęć; tendencje do działań samodestrukcyjnych; duże huśtawki nastroju zmieniające się w cyklach godzinnych, zmierzające zwykle ku uczuciom negatywnym (smutek, przygnębienie, niepokój, złość); przesadna złość i agresja, skłonność do krytykowania i atakowania werbalnego innych; nastawienia urojeniowe; objawy dysocjacyjne ("oderwanie się od rzeczywistości"); oraz paniczny lęk przed porzuceniem."

Witam wszystkich jestem Nowy ... Mam na imie David (nielubie tego imienia ale co zrobic ) mam 19 lat i chodze do klasy maturalnej.

Heh ciezko opowiedziec historyjke mojego zycia ale coz .. zaczynam ...

wiec moj "pierwszy raz" byl zyletka to bylo ok 2 lata temu .. pamietam jak dzis ze sie troszq zalalem i rzucila mnie dziewczyna ... coz pierwsza milosc ... wiec pomyslalem ze jestem do niczego ... ale to nie jest jedna z przyczyn tego co robie ... cale 17 lat zylem w cieniu starszego brata on byl zawsze lepszy i bardziej kochany itp. ... 3 razy sie przeprowadzalismy i za 2 razem stracilem najlepszego kolege (zerwal sie kontakt z nim) zalowalem tego ale tak musialo byc ... moj brat jest dosc rozmowny i szybko zyskuje kolegow .. ja bylem caly czas za nim ... w jego cieniu ... jego koledzy nieprzepadali za mna bo bylem mlodszy ... w wieku 15 - 16 lat chcialem sie zabic bo po 1.poprostu mnie to irytowalo. po 2. problemy w szkole po 3. problemy z rodzicami i myslalem ze nie ma sensu tak zyc ... ale nic sobie niezrobilem ale mysli zostaly ... wracajac do "pierwszego razu" ... nacialem sie dosc gleboko bylo sporo krwi ale jakos niemoglem skonczyc tego co zaczalem ... teraz jakies 2 tygodnie temu znowu sie zaczelo .. poprostu to wrocilo ... niewiem czemu ... lubie bol i widok krwi .. niemam pojecia dlaczego ... lykalem tez leki depresyjne ... cale opakowanie na raz ... chcialem to skonczyc ... lecz sie nie udalo ... teraz psychiatra przepisal mi znowu jakies leki i boje sie ze znowu wezme cala paczke ... niechce ale to jest silniejsze ...

mam nadzieje ze ktos mnie zrozumie tu na tym forum

Witam
jakoś nikt nie postuluje aby biolodzy zastępowali weterynarzy albo lekarzy prawda ?
no a przecież specjalizacja na biologi moze iść w tym kierunku....
Biolog nie zastąpi leśnika ponieważ nie posiada specjalistycznej wiedzy szczegółowej nt tego jak np odnowić jodłę w drzewostanie choć oczywiście wie że jest to gatunek cienioznośny, nie wie jakich metod i narzędzi użyc bo tego uczą tylko na studiach leśnych.
Podobnie nie zawsze wie jakim lekiem wyleczyć zapalenie oskrzeli i dlaczego, choć zwykle wie ze podaje sie antybiotyk
Oczywiście nie umniejszam wiedzy biologów, sam co roku sie zastanawiam nad zaoczną biologia taką dla własnej satysfakcji, ale uczymy sie na studiach czego innego panie biolog i nawet przy najlepszych chęciach nasza wiedza jest różna tak jak wiedza biologa i lekarza
Co do pana Welesa to przydało by się stwierdzenie o zakończeniu studiów a nie tylko o studiowaniu, ja na początku studiów też miałem wrażenie że uczą mnie przerabiania lasu na deski, lecz zapewniam że ono jest krótkotrwałe i w trakcie gromadzenia wiedzy o lesie znika bezpowrotnie.
Co nie znaczy że gdy wycinam jakieś drzewo nie szacuje jego wartości( wręcz przeciwnie, zawsze wycinam ze świadomością strat i zysków)
W tym momencie nie pracuję już w ALP ale śmiało mogę zapewnić że każdy leśnik posadził więcej drzew niż wyciął, i że ci co idą na leśnictwo w 80% miłośc do lasu mają wdrukowaną w geny, więc są to właściwi ludzie na właściwym miejscu nawet w kadrze parków narodowych

"W miłości nie ma lęku,
lecz doskonała miłość usuwa lęk,
ponieważ lęk kojarzy się z karą.
Ten zaś, kto się lęka,
nie wydoskonali się w miłości."

1J 18

aaa słowa z pisenki które mi się podobają to

"Wystarczy byś był nic więcej by Twoje skrzydła otuliły mnie" albo

"Jesteś blisko mnie, a tęsknie za Duchem Twym,
Kocham kroki Twe i wiem jak puksz do mych drzwi,
Przychodzisz jak ciepły wiatr otwieram się i czuję znó, że...
Twoja miłosc jak ciepły deszcz...
Twoja miłosc jak morze gwiazd za dnia,
Twoja miłosc sprawia, ze nieskonczenie dobry Duch ogarnia mnie..."

Dlaczego mielibyśmy się smucić ? Długotrwały smutek jest zgubny i o tym też jest w Piśmie Świętym ("nie wydawaj duszy swej smutkowi"). Człowiek nie przyszedł na świat, by jedynie cierpieć i smucić się. Wiem, że nie każdy tu mnie zrozumie, ale wiara musi być radosna i nie może być po nas widać cały czas smutku. Smutek świadczy o tym, że wierzymy z przymusu i z trwogi przed karą, nie zaś z miłości. A w Piśmie jest : "w miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk".

Jak się mówi "z niewolnika nie ma pracownika". Smutek zamyka naszą duszę, radość pomaga się otworzyć. I choć chrześcijaństwo mówi o krzyżu i trudnej miłości, to wcale nie przekreśla faktu, że nasza wiara powinna i ma być radosna - radujmy się duszą i ciałem, bo Chrystus okazał nam wielkie miłosierdzie i nie sposób pominać to milczeniem. Nie mówię tu o radości według sposobu rozumienia tego świata.

Prawdziwa i czysta radość nie pochodząca z tego świata powstaje w duszy, przenika i przemienia całą naszą istotę oraz promieniuje na otoczenie udzielając się wszystkim. Zupełnie jak z rozpalaniem ogniska. Wystarczy się tylko otworzyć.

My wiemy jakbyśmy postąpili kiedy okazało by się ,że nasza druga połowa jest chora bo wiemy,że z każdą chorobą można żyć.Zdrowe osoby mają paniczny lęk przed chorobami i myślę,że to że byliście ze sobą to jedno a planowanie przyszłości to drugie.


tutaj jest chyba kwinesencja calej dyskusji,dodalbym,ze "poswiecanie" sie dla kogos potrafi calkiem zatruc zycie,czytajac dlugie wywody JarekSeeker mam wrazenie,ze szuka odpowiedzi na swoje dalsze zycie,jak sie do niego ustawic,wydaje mi sie ,ze dalej nie zaakceptowal swojej choroby,czlowiek chory musi sie z nia pogodzic i leczyc sie,zwiazek oparty na ciaglych "dyskusjach" i udowadnianiu swojej niewinnosci albo checiach bycia dobrym,to troche takie poswiecanie sie,takie troche litowanie sie nad soba i tlumaczenie tego niezrozumialoscia przez osobe bliska.
Powinienes sie zastanowic,czy chcesz udowodnic,ze mozesz normalnie funkcjonowac w zyciu i w zwiazku,czy walczysz o milosc....bo jakos w tych postach najmniej bylo o uczuciu.
I wcale nie sadze by moja wypowiedz byla prowokujaca.

Bogdan Pelczarski |    Halina

Dom stał  tutaj, pamiętasz? Tam, rosły topole
Posadzone w dwóch rzędach, rozdzielały pole.
Za domem, pod oknami, wpuszczone głęboko
W omszałą cembrowinę, mruga srebrne oko.

mruga niebem gwieździstym, wieczność pokazuje
podejdź szepce, chcesz wspomnień, ja je wyczaruję
zbliż się do mnie, bez lęku, widzisz tam na dole
we mnie przeszłość tak piękna, ten dom i topole

A zmierzch płynął powoli, kładł niepostrzeżenie
Na posrebrzonym dachu mgieł wilgotnych cienie.
Wyrastały w tej ciszy, w księżyca poświacie
Jakieś szepty, szelesty, nieziemskie postacie.

nieziemskie, bo już dawno z życia przepędzone
choć do nikąd nie poszły, wciąż życia spragnione
raz we mgle, to znów w cieniu, naprzemian schowane
szybko, chciwie, szeptały zaklęcia nieznane

Ulotne, jak ta chwila, gdy na progu domu
Siadałam zasłuchana w ostatni dźwięk dzwonu.
Gdy cisza rosła w siłę jak wiosenna rzeka,
A ramiona skrywała ciemności powieka.

nagle, jakimś cudem, jakimś czarem, zaklęciem
dusza dzwonu drgnęła, poniosło jasnym dźwiękiem
dzwonu, który od lat już nikomu nie bije
a dźwięk którego nie jedna moc czarcia kryje

Spójrz w prawo. Smuga lasu jak tajemne łoże.
Dalej łąki i rzeka, a przed nami - zboże.
Łany żyta, pszenicy, splecione powojem,
Pełne chabrów... I miedza, po której my dwoje

idziemy znów jak kiedyś, w jedno My spleceni
nas i świata ciekawi, wśród letniej zieleni
wszystko jest jak było, to od tej studni wody
nawet hektor, pies stary, jakiż on jest młody

Trzymasz w dłoniach słonecznik, taki jak van Gogh`a
(Sto lat temu malował). A w mych oczach trwoga.
Przeczuwam, że tę radość, cień ukryje w mroku.
I wiecej Cię nie spotkam, nigdy, w żadnym roku.

pamiętam, dzień okropny, który raz już zranił
kiedy to los bezduszny z życia cię oddalił
było to, poczekaj, to będzie, dziś, za chwile
słonecznik z rak wypadnie, Boże! niech się myle


No cóż, wszystko przemija; młodość i uroda
Nie trwa wiecznie. Lecz miłość? Tej jednej mi szkoda.
Gdy śpiewały nam ptaki coraz bliżej do dnia...
Tylko czemu, kochany, w twoim oku ta łza?

Dziękuję Ci Bogdanie za koncert na cztery ręce.
Życzę ci miłego weekendu.
Jeśli masz ochotę, pisz (my) dalej.(?)
Mam nadzieję, że do poniedziałku.

Hal

Ps. Wiem, że to nie jst poezja górnych lotów, ma wymuszone formą rymy i
takie tam inne zarzuty, można jej postawić, ale cóż...


----- Original Message -----

Newsgroups: pl.hum.poezja
Sent: Friday, July 21, 2000 4:39 PM
Subject: chiromancja

Chiromancja

-----------------------------------------

Kiedy nocą schodzę
w dolinę twej dłoni,
wygładzam linię życia,
znakuję rozdroża.
O nowiu zapalam świecę,
byś mogła goniona marą
odnależć moje ramiona.

A gdy gwiazdy bledną
przysiadam na wzgórku Wenery
- czekam jutrzenki...

Ponieważ odbieram poezję raczej intelektualnie, zadaję sobie zwykle pytanie:
czy autor powiedział coś ciekawego, czy wykazał się wiedzą (także o

tego wszystkiego  - chcę powiedzieć z (większym lub mniejszym) zachwytem:
zrozumiałem! spodobało się!! chcę jeszcze!!!

Zrozumiałem! Metafora chiromancji, wyrażenie uczuć jej językiem. Wzgórze
Wenery, podobnie jak inne terminy planetarne (wierzchołek Marsa itp.),
wykorzystany jako centrum-koniec-puenta. Bo chodzi nie o chiromancję samą,
lecz marzenie o miłości. Lecz na spełnienie marzeń trzeba zasłużyć. Autor
"wie", że miłość zdobywa się troską. Chce więc opiekować się partnerem,
prostować ścieżkę, wskazywać drogę, odpędzać mary światłem (skoro księżyc
zawiódł). Prawdopodobnie sama jego obecność przy partnerce ma być takim
prostowaniem dróg, a raczej porządkowaniem, ułożeniem życia.

Podobało się, bo konsekwentnie zestawia metafory (choć trzeba znać się
trochę na ezoteryce, żeby w ogóle zrozumieć: wzgórek Wenery dotyczy też
czegoś na podbrzuszu, ale przecież nie tylko!). I jest takie krótkie,
jednostronne w dobrym znaczenu tego słowa. Jeden nastrój, mimo że jest i
ciemność, i troska, lęk, oczekiwanie.

Chcę więcej! Chcę zobaczyć, jak autor pisze o miłości z przeszkodami. Jak
radzi sobie z niepewnością, konfliktem, pożądaniem większym niż aktualne
potrzeby partnerki. Czy chiromancja, przecież nauka tajemna, ezoteryczna,
jest tylko metodą na prostowanie dróg? Nie. Jest tajemnicą, która nadaje
inną, czasem przeciwną treść czemuś, co wydaje się przytulne, ciemne, wrogie
albo prawdziwe.




:on czeka na cud
:pochylony nad samym sobą
:ukryty w zwątpieniu
:pomiędzy gwiazdą a kamieniem
:
:spogląda uparcie
:na roztrzaskane gliniane naczynie
:przestraszony że już nigdy
:nie zobaczy słońca
:
:Jak ubrać w słowa wzruszenie, które budzi ten wiersz?
:Apoteoza bezradności? Właśnie tak, ale jak to durnie
:brzmi... To dlatego wymyślono poezję. Czytam, i widzę
:tego spotkanego dzisiaj mężczyznę z twarzą zeszpeconą
:nowotworem. Grabi świeżo skoszoną trawę na moim osiedlu.
:Obok bawi się jego trzyletni synek. Mężczyzna patrzy na
:dziecko z miłością, lecz mnie się wydaje, że widzę w tym
:właśnie bezradność. Z powodu tej lichej, dorywczej
:pracy. Z powodu bezwzględnej choroby. Bo nikogo nie
:obchodzi los ani jego, ani jego dziecka. Bo czas ich
:rozdzieli raczej prędzej niż później. Bo tam w górze
:albo nie ma nic, albo jest czysta Obojętność.
:A słońce - jak gdyby nigdy nic ewoluuje w czerwonego
:olbrzyma.

Tym razem "podpinam" się z dwóch przyczyn. Pierwsza: nie mam wiersza jako

Tomaszku, naprawdę przepięknie. Tak, więc pod maską tego niemiłego
chłopaczyska jesteś też wrażliwym Tomaszkiem. Ale ja to wiem, wiem...:-)))

A co do wiersza to zgadzam się prawie, prawie...Miałam może troszkę inną
wizję, troszkę inną interpretacje, ale to nie jest aż tak ważne. Mnie też
ogarnęło wzruszenie, mnie też zrobiło się tak wspaniale na sercu, że jednak,
że nie tylko tak bardzo egoistycznie, że jeszcze ktoś widzi to co obok, a
może przewiduje to co kiedyś...
"pomiędzy gwiazdą a kamieniem"... dawno nie czytałam tak pięknego wersu, tak
wymownego i bogatego w możliwości interpretacji. To dla mnie tak jakby
gwiazda była tym czymś co dalekie, marzeniem, złudzeniem, ciepłem, ideałem,
czymś nieosiągalnym, takim... niebiańskim... Kamień zaś pozostaje tylko
kamieniem, symbolem uporu i twardości, takim, którego czas się nie ima,
takim, który ciężko naruszyć, ale on sam może być przyczyną...
I ten lęk, o którym pisał Tomaszek. Czułam go i nadal czuję. I przy każdym
czytaniu wiersza jest silny. Nie słabnie. Czy to znaczy, że trafiłam na
bardzo dobry wiersz? Chyba tak. Nie. Na pewno tak.

pozdrawiam
iola



Słyszałem, żeby nie próbować wyjścia poza ciało, bo:
a) można nie wrócić


Zalezy jakie sie ma prawdziwe intencje probujac tego. jesli chcesz to
zrobic zeby sie oderwac od rzeczywisci, to mozna sie oderwac..
jesli po to zeby komus zaimponowac- rzeczywiscie to by zrobilo na mnie
wrazenie :)
jesli wychodzisz z siebie z milosci- to nie wiesz co to lek.

b) można wrócić razem z kimś - psychiatria nazywa taki stan schizofrenią...


Nie zgadzam sie. Schizofrenia nie jest w zadnym wypadku rownoznaczna ze
staniem opetania. najlepszym dowodem jest iz i malpy moga doznawac
takiego stanu, i probowac chwytac nieistniejacego banana itd, a to na
skutek przedluzajacego sie stresu jakiemu zostaly poddane (przez
czlowieka oczywiscie).

Co sprzyja schizom?
1) przedluzajace sie napiecie psychfiz.
2) czynniki genetyczne- nie wykryto takowego genu, ale my, parapsychole
mozemy sie zgodzic ze stwierdzeniem o 'dziedziczeniu mysli' od ludzi
ktorzy swoja osobowoscia determinuja nas w dzicinstwie. czy mozna
odziedziczyc opetanie?

Co leczy schizy?
1) farmakologia
2) wyeliminowanie stresu
te same czynniki lecza nerwice, kiedy chory ma lęki ze jest opetany.

I wreszcie schizy nie sa rownoznaczne z rozdwojeniem jazni!
rozdwojenie jazni z kolei w znacznej mierze opiera sie na tlumieniu
takich czesci swojej osobowosci ktorych nie jestesmy w stanie
zaakceptowac. jesli zrodzi sie w nas pomysl ze jestesmy opetani (w
schizach bardzo powszechny lek przed szatanem) to bardzo prawdopodobne
ze bedziemy w sobie cos takiego na sile tlumic co sprzyja powstaniu
dodatkowej 'osobowosci na godziny'

Sai Baba twierdzi ze osoby chore psychicznie sa gorsze duchowo od nas,
normalnych. Znaczy, cholera od kogo?
A kazdy ktory lubi pozno wstawac (to ja), dobrze zjesc i pociupcac to
czlowiek-demon.
Ja uwazam za dobre dla mnie nieosadzanie.

Marcel



| Dzisiejsza technologia zas na NIC wiekszego by nie pozwolila ... byc moze
| ludzie by ogladali to w telefonie komorkowym i w Necie klnac, ze
| transmisje
| zrywa, ale trudno powiedziec nawet, czy jakos obrazu TV bylaby lepsza
| niz  w
| 1969 :)

dzis byloby znacznie trudniej - studia Hollywood zajete sa
supeprodukcjami,  nie ma gdzie krecic zdjec...


A po co studio?
Wystarczy klaster Linuxow :P

stad tez sa problemy aby
w jakims sensownym  czasie zrobic powrot na Srebrny Glob, bo nikt nie
chce skreslac z grafiku  planowanych filmow :)


Era Wodnika wszystko odmieni ;)
Spojrzmy na to okiem astroLOGA (kobiety) :)

"Gdybym miała określić w kilku słowach, czym będzie Nowa Era,
powiedziałabym, że będzie to 'KONIEC ŚWIATA ILUZJI'."

"Internet, telewizja satelitarna, komputery i elektronika są dziedzinami
podlegającymi władzy Wodnika. I to właśnie one przyczyniły się do zmiany
myślenia ludzi. Propaganda (wszelkie mydlenie oczu to domena Ery Ryb)
straciła swoją siłę oddziaływania na masy ludzkie, ponieważ ludzie mają
natychmiastowy dostęp do alternatywnych źródeł informacji. Ludzie wiedzą
więcej, dzięki internetowi zawierają osobiste przyjaźnie z przedstawicielami
innych narodów, a nawet kontynentów i wiedzą, że wszędzie żyją ludzie tak
samo pragnący pokoju, miłości i szczęścia jak oni. To osłabia fobie i lęki,
ponieważ ludzie wiedzą, że na innych kontynentach nie żyją zagrażające im
"potwory" o dwóch głowach i czterech rękach, lecz istoty takie same jak
oni."
http://astro.eco.pl/wodnik.html


| Pytalem KOMU o tym opowiadal a nie gdzie o tym pisze.

Biblii.



to ze cesarz Japonii byl potomkiem samego Boga podobnie jak Faraon ? Nie
wierzysz Mahometowi ze do niego przybyl aniol Gabriel z reforma
chrzescijanstwa a wierzysz ze aniol przybyl do Jozefa dajmy na to -
wybiorczy jestes ...

| Z Biblii.

| Ktorej wersji ? Tej oskubanej przez Watykan w 40% czy tej oskubanej w
15%
?

Skro wiesz, ze obskubanej, to i wiesz ktora jest ta 100%.


W czasach obecnych nie sposob doszukac sie jej odrzuconych i zaginionych
fragmentow.

Ciekawym jakes wyrachowal owe 40%, czy moze choc 15%...


tak sobie palnalem jak sadze o wiele cyferek sie nie pomylilem.

| no potop to przeciez JHWH zrobil - sadysta jeden potopil tyle niewinnych
| istot ludzkich i Atlantow takze :)

Jak to wiele zalezy od interpretacji...


interpretacji Boga ktory jest wielka miloscia, od interpretacji slowa
"litosciwy" a takze "madry" i "przewidujacy" takze wiele zalezy ... w tym
wypadku zadne z tych przypisywanych temu bozkowi plemiennemu przymiotnikow
nie pasuje do jego czynow. Nie zapominaj oczywiscie o tym jak wyrznieto
Kanaan. Kanaaenczycy nie mieli nawet wyboru aby pokojowo dogadac sie z tym
"narodem wybrabym" poniewaz wedlug biblii sam Bog "uczynil ich serca"
twardymi i nieugietymi w stodunku do wyslannikow zydowskich. Widzimy tutaj
szyderczy podstep skierowany przeciwko kanaaenczykom - a moze po prostu
usprawiedliwienie koczowniczego plemienia do szerzenia mordu w imie swego
boga. Moj Bog powiedzial ze daje mi w moje posiadanie twoj dom - mam prawo
cie zabic. Moj Bog stworzyl ciebie jak i mnie. Jest wielka miloscia i
WszechRomumem - co ty na to o niewierny ?

A moze owe smoki zyly w czasach pisania tych legend...


Byc moze.

... i tak wszystko skosnoocy zmielili na leki :)

No, nie wszystko...


no nie wszystko :)

A ja mialem na mysli gigantow na dwu nogach - czlekopodobnych; byc moze to
ci, ktorych rodzily ziemskie kobiety w zwiazkach z synami Bozymi.


To Bog mial jeszcze innych synow procz Joszuy syna ciesli ? Toc to teraz juz
nie trojca lecz piecdziesiatnica bedzie .... a ponoc chrzescijanstwo to
monoteizm :)

Pozdr.



Tomaszek:

| Kiedy tak czekam - bawią mnie pająki
| Zwabione plastrem świtu jak ulepek.
| Muskam ich grzywy - przyjmują podnietę
| Jak dotyk słońca przemarznięty żonkil.
| Kiedy tak czekam - buduję witraże
| Ze szkiełek strachu, z piasków obumarłych,
| Z lat jak aldehyd, co na wskroś przeżarły
| Pancerze smutków i kolczugi marzeń.
| Kiedy tak czekam - widzę tego mnicha:
| Na drżący język łyk absyntu bierze;
| Z jesieni w jesień nie ustając w wierze
| Że nic nie ginie, nie mrze, nie usycha.
|     Lecz miniesz, Miła, i minie czekanie.
|     Łzy tych pająków - tyle pozostanie.

| T.

Pająki łzami splotą nowe sieci,
Znowu się miła da w pułapkę schwytać,
Odpowiedź cicha - zanim zaczniesz pytać -
Razem ze świerszczem w ślepe ucho wleci.
Nie próżnuj, powstań - skończyć się nie uda
Przekleństwem czasu znaczonego trwania,
Kiedy tak czekasz. Belkę źdźbło przesłania:
Snom i pamięci króluje ułuda.
Muśnij więc grzywę (czyją - już nie powiem),
Puść lęk na łąkę, znajdź mu też pasterza,
Zawierz jesieni - tak jak mnich zawierza
Trunkom i latom rozbełtanym w głowie.
    A gdy to zrobisz, wiersz może powstanie
    Pasikonikowi zwrócone pytanie

:)
-A.R.


Jak długo czekać? Ile jeszcze jesień
Z nas marzeń strąci jak uschniętych liści?
Nocą kwiat srebrzą mali pejzażyści
Pragnąc na zawsze uśpić świętą ziemię
Uwierz mi, Luba! Patrzą tak przed siebie
Coraz czarniejsze noszę w sobie myśli
Znam już na pamięć wszystkie Twoje listy
I dalszych pragnę: tych o których nie wiem
Wczoraj wieczorem tak mi było tęskno
Do Twoich dłoni, szedłem przez pokoje
Długie i ciemne do komnaty Twojej
Lecz sen się rozwiał jak mgiełka - zbyt prędko!
     Jadąc do Ciebie gwiazdy siwe liczę
     Naszej miłości pożegnalne znicze

d:-) J.K.


"seahorse"

woda znów mętna i martwa. stoi
w miejscach, gdzie wczoraj były trawniki.
na dnie kamienie w zielonych futrach.
chlupoczą kamienne koryta ulic. cisza.
groble chodników puste, strach wyjść.


tak. strasznie smutne. przerażające miejsce. woda jak z ulewy długiej
a to przecież "gdzie wczoraj". Zwrotka cala dosadna. dobra.
Szemrzą mi tylko podwójnie akcentowane kamienie = kamienne.
Ale nie jest to aż tak ważne.

no to jedziemy. trzyma się mocno,
lecz kłącza mokrych traw wkręcają się
w szprychy. pod wiaduktem bajoro
zlizuje ją z bagażnika. wracam
płacząc, z pustymi rękami, za to


Ale przeskok.
Rozumiem, że to próba wjechania (nie bylo innego wyjścia)
Wyjść trzeba. W końcu. Rowerem więc po tych czeluściach podmokłych.
Niestety. Gubisz pasażera. Kto to?

w sukience opiętej na nowym dziecku,
którego tak bardzo chcesz. wiem tylko tyle,
że z drugiej strony miało być ciepło i sucho.
za oknem dryfują powywracane czółna,
skrywając stada wylękłych kijanek.


Tak. Tu się wyjaśnia. Dziecko.
I jej zguba jest w pewnym symbolicznym sensie
odnalezieniem (poczęciem) drugiego dziecka.
I ta druga strona - miala być ciepła, sucha...
To tam jechałyście?

nie ma wyjaśnień w żadnym senniku.
więc nie.


To sen. Więc.
To dobrze. Ale co "nie"?

a/ Nie jest tam sucho i ciepło.
b/ Nie jest to ważne bo to tylko sen?
c/ nic nie grozi. nic się nie dzieje bo i tu: powiazanie z 2.

***

Chyba sens jest jednak taki, że PL boi się ew. narodzin drugiego dziecka.
Jego zaistnienia.
Pewna niemożność pogodzenia, połączenia bisów w miłości.
Dlaczego zguba się śni - a nie - znalezienie drugiego.
No i ten mokry krajobraz...
Czy ja tam wiem.
A może to tylko lęk jakiś hydropodobny się objawia...

Senników brak.
O wierszu za to powiem, że mi się podoba. Jest ciekawy.
O!
I ujął mnie ten zwrot w sytuacji między I a II  "no to jedziemy"

pozdrawia Kajub(owa)


Witam
Wczoraj znalazłam szczeniaka (suczkę) potrąconą, lub skatowaną przez człowieka. Nie wiem, która wersja jest prawdziwa, bo słyszałam dwie. Jej rodzeństwo nie żyje została sama. Gdy ją znalazłam ledwo co trzymała się na nóżkach. Pojechałam z nią do weterynarza, obawiałam sie, że może trzeba będzie ją uśpić Lekarz podał jej leki przeciwwstrzącowe, równego rodzaju antybiotyki i suplementy. Okazało się, że jak na razie suczka nie widzi (ale jej źrenice reagują na światło) i nie słyszy. Jej lewa przednia nóżka jest zwichnięta. Przez całą noc walczyliśmy o jej życie. Musi co godzinę mieć podawana przez strzykawkę wodę z cukrem. Ciągle śpi, jest praktycznie nieprzytomna. Dzisiaj o 12 jedziemy z nią znowu do weterynarza. Mała musi 2 razy dziennie dostawać kroplówki i leki na pobudzenie funkcji mózgu. Z tego co weterynarz mówił, gdy tylko zacznie odzyskiwać siły to zajmiemy się jej oczami i słuchem. Uratowaliśmy ją i chcemy by żyła. Jednak jej leczenie jest bardzo kosztowne, nie wiemy jak długo będziemy w stanie płacić za jej leki i opiekę. Myśleliśmy nad znalezieniem jej dobrego domu jednak wątpię by ktokolwiek chciałby zająć się pobitym, niewidomym i głuchym szczeniakiem. Możemy zapewnić jej ciepło i miłość, ale nie wiem czy będzie nas stać na jej leczenie. dlatego zwracam się z prośbą do Was. Może ktoś chciałby przygarnąć, zaopiekować się, leczyć i dać miłość tej malutkiej suczce? Prosze również wszystkich ludzi, którzy kochają zwierzęta o jakąkolwiek pomoc finansową lub materialną (zabawki, karma, kocyk). Wierzę, że mała wyzdrowieje, będzie szczęśliwa i zapomni o bólu jakiego doznała.
kontakt do mnie to megi187@wp.pl gg 4677766 tel 0501497369
http://s25.photobucket.com/albums/c55/mkarwan/

Ja do kobiet to mam pecha. Jak trafię na ładną, to nie porozumienie, jedno krzyczy przez drugie. Jak na dobrą, to nie potrafie kochać, nie żebym wykorzystywał, jakoś to nie idzie w parze. Niekiedy mam wrażenie, że kobiety są jak złośliwa narośl wokół interesu, zdażyło się je mieć. Wrażenie. A innym razem walczysz...

Wiem, już nie pytam.
Rękoma ciężar ten chwytam
i zapał studze,
rwąc wyłom w potoku strudze...
a miłości każe poczekać.
Zawiedzione uczucie nie chce zwlekać...
kłóci się z pragnieniem,
że wreszcie jest tym pierwszym marzeniem,
na co pragnienie nadzieje kładzie
i dając upust wstępu słow dobrej radzie...
z ustami równo i powagą twarzy,
zdawałoby się, że tym razem zajarzy,
a co w słowach się nie pomieściło,
resztką sił z serca wybiło
nie bacząc o powrotu drogę...
Wrzasło gdzieś z boku -
Już dalej nie mogę!
Kocham, lecz tu zbroi i sprytu potrzeba,
bo w zamku tym smok większy
od największego drzewa...
Tak doszło do odwagi.
Bigos jak nic, jeszcze tylko pieprzu i magi...
Trochę dratewki by zaszyć podstęp w ukryciu,
szrpnąć się na smoka życiu...
i księżniczkę w ramionach serca do pary
przywrócić życia wiary.

a i tak było...

Potrzebuje uśmiechnąć się do Ciebie,
gdy tu nad rzeką,
mgłą niesione wspomnienie odbija echem po niebie,
jak smakTwych ust poczuć chcę marzenie,
smak spojrzenia za którym w pośpiechu zdąże,
ustami serc mysli srebrnych zwiąże,
w splocie ciał uścisku podróży szczytu,
pożądanie oka nie zmróży.
Czy prawo bytu? Czy miłości narzeczenie...
Czy odpowiesz mi kochanie na zagadki tej pytanie...

a bywało i tak...

Widziałęm jak w okuTwoja łza,
głos w moim gardle uwięziła i ściska bezlitośnie.
Widziałęm jak smutków i i niedoli
uśmiechu wzejść nie pozwoli na twarz radośnie.
Widziałem bezradność za obcą wine
nadeszłą zła nowinę i powód do rozpaczy,
zobaczyłem, że być może Twoim oczom nie otworze
ile dla mnie znaczysz...
I jak tylko coś się stanie
chciałbym lek na odespanie reszty moich dni.

...ale kiedy wygraną jest tylko racja a nie miłość, to tej drugiej połowie nieszczęśliwie kończy się napięcie i gaśnie. Kobietylubią wtedy igrać a męszczyźni olać.

Jaka jest rola Kościoła?Po co nam nawiedzeni katolicy w rządzie?Jesteśmy tolerancyjni ale nie dla tych dewotów.

Takie myśli przechodzą przez głowę nie jednemu człowiekowi.Dlaczego ci którzy mają jakieś wartości,poczucie wspólnoty,miłości do bliźniego i Boga są tak negatywnie osądzani?!
Może bierze się to z zazdrości?Może z nienawiści?!
Szatan na różne sposoby manipuluje człowiekiem.Człowiek jest słaby.Bez Boga jest niczym.Ukazuje nam to biblijne ,,Kuszenie na pustyni".Szatan widząc głód i zmęczenie Zbawiciela Jezusa Chrystusa kusi go.Tak samo jest z człowiekiem.Człowiek nie jest przekonany.Nic nie wie o chrześcijanach,nie chce porozmawiać z osobą która praktykuje,wierzy tylko snuje domysły.W tej niepewności szatan widzi ,,pole do manewru".
Z niewiedzy przecież rodzi się grzech.Chrystus jednak twardo stawia sprawę.Nie daje się.Ukazuje potęge Boga i szatan się jej lęka!Jak ważne są słowa Zbawiciela:,,Idź precz szatanie!"Jednak człowiek nie jest Bogiem jak nasz Pan Jezus Chrystus.Nie ma Boskiej siły!Lecz ma sprzymierzeńca-bliźniego w którym jak mówił Jezus on sam mieszka.Dlatego nie uważajmy osób wierzących za nawiedzonych.Ty jesteś nawiedzony,ty który tak sądzisz albowiem to nie ty będziesz sądził lecz Bog!Więc nie bądźmy nawet v-ateistami bo tą mentalność wykorzystuje szatan.W historii naszej Ojczyzny widzimy jaką ważną rolę odgrywał Kościół.Szczególnie widać to w okresach niewoli i zaborów.Przecież hymn ;;Boże coś Polskę'' był stworzony przez osoby wierzące.Dlaczego tak wielką tolerancją obejmujemy te grupy które nie mialy zadnego wplywu na ksztalt i niepodległość Ojczyzny,a wyśmiewamy się z grupy która walczyła o niepodległość-z chrześcijan.Owszem należy się tolerancja każdemu ale po równo!W tym bowiem czasie panuje zupełna odwrotność.Dajmy szansę chrześcijanom oni dali radę i w dalszym ciągu was nie zawiodą.

T.LOVE "Ajrisz" tak Joanno tamto zgadłaś

Nie wiem czym jest miłość, lecz wiem czym jest lęk. Ktoś obiecał równość, pytam gdzie on jest.

" w milosci nie ma leku lecz doskonala milosc usowa lek" ale ktory to fragment dokladnie to nie wiem;p

Hej mam na imie Ewelina...Chcialabym sie z wami podzielic moja historia..
A wiec moim glownym problemem jest biegunka Od kad pamietam ja mam ale nikt nigdy sie tym nie przejmowal i tak z nia zylam do 17 roku zycia.. tu sie zaczely problemy...bole brzucha mega mocne biegunki dawaly mi niezle w kosc (pamietam w tym wieku po raz 1 sie zakochalam:) piekna to byla milosc poki nie zobaczylam ze moj partner smial sie z moich problemow on to mial zoladek cool nigdy zadnych problemow)..wtedy to postanowilam isc po raz pierwszy do gastrologa(chodzilam jeszcze po rodzinnych ale ona nic nie wiedzieli) P.gastrolog zapisala mi debridat....bralam go ok 3ms i nic 0 poprawy..tak do 18,05r, zalamana zwrocilam sie do mamy z prosba o pomoca...Moja ciocia zalatwila mi wizyte w Lublinie... tak sie cieszylam myslalam ze wkoncu bedzie ok!!ze bede mogla chodzic na disco spotykac sie ze znajomymi w kawiarniach itp..).no wiec przez 7ms Pan.dr.testowal na mnie leki ktore nie pomagaly... wiec niestety wyladowalam w szpitalu wykonali mi szereg badan i stwierdzili zespol jelita drazliwego...leki ktore mi przepisal po szpitalnym tylko pogarszaly sytuacje..wiec dalej wemnie pchal leki po ktorych bylo gorzej.. niestety na te leki wydawalam ms nawet do 400zl;( matka sie odemnie odwrocila bo powiedziala ze za duzo pieniedzy idzie na moje leki ktore nie pomagaja...tak wiem powinna mnie wspierac..ale to nie ten typ..takze zostala ze mna tylko starsza siostra ktora mi pomaga..bardziej hm..psychicznie niz finansowo:( od grudnia tego roku lecze sie w prywatnej klinice w Wa-wie gdzie Lekarz podejrzewa na 80%celiakie:( naczytalam sie wszytskiego co dalam rade o tej chorobie...Mialam chwile zalamania i upadkow..w koncu ciezko mi zrozumiec ze w takim wieku tyle wyrzeczen...(ponadto prawdopodobie nie bede mogla studiowac w tym roku majac moje problemy nie dam rady nawet chodzic na uczelnie ale nikt tego nie rozumie .kazdemu latwo powiedziec..pojdziesz do toalety i juz...)nawe do pracy nie dam rady jestem tak wykonczona..3stycznia bede miala gastroskopie z wycinkami z dwonastnicy.Na wlasna reke postanowilam zrobic szereg innych badac..glownie dzieki pomocy jednej z formulowiczek:) bardzo kochana osoba pomagajaca ..w sumie ona nawet ten temat zalozyla za co dziekuje ja osobicie moge dodac ze powoli trace sily na walke...nie wiem jak bede zyla teraz na tej diecie..przeciez ona kosztuje...ale wiem jedno Zdrowie jest najwazniejsze dlatego wiem ze musze zrezygnowac z imprez ciuszkow kosmetykow itp.. Gdy czlowiek jest sam to w sumie co mu tam:) Dziekuje za wysłuchanie:)w sumie nie jestem jedyna osoba ktorej juz psycha siada przez to.. Pozdrawiam Was Kochani...Trzymajcie sie Cieplutko!

Witam wszystkich serdecznie,

Przede wszystkim przepraszam, że być może zamieszczam post w niewłaściwym dziale, ale z jakiegoś powodu nie otrzymuję potwierdzenia rejestracji na forum.

Chciałabym wziąć udział w spotkaniu AŻ - niedaleko mojego miejsca zamieszkania odbywają się takie mityngi. I... mam kilka pytań/wątpliwości, a odpowiedzi na nie nie znalazłam w tych nielicznych działach dostępnych dla niezarejestrowanych. Do rzeczy:)
1. Jak takie spotkania wyglądają? Mógłby mi to ktoś opisać?
2. Czy uczestnik musi spełniać jakieś wymagania, czy może przyjść każdy? No nie wiem.. waga, wyznanie, zaawansowanie w obżarstwie, polecenie przez innego członka AŻ . Dodam, że na wszystkie pytania w kwestionariuszu odpowiedziałam twierdząco, a moja waga to słoniowa waga. Nie przesadzam
3. Czy, dla dodania sobie otuchy i animuszu, na pierwsze spotkanie można zabrać kogoś bliskiego, kto wygląda normalnie i je normalnie?
4. Czytałam program 12 kroków i.. cóż, jestem ateistką i sceptyczką, słowa o modlitwie, więzi z Bogiem i przebudzeniu duchowym nic dla mnie nie znaczą... I - przepraszam, nie chcę nikogo urazić - raczej śmieszą mnie (a na pewno odstręczają) zbyt uduchowione wizje, które się przede mną roztacza. Próbowałam kiedyś terapii, ale skończyło się na jednym spotkaniu, gdy pan psycholog zakomunikował mi, że będzie mnie leczył miłością... Czy jestem beznadziejnym przypadkiem? Czy dla takich realistów jak ja jest miejsce w AŻ?
5. Z informacji na stronie wywnioskowałam, że terapia AŻ ma prowadzić do akceptacji siebie i pozbycia się kompulsywnych zachowań. Jeśli dobrze zrozumiałam (a może źle?) - czy w takim wypadku akceptowana jest walka "pacjenta" z otyłością? Ja po prostu muszę schudnąć... Już nie chodzi o wygląd, a o moje zdrowie.
6. Mam też inne problemy (depresja i lęki). Czy nie zostanę aby odesłana na standardowe leczenie w ośrodku dla osób z innymi problemami? Pytam, bo po kilku próbach leczenia w poradniach dochodzę do wniosku, że źródło wszystkiego to obżarstwo. Leczyłam depresję.
7. Czy oprócz AŻ mam jeszcze jakieś możliwości leczenia kompulsywnego jedzenia? Gdzie mogłabym PRAWIDŁOWO zostać zdiagnozowana (zastanawiam się czy aby nie mam przy okazji bulimii)? Chodzi mi o ośrodki, których mogłabym szukać... Śląsk W Googlach panuje chaos w tym temacie.

Jest ze mną bardzo źle i bardzo chciałabym sobie pomóc.

Z góry dziękuję i pozdrawiam
czapka

Nienawiść to jedno z uczuć towarzyszących na co dzień człowiekowi i właściwie skierowana może być nawet użyteczna

Chyba nie czułeś nigdy prawdziwej nienawiści, skoro coś takiego piszesz. Każda nienawiść niszczy przede wszystkim jej właściciela, dlatego należy czynić wszystko, aby się jej czym prędzej pozbyć.

Przeczytałam wszystkie posty, ale nie poruszono tu paru ważnych sprawach:
1. przyczyną autoagresji może być bezsilność wobec "domowego horroru" lub obwinianie się za ten stan rzeczy (choć tak naprawdę wina leży gdzie indziej) i nieradzenie sobie z płynącymi stąd emocjami, wywołane toksycznością lub patologią rodziców/rodzeństwa - dopóki nie zostanie odcięty dostęp źródła "zła", nie ma szans na wyleczenie
2. leczenie takiego stanu opiera się na miłości, osoba leczona potrzebuje czuć, że ktoś/coś ją bezwarunkowo kocha; leki są jedynie środkiem wspomagającym, czasem niestety niezbednym, stąd potrzeba kontaktu z psychiatrą; ważną sprawą jest uświadomienie tej osobie, że Bóg chce aby ona sama się pokochała, bo bez tej miłości, nie będzie w stanie prawdziwie pokochać Boga i jakiegokolwiek innego człowieka (pierwsze i drugie przykazanie miłości) - stanowczo za mało mówi się o tych przykazaniach, szczególnie drugim ... na mszach też
3. jeśli choć jeden rodzic jest w stanie przyjąć prawdę o stanie dziecka, należy go o tej autoagresji natychmiast powiadomić, bo to właśnie on ma największą możliwość uruchomić szybką i szeroką pomoc, włącznie ze zmianą relacji w rodzinie oraz roztoczeniem widocznej miłości wobec dziecka; jeśli ta droga jest odcięta - pozostają różne instytucje i przyjaciele oraz nadzieja, że wyprowadzenie z domu nastąpi szybciej, niż autoagresywne wyniszczenie organizmu. Wielu rodziców jest nieświadomych tej groźnej sytuacji z powodu ukrywania tego zachowania.

Znam pewną dziewczynkę, która z powodów patologii w rodzinie weszła na tą niebezpieczną drogę. Jednak matka przez przypadek to odkryła i podjęła starania, aby złagodzić przyczyny i objąć dziecko szczególną troską i miłością. Tatuś niestety był z tego procesu wyłączony, bo do dziś nie jest wewnętrznie do końca przekonany co do roli psychoterapii, poza oczywiście "uznaniem" człowieka za "wariata". Wiem, że dziewczynce pomógł także codzienny kontakt ze zwierzaczkami:

Pies jest rasy golden retriver, wykorzystywanej też w psychoterapii.

Doktor Agnieszka Pokora: „– Po tych rekolekcjach było u mnie w domu spotkanie i jedna z osób powiedziała: ‘widzę jasno, że bioenergoterapia jest zła, radiestezja jest zła i wróżenie z kart jest złe, natomiast nie mogę zobaczyć, co takiego jest w homeopatii, czuję, że coś jest nie w porządku, ale nie wiem, dlaczego tak jest’.
(...)Mówiąc krótko: niezależnie od skomplikowania języka, którym się posługują, zwolennicy homeopatii dysponują dotąd tylko hipotezami. Powtórzę: teorie wyjaśniające działanie specyfików homeopatycznych są wyłącznie hipotezami, niczym więcej.


Fajnie, dr Agnieszka wymienia to, to i to jest be be.
A skąd Ona to wie. To jest tyklo jej odczucie.
Napewno patrzy na tą całą sprawę tak jak większość ludzi, czyli przez pryzmat oszustów, szarlatanów itp.
Czyli mnie nie przekonało.
Nie znam się na homeopatii i nie wiem co to za energię "dorzucają" do tych leków.

Tak więc - homeopaci mówią żle o "bioenergo" i radiestezji ale uważają że "homeopatia" jest dobra, radiesteci się nie wahają bracć za leczenie "bioenrgoterapią" a biomen" wmawia nam że "bioenergoterapia to sam "miód" ..


Widać jedni drugim przeszkadzają w zarobkach, dlatego "obrzucają się błotem".

A według mnie, kompetentne kręgi medyczne i farmaceutyczne (są zapewne bardzo silnie powiązani ze sobą) nie chcą uznać bioenegoterapii m.in przez to, że gdyby ogłosili, iż są takowi, którzy naprawdę uzdrawiają bez używania leków, to niewątpliwie kolejka do aptek by się zmniejszyła.
W skrócie, nie chcieliby mieć konkurencji, bo godziłoby to w ich finanse.
Wolą mieć wylączność w leczeniu chorych ludzi.
Nie wierzę, że Ci wszyscy kompetentniacy, tak bardzo kierują się z miłości do bliźniego.

To ja was wspomogę, żebyście nie zastanawiali się, kto się zna na kontekstach, a kto nie, oto cały fragment:
12 Bracia, chcę, abyście wiedzieli, że moje sprawy przyniosły raczej korzyść Ewangelii, 13 tak iż kajdany moje stały się głośne w Chrystusie w całym pretorium* i u wszystkich innych.
14 I tak więcej braci, ośmielonych w Panu moimi kajdanami, odważą się bardziej bez lęku głosić słowo Boże.
15 Niektórzy wprawdzie z zawiści i przekory, drudzy zaś z dobrej woli głoszą Chrystusa. 16 Ci ostatni [głoszą] z miłości, świadomi tego, że jestem przeznaczony do obrony Ewangelii.
17 Tamci zaś, powodowani niewłaściwym współzawodnictwem, rozgłaszają Chrystusa nieszczerze, sądząc, że przez to dodadzą ucisku moim kajdanom.
18 Ale cóż to znaczy? Jedynie to, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył.
19 Wiem bowiem, że to mi wyjdzie na zbawienie* dzięki waszej modlitwie i pomocy, udzielanej przez Ducha Jezusa Chrystusa,
20 zgodnie z gorącym oczekiwaniem i nadzieją moją, że w niczym nie doznam zawodu. Lecz jak zawsze, tak i teraz, z całą swobodą i jawnością Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć.
21 Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk.
22 Jeśli bowiem żyć w ciele - to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć.
23 Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem*, bo to o wiele lepsze,
24 pozostawać zaś w ciele - to bardziej dla was konieczne.
25 A ufny w to, wiem, że pozostanę, i to pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości w wierze,
26 aby rosła wasza duma w Chrystusie przez mnie, przez moją ponowną obecność u was.

przepraszam, że wtrącam się do Waszej (skąd inąd szalenie interesującej) rozmowy, ale mam nadzieję, że przez wzgąd na to, że toczy sie na forum, wybaczycie mi.
dwarf - zgadzam się z Tobą w stu procentach. chciałam Ci tylko napisać do czego doszłam, gdy zastanawiałam się, kim jest Bóg. więc według mnie najlepsza "definicja" Boga to jedno słowo - Miłość. i tak naprawdę wszyskie przymioty Boga - Jego mądrość, miłosierdzie, wszechmoc, dobroć, wierność, sprawiedliwość, nieskończoność są tylko określeniami tej Miłości. Bóg to ten, który kocha nas ponad wszystko i mimo wszystko.
SDC - wiara jest łaską daną od Boga. Bóg puka do naszych drzwi i czeka na nasz krok, na odpowiedź. pozostawia nam wolność wyboru (nie stworzył człowieka, by ten Mu służył, by był Jego niewolnikiem, lecz na "partnerskich warunkach"). i teraz człowiek, jeżeli zdecyduję się przyjąć zaproszenie Boga, staje się odpowiedzialny za swoją wiarę, za jej rozwijanie, za pracę nad sobą, stawanie sie lepszym i służenie drugiemu człowiekowi.
z wiary rzeczywiście płynie usprawiedliwienie (szerzej o tym w liście do Rzymian ;) ) ale wiara pozbawiona pokarmu staje się słaba, podatna na wszelkie zło, wpływy z zewnątrz. łatwo ją utracić (bo przecież jak wierzyć, gdy nagle świat runie nam na glowę i wydaję się, że gdyby Bóg istniał nie pozwoliłby na to)
życie bez wiary łatwo traci sens - życie bez nadziei na życie wieczne. bo jakże łatwo stracić to życie doczesne. bo przecież gdyby nie wieczność, życie dziecka, które umiera tuż po narodzeniu, nie miałoby najmniejszego sensu. bo można opierać swoje życie na człowieku i zawieść się tak dotkliwie, że stracić chęć do życia. a gdy traci się sens... cóż... odnoszę wrażenie, że kiedyś największym lękiem ludzkości, była śmierć. ale teraz ludzie bardziej boją się życia pozbawionego sensu, o czym świadczy przykład Twojego kolegi.
i jeszcze jedno. piszesz: "sakramenty itd. ... to takie fizyczne zademonstrowanie tego ze czlowiek ma czyste sumienie i idzie szlakiem wiary... wg mnie zupelnie nie potrzebne... "
wg mnie to wcale nie demonstracja, to potrzeba, pragnienie spotkania się z Bogiem dającym życie, niczym spotkanie z Oblubieńcem...
i tak na koniec - proszę pomyśl o tym. pewnie sam wiesz, że to jest ważna sprawa, warta zastanowienia...
pozdrawiam serdecznie
ps. swoją drogą rozmowa ta toczy się pod wyjątkowo trafnym tytułem tematu... ;)

1. Idąc szarym chodnikiem
zastanawiam się na życiem
Ile jeszcze będę trwał w tym syfie
czy bliscy obok mnie zawsze będą
czy w mojej potrzebie ode mnie odejdą
na nic dzisiaj nie mam pewności
płacz skrucha i pełno wątpliwości
lecz musze ze wszystkim sam sobie radzić
by broni nie złożyć i siebie nie zdradzić
przecież łatwo jest dziś siebie okaleczać
zrezygnować z życia na śmierć spokojnie czekać
nie będę zwlekać bo może być to koniec
ale ja nie chce skończyć go świadomie
za życiem gonie chce przeżyć je spokojnie
z dala od wszelkich trosk idąc wprost
nie oglądając się w bok bo to może być błąd
idąc stad nie cofnę się juz w stary kąt
i będzie nade mną sąd ale wrócę na swój ląd...

2. odczuwam lęk idąc przez życie
nie będę biegł i nic mi nie zrobicie
nie przeskoczycie muru który sam postawiłem
dla was to przeszkoda a dla mnie przywilej
trochę milej będzie gdy se pójdziecie
przecież was tu nikt nie chce dobrze wiecie
wiec uciekajcie szybko bo życie kruche jest
jeden gest może spowodować śmierć
nie chce jej choć jest coraz bliżej
wskoczę wyżej a wy spadniecie niżej
w dzisiejszym świecie jest wiele cierpienia
módlcie się dużo by dostąpić zbawienia
jak chcesz to rob sobie z tego żarty
jeden zły ruch i juz jesteś martwy
to nie na niby życie jest takie
i ono rozdaje kto ile ma w łapie
chciałbym w życiu tylko paru drobnych rzeczy
by bliscy byli ze mną i żaden z nich nie grzeszył
a ten czas leczy nieudaną miłość
chciałbym także aby z nią jakoś mi było...

3. ta ostatnia zwrotkę dedykuje smutnym
podnieście głowy świat nie jest okrutny
popatrzcie na niego z innej perspektywy
to nie będzie w waszych oczach juz szkodliwy
bądź szczęśliwy idź do przodu nigdy wstecz
porzucaj ból rany swego serca lecz
ja wiem co to znaczy bo sam to przeżywałem
na przypal jechałem lecz w końcu ocalałem
moja rada to porzucaj złe wspomnienia
poszukaj swej polowy i spełniaj marzenia
bo tylko dzięki nim przejdziesz ciężką drogę
uwierzysz w swoje siły i powiesz wkońcu mogę
przejść na drugą stronę zostawiając ból i płacz
zjednoczony z Bogiem będziesz w tym trwać
nie ulękniesz się zła choćby cię atakowało
będziesz szedł przez życie odważnie i śmiało
na zakończenie dwa ostanie słowa
będzie dobrze do góry głowa...

Bez względu na wiare, każdy zdaję sobie sprawę
że życie jest darem, który wykorzystać pragnie
do przodu nieustannie, nie patrząć za siebie
przeszłość zostawiam gdzieś z tyłu, gdzieś za drzewem
po co myśleć o problemach, których tak naprawdę nie ma
lepiej kreować marzenia, dążyć do ich spełnienia
zamiast siedzieć bezczynnie, i ciągle się dołować
lepiej stanąć na nogi, i decyzje podejmować
posiadam w sobię chęci, znajdę i energie
by zrealizowac wszystkie, zamierzone cele
żyję w sferze marzen, ale marze z rozwagą
żeby nie spaść z wysoka, żeby bardzo nie bolało
kontroluję życia budżet, na tyle ile mogę
wtedy gdy nie mam kasy, pomogę sobie słowem
przelewam na papier, myśli chodzące po głowie
i na tyle ile mogę, staram się dbać o zdrowie
doceniam to co mam, lecz to dopiero początek
bo jestem jeszcze młody, i mnóstwo osiągne
gdy poczuję się spełniony, odejdę do nieba
a jego obraz trzymam, w najskrytszych marzeniach.

Życie
to zajebista rzecz
szanuj takie jakie jest, drugiego nie będziesz mieć
jest jak sen
czasem ogarnia w marzeniach lęk
długi bieg
na finiszu ostatni metr

Póki jeszcze żyje, napewno znajdę w sobie siłe
żeby stanąc dumnie i powiedzieć kocham życie
tak często atmofera do ziemi mnie przygniata
ale wygram by zapisać swój profil w dziejach świata
w tej kwesti nie mam zdania czy miłość mi pomoże
przezwyciężyć problemy a nie wiem a byc może
tak wiele na tym świecie pytań bez odpowiedzi
nie szukam sensu życia nie bładze w pytań sieci.
dąże do nieba ale byłem już w piekle
i jego strukture poznałem całkiem nieźle
wiem dużo dużo więcej, niż sobie wyobrazasz
ale to smutna przeszlosc wiec po co do niej wracac
żyje dniem dzisiejszym wybiegam zdeka w przyszłość
ale kontroluje umysł by realizm nie zniknał
kiedys jako dzieciak wszystkim przejmowałem sie
problemami stwarzanymi przez wewnętrzny lęk
wewnetrzny strach towarzyszył mi co dnia
ale pokonałem go i przestałem się bać
nie odkladam nic na pózniej bo pozniej moze nie byc
los dawno rozdał karty odkrywa je pokolei
jestem jak wielka armia pelna nadzieji i wiary
ze zwycieze w walce w bitwie w starciu pelnym magi

kiedyś tak, lecz z tego co wmawiają Bóg jest miłością, pomaga człowiekowi, nie pozwala cierpieć, teraz dla mnie jest to bzdurą, straciło to jakąkolwiek sens dla mnie gdy zmarł mój ojciec, przez rok czasu chorował na raka i przez ten rok strasznie cierpiał więc nikt mi teraz nie powie że Bóg pomaga ludziom, nigdy już nie uwierzę w Boga i religię powstałą na semickich fundamentach i cofając się w historii ta wiara nawracała poprzez miecz


Jesli isc tak tropem tej religii, jesli juz ktos czuje sie katolikiem to nie mozna powiedziec, ze Bog broni przed cierpieniem. Bo tego nikt nie powiedzial. Wystarczy popatrzec na Jezusa, cierpial katusze za ludzi. Albo przeczytac przypowiesc o Hiobie.

Rozni ludzie maja rozny stosunek do wiary. Ciezko jest sie pogodzic ze strata kogos bliskiego, zwlaszcza kiedy sa to rodzice. Ale spojrz na to z drugiej strony, czy nie lepiej "cieszyc" sie, ze to cierpienie trwalo tylko rok? Bedac na Twoim miejscu wiem, ze ciezko Ci bedzie porownywac cokolwiek (i to w sumie z wiara ma malo wspolnego). Moja kumpela wierzy w Boga, ale nie chodzila do kosciola, modlila sie tylko gdy jej Babcia nie miala sie najlepiej. Jej Babcia chorowala na najgrosza "odmiane" goscca. Od kilkunastu lat nie wstawala z lozka. Najpierw zaczely sie bole stawow, pozniej obrzeki, kazdy ruch sprawia bol tak ogromny, ze czlowiek lezy nie ruchomo, przykurcze konczyn , wystepuje zanik miesni, odlezyny, skora zaczela jej pekac od piet az po lydki. Nie pomagalo nic, ani naswietlanie, ani leki. Cierpiala niesamowicia, nie mogla sie ruszac, sama jesc, podnies glowy z poduszki, nie mowiac juz o zalatwianiu potrzeb fizjologicznych czy umyciu sie. Byla skazana na lezenie w lozku, bo po jakims czasie juz nie mogla siadac na wozku inwalidzkim. Ale mimo choroby bardzo ciezkiej, wyniszczajacej ani Babcia, jej maz i syn. ani moja kumpela, ani jej rodzice nie powiedzieli nic w stylu "Bog jest paskudny, bo tak "doswiadcza", a podobno tak nas kocha". Moze kogos to rozsmieszy, ale zawsze powtarzala "Bog szybko zabiera ludzi dobrych, bo potrzebuje ich u siebie" lub "Bog skazuje na cierpienie tylko ludzi dobrych". I ja w to wierze, bo sie czesto z tym spotykam. W koncu jest takie powiedzenie: zlego licho nie rusza.

Witam witam autora wspanialego poematu "Eliza"  :)).


puci,puci, witam :))

Czasem go jeszcze czytuje zeby poprawic sobie nastroj
(sorry Janie , ale jak juz pisalem Eliza to dla mnie jedna z lepszych szopek)


aż tak Ci się nie podobał, aż taki straszny,
no cóż, jeśli to szczyt grafomaństwa i nieudolności to DEL
ale jeśli Cię bawi to zostaw :)))))) możesz nim straszyc dzieci :)))))
(ostatecznie zawinąc bułkę na drugi śniadanie :)))))))

a ten wiersz jest ladny , lagodny i jakos na czasie ,
bo dzisiaj na liscie pojawilo sie wiele wierszy (np.Heniu, Joanna )
z cyklu ktory mozna by opatrzec dlugim mottem
"jedna juz tylko jest kraina taka
 w ktorej jest troche szczescia dla Polaka
 kraj lat dziecinnych on zawsze zostanie
 piekny i czysty jak pierwsze kochanie"


ps. ostatni wers nie ma racji bytu w dzisiejszych czasach :))))))))))))

wiec twoj wiersz jest w tym gronie mily, piekny i znaczacy :)).  o!


:))))))))) na przyszły raz sprawedzę listę aby broń Boże z nikim się nie spasować

lecz co mnie w nim zastanawia

| komu olchy grożą jak olbrzymie miotły?
| mamo! powiedz mamo, czy to las szeleści?

ja se  (?????) zbieram (prawie sie doktoryzuje :)) motywy milosci ojca do syna
i vice-versa. I w twoim wierszu dwa powyzsze wersy dla mnie dziwnie
nawiazuja do tego tematu. Bardzo dziwnie , bo piszesz "Mamo! powiedz Mamo"


hej! miało być Ojca do syna

a ten temat jest zaczerpniety (to jest wlasnie ta mila niespodzianka)
z mojego ukochanego wiersza Goethego "Krol Olch" - jak to Jasiu jest ?
telepatia przez stulecia czy swiadome innuendo?


prawdę mówiąc to nie wiem kto te Olchy zasadził, ale rosły obok przystanku
autobusowego :))))

ps. A oglądałeś film"król Olch"?

pozdrawiam
wojtek


pozdrawiam pełnego sarkazmu
Wojtka
kolekcjonera moich szopek

grafoman Janek
który nie wierzy że zmieni coś w nastawieniu Wojtka F.
bo nie zmieni

 ps. i niestety drogi Wojtku całkowicie nie zrozumiałeś mojego szopkowego wiersza  -
całkowicie go spłyciłeś, ale wiem że było to związane z radosnym podejściem do tematu
wersem kluczem jest: "już nie wyją smoki - ludzkie grożą pięści" - wiersz mówi o
dziecinnych lękach, które odeszły a zastąpił je lęk przed rzeczywistością
 specjalnie dla Ciebie jeszcze raz przeczytałem "Króla Olch" i prawdę mówiąc ja nie
zostawiam czytelnikowi otwartej furtki do interpretacji czy świat dziecka jest realny
czy nie. Nie jest realny!!!! Drogi Wojtku czy w dzieciństwie nie bałeś się ciemności
itp. a teraz no cóż - przynajmniej ja - boję się wracać nocą nie ze względu na
fantastyczne postacie,
raczej z obawy aby grupka pijaków za rogiem nie chciała zwiększyć swojego stanu
posiadania moim kosztem.
:
ps. zapraszam na priva



- zainterere nas wszystkich


Proszę Szanownego Państwa. Przedmiotem naszej psychicznej wiwisekcji będzie
postać fikcyjna - pl z wiersza bez tytułu [mam traumę z secondhandu], autor
[pod]zbiorowy.

Już na samym początku pierwszej strofy trafiamy na zaskakujące stwierdzenie:

mam traumę z secondhandu ale mało
używaną [...]

Dlaczego zaskakujące? Otóż pl - ni mniej, ni więcej - twierdzi, że traumę
można dostać (czy nawet kupić) jak szafę lub zestaw wypoczynkowy z wystawki.
Na dodatek jego trauma jest mało używana. Pytanie, co się stało z poprzednim
jej właścicielem pozostaje otwarte. Ale załóżmy, że - w związku z
posiadaniem owej traumy - nie wiodło mu się najlepiej i wyszedł z tego
świata, trzaskając traumie przed nosem drzwiami, pozostawiając ją tym samym
samopas przed progiem zaświata (to dowód, iż tam również docierają zbieracze
z wystawek). Trauma mało używana - a więc dobrej jakości ("niezajechana"
powiedziałby zbieracz-specjalista). Dodajmy jeszcze kilka określeń: głęboka,
nieleczona, ale też sprawdzona, dająca dobre efekty. Z przebiegu treści
pierwszej strofy nie wiemy, na jakim tle ona wykiełkowała. Wiemy tylko, że
jednym z jej objawów jest lęk przed noszeniem starych butów. Choć równie
dobrze może to być przejaw braku akceptacji własnej fizjonomii, wyrażający
się ogromną potrzebą stosowania najlepszej jakości tuningu
buciano-odzieżowego. W jaki sposób pl radzi sobie z problemem? Z jednej
strony postępuje racjonalnie: bierze lekarstwo. Z drugiej, zachowuje się jak
przysłowiowe dziecko: popija je wódką. Ten dualizm towarzyszyć będzie plowi
do ostatnich wersów utworu.

Druga strofa zaczyna się od słynnego "a tak jest git". Fraza ta jest
konsekwencją zachowania w pierwszej strofie i częścią łączącą strofę
pierwszą z drugą. Pl siedzi w knajpie, objawy odpuszczają na tyle, że
dochodzi do głosu ironia "tylko dym na mnie leci". Chorobliwy brak
akceptacji własnej fizjonomii (podsycany - tu możemy się tylko domyślać -
wcześniejszymi porażkami na gruncie towarzyskim i erotycznym) uruchamia
mechanizm obronny w postaci wniosków z krytycznej obserwacji tego, co dzieje
się w knajpie. To strofa druga i trzecia: treść drugiej obraca się wokół
refleksji na temat miłości, w trzeciej - przez pryzmat psychiki pla -
wychodzimy w szerszą perspektywę, perspektywę ontologiczną. I nawet,
gdybyśmy zrezygnowali z liniowego odczytania elementów składających się -
według pla - na cywilizację, uznając ten fakt za nadinterpretację tekstu
(choć sam początek usprawiedliwiałby takie myślenie: szpital, zakład
pogrzebowy...), to już samo wyszczególnienie tych, a nie innych składników
wiele nam mówi o stanie emocjonalnym obserwatora.

Przechodzimy do ostatniej strofy. Jesteśmy znów w domu. Nad ranem pl
wypuszcza kota na balkon. Obserwacja naturalnych zachowań zwierzęcia
uspokaja (akt przenośnego wywlekania słów). Pojawia się przebłysk optymizmu
zrealizowany tu w formie psychicznej projekcji na otoczenie. Przewidywanie
"ładnej pogody" jest także antycypacją zmiany wewnętrznej.

Ewuha


Pozdrawiam, Telik.



                     daty


Och, marco, wiesz, że jest we mnie nieskończenie dużo uwielbienia dla tego
co piszesz i wykorzystujesz to zimno i bezwzględnie ;), machasz czarnym
kotem, wymyślasz hrabiny o dziwnie znajomych imionach, wabisz zagłębieniem
się w lekturę w lekturze o lekturze (wiesz, że to kocham), porywasz w tan
Szymborską (żebym była zazdrosna - jestem), piszesz, piszesz, piszesz a ja
zamiast zmagać się z dniem chodzę oszołomiona i nie wiem gdzie góra, gdzie
dół, gdzie rano, gdzie noc ("Gdzie się zaczyna łysina?") Którego to mamy
dzisiaj? Pomieszałeś mi daty :-).

4 kwietnia 1731 roku roku niedaleko Werony
62 letnia hrabina  Cornella Bandi uległa samozapaleniu.
Pozostały z niej same nogi lecz przede wszystkim Ta data.
Czy czytający życie hrabiny Czytelnik uległ silnemu wzruszeniu?
A może był barbarzyńcą lub namiętnym palaczem
któremu niemożliwy papieros upadł bezwiednie właśnie w miejscu
gdzie siedziała Cornella? Leżący tuż pod nią 17 czerwca 1971 roku
i samospalenie pasażera samochodu pod Arcis-sur-Aub.
Zaraz obok mamy kawałek lewej stopy w wypolerowanym pantofelku
Mary Reeser z Saint Petersburga na Florydzie w 1951 roku.


Czytelnik między kartkami z datami. Całkowitymi. Bo cała reszta, a już
szczególnie życie bohaterów jest fragmentami. Żywa hrabina konkretnego dnia
roku 1731.

Spróbujmy wyobrazić sobie ten jeden jedyny dzień roztaczający się niedaleko
Werony. Werona, miasto Romea i Julii, ale hrabina już dawno nie Julia,
rocznik 1669, przebrzmiewa, choć data świeża, pełna. Wiosenna nawet. To
musiał być piękny widok, dolina Po w wiosennym dniu, mgły aż po horyzont
rano, w południe ostre słońce, wieczorem ciężki zachód światła. Wstające
mgły. Ludzie poruszali się pieszo lub na koniach. Na osiołkach? Tam? Eee,
chyba nie. Nie wiem. Nie było samolotów na niebie. Nie było słupów wysokiego
napięcia w krajobrazie. Były choroby i lęki. Nawet miłość nie była tak
ważna, jakby się wydawać mogło. Miłość jest wynalazkiem młodym. Wcześniej
była fanaberią nieżyciowych poetów, Dantego, Petrarki, Szekspira. Zresztą
nic o miłości w życiu hrabiny nie wiemy oprócz bliskości Werony. To za mało.
Hrabina się wypala.

Przeskok (szybki, bezbolesny i nieoczekiwany) do 17 czerwca 1971 roku. To
już lepiej (dla nas, żeby sobie wyobrazić, choć okolica abstrakcyjna): mamy
samochody. I szczątki pasażera, wspólny mianownik z hrabiną i papierosem
Czytelnika. Papieros niepewny. Ale data konkretna. Nie do wymazania z ciągu
dat. Z całą, ale to z całą pewnością była.

Rok 1951 bardziej rozmazany, bo choć całkowicie rzeczywisty, to jednak cały
rok a nie jeden dzień. Trudno wyobrażać sobie cały rok 1951 na Florydzie tym
bardziej, że Mary Reeser, a raczej jej lewa stopa w wypolerowanym pantofelku
(reszta Mary Reeser w domyśle) mogła tam być tylko chwilę, parę dni,
miesiąc. Ale przeniesienie jej (lewej stopy w pantofelku) z nieistniejącego
Saint Petersburga (istniejącego na zaparte w niektórych wspomnieniach, dla
ludzi bez przeszłości, dla dzieci w 1951 - Leningradu) na nieodwieczną
przecież Florydę - też konkret.

Fragmenty z życia osób, a nawet tylko fragmenty osób, w relacji z
Czytelnikiem i równa siatka dat nad nimi.

Wieczorami brzęczą talerzyki, śledztwo trwa.
Czy jesteśmy zapisani datami jak książki pismem Brajla,
a po datach prześlizgują się opuszki wielkiej niewiadomej?
Co takiego sprawia, że przez palce
biegnie iskra ku niewyobrażalnej głowie?


Pięknie...

Świadkowie milczą. Czarny kot mruczy i przeciąga się w fotelu
jakby uciszany ręką sprawcy.


...Brzęczące talerzyki i mruczący kot. Jakby to właśnie te dźwięki trwały
wiecznie. Niekończące się wieczory. Kot, który jest zawsze. Jak jego
sprawca.

Mieszka w Warszawie. O jego wierszach na forum php:


O Twoich wierszach nie dość słów.

*kama*



Co widzę, ano to co niżej. Warto się pośmiać...

[22:43] <Paulina Nowak z xx (GG)hej

[22:43] < Paulina Nowak z xx (GG)pewnie juz poszłeś spać jednak muszę cos

[22:46] < Paulina Nowak z xx (GG)powinienes być czegoś swiadom postaram
się Ci to wyjaśnić jak nakrócej.
Korzystanie z horoskopów wróżbiarsta itp jest bardzo niebezpieczne i nie
podoba się Bogu. Wiele opętan wlasnie sie z tego bierze. Horusie musisz sie
tego wyrzec bo otwierasz się na zło płynące od sztana. Stajesz się jego
orędownikiem, owszem sztan moze przepowiedziec przyszłośc i nawt uzdrowić
ale zagarniąc dusze i dając bardzo wielkie skzody nawet fizyczne.

[22:49] < Paulina Nowak z xx (GG)Wróżbiarstwo jest odrzuceniem prawdziwego
i jedynego Boga, czyli łamaniem pierwszego przykazania Dekalogu. Pismo św.
surowo przestrzega przed tym grzechem: Nie będziesz się zwracał do
wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziesz zasięgać ich rady... Ja
jestem Pan, Bóg wasz (Księga Kapłańska 19,31). Przeciwko każdemu, kto zwróci
się do wywołujących duchy albo do wróżbitów, aby uprawiać nierząd z nimi,
zwrócę oblicze i wyłączę go spośród jego ludu... Bo Ja jestem Pan, Bóg wasz
(Księga Kapłańska 20, 6-7). Czary, w jakiejkolwiek formie by się nie
przedstawiały, należą do czynów, które wyłączają z dziedzictwa Królestwa
Bożego (List do Galatów 5, 20).

[22:50] < Paulina Nowak z xx (GG)Oprócz zaburzeń duchowych (z opętaniem
włącznie), uleganie przepowiedniom wróżbitów prowadzi do lęku, uczucia
bezradności, osaczenia i rozpaczy, a w dalszej kolejności do ciężkich chorób
psychicznych.

[22:50] < Paulina Nowak z xx (GG)wiem ze pewnie prowadzisz te stronę w
formie zabawy ale tu nic dla złego nie jest zabawą
[22:50] < Paulina Nowak z xx (GG)lepiej sie tym nie zajmuj

[22:51] < Paulina Nowak z xx (GG)w zamian zapraszam Cię na kurs filipa
(Tutaj; kim jest filip , oraz data i miejsce spotkania - ciachłem)

[22:54] < Paulina Nowak z xx (GG)Gdzie jest szczęście?Gdzie jest prawdziwa
miłość?Jaki jest sens mojego życia?Jeśli wiara straciła dla Ciebie smak ...
Jeśli Bóg nie był nigdy dla Ciebie kimś bliskim ... Jeśli nie słyszałeś
jeszcze Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie ... Jeśli trwasz w Kościele, ale
nie doświadczasz w swoim życiu miłości, radości i pokoju ... Jeśli jesteś
zaangażowany w życie Kościoła, lecz odkrywasz, że brakuje Ci siły ... Jeśli
pragniesz osobiście spotkać Jezusa Chrystusa i przyjąć od Niego nowe życie
... Jeśli pragniesz innym głosić Ewangelię, ale nie wiesz jak to czynić ...
... zapraszamy Cię. Jest tutaj miejsce dla Ciebie!

[22:54] < Paulina Nowak z xx  (GG):)pozdrawiam

Owa morczna strona którą prowadzę: http://www.gjwm.pl
Imię i nazwisko zostały zmienione.
XX - oznacza skrót pewnej organizacji

Pozdrawiam
Horus


Z tego co rozumiem, według Ciebie świat duchowy zamieszkują jakieś istoty,
które pomagają ludziom.


Z tego co wiem swiat ten jest podzielony na wiele poziomow, kazdy z poziomow
 rozni sie od siebie "jakoscia energii" ("wielkoscia dobrego ducha istot
zamieszkujacych"). Nizsze poziomy zamieskuja "byty" o niezbyt czystych
intencjach, niektorzy nazywaja ten poziom astralem, wszystkie wyzsze poziomy
obowiazuje zasada wolnosci osobistej - bez naszej prosby o pomoc istoty te
nie maja prawa ingerowac w nasze zycie, tak ze nie jest to tak, ze one sa i
pomagaja wszystkim na wszelkie mozliwe sposoby.

W każdym razie nie wspomniałeś, że któreś z nich
mogą być nam wrogie. Pachnie mi to naukami wschodnimi, ale może się mylę.


Te z wyzszych poziomow nigdy nie sa wrogie, gdyz szkodzac nam o wiele
bardziej by zaszkodzily sobie, sa bezinteresowne i czuje się od nich zawsze
wielka milosc i wyrozumialosc. Podchodza do nas jak kochajaca matka do swego
dziecka. Ich dzialalnosc wobec nas jest zawsze zgodna z naszym najwyzszym
dobrem. Czego nie można powiedziec o istotach zamieszkujace poziom astralu.
One by się przemieszczac i niemal istniec potrzebuja energi, a najlepszym
sposobem na jej zdobycie jest przyssac się do jakiegos czlowieka, niekture
sa dosc sprytne i przebiegle. Lecz mogą się przyssac tylko do czlowieka o
podobnych niskich wibracjach co one ("ludziach którzy maja zlego ducha"),
gdyz nie sa w stanie wytrzymac wyzszych energii, chociaz i tu zdarzaja się
wyjatki.

Ja widzę świat duchowy przez pryzmat mojego osobistego podejścia do Boga.
Podkreślam, że jest to mój osobisty stosunek, nie opierający się na
ogólnie
przyjętych dogmatach, schematach, nie związany z żadną religią i żadnym
kościołem czy grupą wyznaniową.


Ja również nie jestem zwiazany z zadnym ugrupowaniem wyznaniowym.
Cala ta wiedze zdobylem poprzez wlasne doswiadczenia, a nie zawsze było
 milo i przyjemnie. Lecz przeciez tylko na bledach tak naprawde czlowiek się
uczy.

...zgodnie z moimi wcześniejszymi słowami rozróżniam ducha złego i
dobrego.
Duchowo promieniuje każdy człowiek, mniej lub bardziej. Jeśli ktoś ma złe
usposobienie, skłonności do czynienia zła, to promieniuje złym duchem.


Rozumiem co masz na mysli, ja zwykle przy takich osobach wyczuwam bardzo
"ostre"
energie zlosci i nienawisci bioroce się z jego niuswiadomionych lekow i
blokad
energetycznych (nierozwiazane sytuacje z roznych okresow zycia).

Człowiek dobry, skłonny do czynienia dobra, promieniuje dobrym duchem.
Ludzie niezdecydowani promieniują ledwo wyczuwalnie (duch ani zły ani


dobry)

Ja to odbieram jako energie pomieszania i napiecia wewnetrznego, i często
duzo obaw o wszystko.

Tak ja rozumiem fakt, że przebywając w towarzystwie jakiegoś człowieka
wyczuwam w
nim zło (mówi się potocznie, że komuś źle z oczu patrzy albo jest w nim
coś
takiego, że ...) albo wręcz przeciwnie - dobro. Stąd bierze się to, że
potrafię zaufać komuś kogo widzę pierwszy raz na oczy (bo wyczuwam w nim
dużo dobrego ducha) albo właśnie blokuję się w środku i marzę, żeby odejść
choć człowiek ten nie robi niczego co wskazywałoby na jego złe skłonności
(wyczuwam złego ducha).


Wychodzi na to ze czujemy podobnie tylko inaczej to nazywamy.

Możliwe też, że przebywając z kimś kto ma wrażliwość duchową większą niż
my
sami, robimy się wrażliwsi. Ich wrażliwość może się udzielać ale chyba nie
każdemu. Mnie udziela się często wrażliwość mojej babci, ale na przykład
nie
udziela się ona mojemu kuzynostwu, nie rozumieją oni w ogóle jak można
"wyczuć człowieka". Więc może ta wrażliwość udziela się temu, kto jest
choć
trochę wrażliwy.


Czesto jest tak ze wstajemy lewa noga, ja mowie wtedy ze mam niska
energie:)))))
i spotykam znajomego który jest w rewelacyjnym humorze (można by powiedziec,
ze tryska pozytywna energia) wystarczy pobyc przy takiej osobie chwile i
czlowiek
od razu czuje się lepiej, jego stan ducha wplywa na twój, podobnie wedlug
mnie

I może o to chodzi z tym wzrostem duchowości, że coraz więcej osób będzie
polegało na swoim wyczuciu. A używając tego wyczucia, wzmocnią oni swoją
wrażliwość. A ci, którzy wyczuć nie potrafią będą skazani na osąd
empiryczny
albo zaufanie komuś kto ma wyczucie.


Mam nadzieje...

Może te osoby wiedzą to od tych samych istot duchowych, co Ty?


Przypuszczam raczej ze istoty te pochodza z podobnych  wyzszych poziomow.

Pozdrawiam

ShadowsSun


Nie wiem czy to nagonka czy nie. Nawet jesli tak - mysle, ze nic na
tym nie stracisz a mozesz jedynie zyskac. Promowane przez Ciebie
wartosci nie sa wg mnie niewlasciwe same w sobie - raczej Twoja forma
ich przedstawiania pelna samozadowolenia czyni je jak dla mnie
watpliwymi jakosciowo. I nie jest to bynajmniej dlatego ze mnie to
rani - wymusza to tylko automatyczne pytanie kim jestes i dlaczego
takim starasz sie przedstawiac. Jednak w zasadzie nic mnie to nie
obchodzi, dlatego swoje przypuszczenia i szereg rekcji nawykowych
odstawiam w kat, mam swiadomosc ze moga one mnie zwodzic nie
pozwalajac obiektywnie odniesc sie do tresci tego co piszesz. Piszac
na grupe dyskusyjna nie zakladasz chyba, ze unikniesz krytyki - po co
wiec tak mocno podkreslasz i akcentujesz jej postac? Mi -
przedstawicielowi calkowicie ateistycznego motlochu niezwykle trudno
jest afirmowac cos co jest tylko ulotnoscia, nietrwaloscia i
cierpieniem. Oczywiscie tak samo trudno jest mi przyjmowac postawe
przeciwna i kajac sie w notorycznym poczuciu winy. Staram sie uwaznie
obserwowac - niektorzy nazwaliby to kontemplacja. W zasadzie unikam i
zlego i dobrego samopoczucia. Na tym ostatnim jak zdazylem zauwazyc
zalezy Ci dosc mocno. Podkreslane przez Ciebie silne afirmowanie
wlasnego ego kloci sie nieco ze zdrowym rozsadkiem. A to dlatego ze do
dobrego samopoczucia potrzeba wg mnie wiecej niz zdrowe poczucie
wlasnej wartosci. Do tego jeszcze musi istniec komunikacja z innymi.
Jesli innym ludziom okazuje sie zyczliwosc oni odpowiadaja tym samym,
jesli okazuje im sie swoja wyzszosc i pogarde, oni staja sie agresywni
- co na grupie dykusyjnej moze nie przeszkadzac ale w zyciu realnym
moze stac sie przyczyna konfliktow. Oczywiscie ataki slabszych od
siebie sa latwe do kontrolowania - co natomiast kiedy zaatakuje ktos
silniejszy ? Nie zakladasz chyba ze jako jedyny na planecie
uswiadomiles sobie wlasna wolnosc i sile. Opisywane przeze mnie
warunki do funkcjonowania zadowalajacej komunikacji w mysli
chrzescijanskiej /lecz nie tylko w niej/ nosza nazwe milosci i
wspolczucia. Ja jako ateista rozumiem je jako tolerancje i otwartosc
wobec innych.
Czlowiek majacy niedobory tych elementow nie jest w stanie poprawnie
funkcjonowac - jest to oczywiste i wg mnie nie wymaga udowadniania.
Przez poprawnosc rozumiem wolnosc od nerwic i lekow. Bezceremonialne i
przeakcentowane podkreslanie roli wlasnego ego moze nie przysparzac
zyczliwosci, pompuje jedynie poczucie potegi i sily. To wyglada jak
bieg krotkodystansowy, jestes pierwszy ale koncem moze byc poczucie
osamotnienia i pustki. Trudno mi jest tez sobie wyobrazic co odczuwac
bedzie czlowiek z przerostem ego umierajac, kiedy napompowana moc
tracic bedzie wszystkie punkty swojego materialnego oparcia.
Przypuszczam ze z cynizmem lub pogarda odniesiesz sie do mojego postu,
albo nie odpiszesz - nie bedzie to dla mnie ani nawozem bym rosl ani
powodem do smutku ;-) Bedzie tylko i wylacznie zarejestrowaniem faktu
ze odpisales lub ze nie odpisales i materialem do dalszych refleksji.
z calego serca pozdrawiam
pk



| Tak , tak, masz rację, ogólnie życie jest szkodliwe. Podam kilka
| przykładów.
| Od filozofii się świruje: Nietzsche

Od filozofii w ogóle świruje się czasami, akurat Nietzsche (rzadki
wypadek)
tego dowodem. Natomiast od filozofii analitycznej świruje się na pewno! W
miarę
jak w nią wchodzisz zaczynasz myśleć i gadać jak komputer - równie
precyzyjnie
co mało twórczo i na coraz węższe tematy. W najlepszym razie stracisz
wyobraźnię (większość studentów), potem intelektualny horyzont ogranicza
ci się
do rozmiarów łebka szpilki (większość profesorów), dalej masz etap Tomusia
(pewność, że wszystko można policzyć) i wreszcie Goedla (lęk przed
jedzeniem,
którego nie można precyzyjnie zdefiniować) - dobrze, że go wspominasz,
świetny
przykład tego jak kończą zaawansowani analitycy...
Ja zaś ledwie wczoraj co usłyszałem o analityku, który esej o Gombrowiczu


No cóż, ja akurat mam wielki sentyment do formalizmu matematycznego, choć,
przyznaję, nie jestem wielkim ekspertem w tej dziedzinie, ale matematyka
zawsze była moją mocną stroną. Ot ,taka niespełniona miłość. Dlaczego? No bo
wiadomo, formalizm matematyczny, logiczny stawia duże wymagania, bardzo duże
wymagania. Z drugiej strony, ludzie, tacy jak ty, którzy zbytnio krytykują
formalizm, coś za bardzo wydają mi się mieć spore kompleksy w tej
dziedzinie. Może są bardziej humanistami, może mają lepiej rozwiniętą prawą
półkulę?, tę od emocji, intuicji i sztuki. Pewne zboczenie zawodowe ma każdy
człowiek. Tym tłumaczę tę pewną ich ograniczoność. Formaliści, pryznaję żyją
we własnym sosie(dobitnie: w smrodku)

| Na koniec, kilka uwag na temat ZZWW.

Próba rzeczowej dyskusji? Naprawdę? Chyba się rozpłaczę ze wzruszenia...
chlip!

| Otóż ,Przewodasie, każda teoria, nawet
| jeśli to jest sama prawda i tylko prawda, przechodzi kilka etapów. W
| pierwszej fazie, autorytety w danej dziedzinie ją ignorują, odrzucają,
| późnie, kolejny etap, ją piętnują, wyszydzają, wyśmiewają, zwalczają.

Nie musisz mówić. Znam historię nauki, wręcz czuję się mścicielem
Boltzmana i
Semmelweisa...


Ciekawe, że wielkie odkrycia czynią zwykle amatorzy a nie eksperci w danej
dziedzinie. Eksperci są zbytnio przeciążeni swoją wiedzą, ale to jest banał.

| Później autor umiera

Spoko, paru palantów wcześniej doprowadzę do zawału. Jednego na rozkładzie
już
mam.
A i tak idzie mi lepiej niż Schopenhauerowi. Pierwsze wydanie jego teorii
miało
500 egzemplarzy i się nie sprzedało. Ja 1000 i będzie dodruk.


Życzę powodzenia. Bowiem każdemu życzę sukcesu i powodzenia Sam, osobiście,
nie umiem stwierdzić obiektywnie sensowność twojej teorii, przyznam jednak,
po pewnych przemyśleniach, że potwierdza ona, moim zdaniem,  ogólną zasadę
indeterminizmu, co jest zgodne znowuż z moją koncepcją prawa
przyczynowo-skutkowego, które można streścić jednym zdaniem: nic nie jest do
końca zdeterminowane, bowiem istnieją przyczyny, które mogą lecz nie muszą
skutkować, więc historia świata  w dużej mierze jest przypadkowa, choć
mieści się w pewnych quasi-deterministycznych ramach. Jeśli mamy zaś dwa
byty, to zgodnie z ZZWW ich relacje nie mogą być w pełni zdterminowane
właśnie zgodnie z ZZWW.
Pozd.
K.


[ustawilem Follow-Up: pl.sci.filozofia, gdyz tematy          ]
[poruszane w tym artukule odnosza sie zarowno do psychologii,]
[tematyki wychowania, jak i samej filozofii.                 ]

HAIL ERIS!
ALL Hail DISCORDIA!

Czy akceptacja i pogodzenie sie z losem moze byc sposobem na zycie?
Czy powinnismy akceptowac wszystko co nam sie przydarza, czy tez
nalezaloby walczyc z tym czego nie akceptujemy?
Jak mozemy zmienic nasze zycie? Czy da sie je zmienic na lepsze, czy
nalezy tak po prostu akceptowac wszystko co nam przyniesie los?
Jak jest "lepiej"? Jak jest "wlasciwiej"?
Na te pytania postaram sie odpowiedziec na miare mozliwosci. Mam
nadzieje, ze wyniknie z tego ciekawa i pouczajaca dyskusja.

AKCEPTACJA jest niezbedna w naszym zyciu. Uwazam, ze powinnismy godzic
sie z tym co nam sie przytrafilo, jednoczesnie probujac wyrwac sie z
monotonii zycia.

Akceptacja bolu.
Czy mozna sprawic, by bol byl odczuwany, lecz nie przeszkadzal nam w
naszych "normalnych" czynnosciach?
Tak. Akceptacja chyba w tym bardzo pomaga. Bylem na kursie Metody Silvy,
czytalem o scientologach, o mantrach i afirmacjach, ale nie smierza one
chyba tak dobrze i latwo bolu jak wlasnie _akceptacja_.
Kiedy odczuwamy bol rany (na przyklad)? Otoz zazwyczaj odczuwany jest on,
gdy myslimy o nim. Bol jest tylko informacja, ktora ma nam przekazac, ze
organizm nasz ulegl uszkodzeniu i pewna dzialalnosc moze uszkodzic go
bardziej. Np. rana na nodze bedzie bolala bardziej, gdy bedziemy
probowali chodzic. Prawdopodobnie dzieje sie tak, gdyz podczas chodzenia
probujemy kontrolowac nasze nogi (myslimy o nich) i jednoczesnie
korzystamy z narzadow, ktore moga ulec dalszemu uszkodzeniu.
Co zatem zrobic by "zapomniec" o bolu. Tak - zapomniec, w ten wlasnie
sposob probujemy usmierzyc bol (afirmacja - "nie boli", "nie ma rany"...
itp). Ale czy jest to sposob ? Uwazam, ze jest to tylko polsrodek, gdyz w
ten sposob niszczymy (czesciowo przynajmniej) swoj organizm. Dzieki
autosugestii, afirmacjom oczywiscie da sie _nie odczuwac_ bolu, lecz
przy pewnych czynnosciach moze to byc dla nas zgubne (no, chyba ze
kierujemy sie prosto do lekarza).
przyklad:
/* pana M. boli zab. Pan M przemawia do swego zeba, by nie bolal   */
/* lub stosuje dowolna inna metode usmierzenia, zapomnienia o bolu.*/
/* Wtedy zapomina o bolu. Moze rowniez zapomniec o tym, ze ma isc  */
/* do dentysty. Zaznaczam, ze autosugestie usmierzajace bol sa     */
/* czesto o wiele trwalsze od lekow. Jezeli pan M. nie pojdzie do  */
/* dentysty w zebie powstanie wieksza dziura. A jako, ze bol zostal*/
/* usmierzony, pan M. nadal nie przejmuje sie swym zebem.          */
/* W ten wlasnie nieudolny sposob pan M. zniszczyl i popsul sobie  */
/* calkowicie prawie zdrowy zab.                                   */
Gdyby pan M. zaakceptowal swoj bol, odczuwalby go przez caly czas (i
pamietal o nim), lecz bylby on do zniesienia. Po prostu wiedzialby, ze
zab go boli, ale nie byloby to zwiazane z cierpieniem.

Czy dziecko nauczone akceptowac i rozumiec bol bedzie sie go balo?
Mozliwe, ze wlasnie dzieki akceptacji dziecko zrozumie, ze dzieje sie z
nim cos zlego, ale nie bedzie panikowac, tylko przedsiewezmie odpowiednie
srodki zaradcze ? Mowie tu o dzieciach w wieku 5-10 lat...

Akceptacja prawdy, lub poblazanie (=tolerancja) komus rowniez jest bardzo
potrzebne. Jezeli ktos sprawi Ci bol w jakikolwiek sposob, to czy
bedziesz rozpaczal, uweznmiesz sie na niego, znienawidzisz go, czy po
prostu zaakceptujesz go takim jakim jest ?
W ten sposob bedziesz wiedzial do czego jest ten ktos zdolny...

Akceptacja smierci bliskiej osoby jest chyba strasznie trudna. Ciezko
pogodzic sie z tym co sie stalo, czlowiek przypomina sobie wszystko co
moglby/chcialby powiedziec tejze osobie i nie chce dopuscic do siebie
mysli, ze nigdy to sie nie stanie... moze nauczony ogolnej akceptacji
wczesniej bylby bardziej odporny na taki cios...

Akceptowac nalezy takze osoby, z ktorymi sie przebywa, gdyz to nadaje
wspolpracy/towarzystwu wspanialy nastroj.
Przeciez milosc polega wlasnie na akceptacji. Czasem kochamy
wyidealizowany obraz osoby, ale wtedy nie jest to prawdziwa milosc. Gdyby
udalo nam sie przyjmowac osoby takimi jakimi sa i nie probowac
klasyfikowac ich, szufladkowac, to swiat od razu stalby sie piekniejszy.
:-)

A na koniec slowo do LeoTar'a: czy nie moglbys zaakceptowac kobiet takimi
jakimi sa ? Czy musisz WALCZYC, az staniesz sie posmiewiskiem wszystkich
w kolo. Moze zrozumialbys, ze Ty potrafisz rownie dobrze knuc spiski,
oszukiwac kobiety, jak robia to (teoretycznie) one ? Moze lepiej byloby
im odplacic pieknym za nadobne ? :-))

pozdrawiam,



| Czy widziales piecioletnie dzieci umierajace na raka? Same sobie
| zafundowaly?

| Same sobie zafundowaly .

Ach to taka ta twoja filozofia????


Tak

| A czy ja powiedaialem ze jestesmy smiertelni? Ja tylko uwazam, ze nie
mam
| ochoty na wielokrotne umieranie!!!!!

| Masz leki przed smiercia , typowe dla ateistow i slabo rozwinietych
duchowo
| , ewentualnie spowodowane bardziej przyziemnymi problemami , to ostatnie
| mozesz zweryfikowac u lekarza specjalisty ( jak juz zreszta wielokrotnie
| sugerowalem)

Juz mnie wiele odsylales do lekarza, tak ze domniemywam iz czesto z jego
uslug korzystasz. To moze doradzisz mi swojego?


Niestety nie mam zadnego lekarza , odsylam ci do niego bo widze jakie masz
leki , leki sie leczy , chyba w poradni zdrowia psychicznego , nikt nie chce
miec lekow , idz je wylecz i wrocimy do dyskusji o reinkarnacji .

| Chesz powiedziec, ze ty jestes oswiecony i usilujesz mnie oswiecic?

| W tej sytuacji jak najbardziej jestes najmniej oswieconym grupowiczem
| pl.misc.paranauki .

Czy ta grupa jest tylko dla oswieconych, a zaden profan niedouczony nie ma
prawa pytac, watpic i starac sie dociec prawdy? Przeciez jeszcze nie
udzieliles mi ani jednej madrej odpowiedzi, tylko same wykrety albo epitety
lub odsylanie do lekarza.


Odsylem cie do lekaza w nastepstwie mojej troski o ciebie , przykro mi ze
zle to odebrales .

| Czyli Hitlerowi zostalo tez ot , tak odpuszczone i w niebie bedziesz z
nim
| gral w karty ?

Tego nie wiem. Warunkiem odpuszczenia wszelkich win jest identyczna
gotowosc
odpuszczenia wszelkich win i urazow wzgledem innych ludzi. Kto nie pamieta
zlego blizniemu, daruje chetnie wszelkie winy, "nadstawia drugi policzek",
z
pewnoscia nie musi wiele razy sie rodzic, cierpiec i umierac.


hmm

| A co ty mi tu porownujesz ziemskie metody resocjalizacji do palnu
boskiego
.
| Idz przez zycie, zrozum wszystko do okola , nie zadaj zadnego cierpienia
i
| juz koniec reinkarnacji .

Jesli nie potarfisz odpiscic blizniemu, zywisz jakiekolwiek urazy, to na
nic
twoja droga. Zwlaszcaa ze nieustannie odsylasz swoich romowcow do
psychiatry.


A co jest zlego w trosce o drugiego czlowieka ?

| I co zrobilo piecioletnie dziecko, ze musi umierac na raka?

| Nic nie zrobilo , podajesz skrajne przypadki , taki dzieciak mogl umrzec
po
| to zeby matka zrozumiala co to cierpienie po utracie dziecka . Taki
dzieciak
| sam sie na to zgodzil , zanim sie urodzil.

Sam sie zgodzil? A kto sie go pytal o zgode?


Sam siebie pytal .
Czy peterka nie pyta peterki np : czytamy jeszcze ksiazke czy idziemy juz
spac ?

| Z indywidualnego punktu patrzenia cierpienie jednostki jest potrzebne
aby
| mogla ona zrozumiec cierpienie innych i sama tego cierpienia nie
| wywolywala.

| To okropne prawo. Nieludzkie. Tylko demon moglby cos podobnego wymyslic.
| W tym prawie jest absolutny brak milosci.

| A bog powiedzial w swej milosci do hitlera : trudno torche nabroiles ,
ale
| nie ma mozliwosci zebys zrozumial ile cierpienia zadales , wiec i tak
choc
| do nieba i siadz obok peterki.

Dlaczego sadzisz ze Hitler jest zbawiony? Komu on wybaczyl?


Hitler wybaczyl tym co wpakowali go do wiezienia przed wojna i dzieki temu
dostal sie do nieba .

| Jak ktos nie wybija zebow i jemu nie wybijaja , sprawiedliwe prawo dla
| sprawiedliwych ludzi.

Ale to jest sprawiedliwosc starotestamentowa "Oko za oko, zab za zab".
Przeciwienstwo nadstawiania drugiego policzka. I wybaczania.


To co z tym starym testamentem ? Jest juz niewazny ? Ktora jeszcze czesc
biblii jest niewazna ? Kiedy bedzie niewazna biblia jako calosc ? Wyjdzie
jakac nowa biblia, moze update ?



:pisze...
:
:Ciekawym sposobem na zycie jest wlasnie danie sie poniesc idei
z
:ufnym oczekiwaniem zadowolenia...;-)
:To moze byc ciekawe, ale nie rozwazne.
:
I to mowi czlek 'zdeterminowany' ?;-)
:
:Nie twierdze, ze to jest poza naszymi
:mozliwosciami, twierdze, ze wiele osob zarzywa trucizne sadzac,
ze to lek i
:czeka na uzdrowienia, a czuje sie coraz gorzej. Jest jedyna
metoda
:sprawdzania, czy cos jest dla nas korzystne, jest to jego
skutecznosc.
:
A w takim razie trzeba by bylo okreslic korzystnosc...
:
:Nazwa nie jest wazna, metody nie sa wazne, wazne jest, ze przy
zaawansowaniu
:w magyi dowiadujesz sie, ze zadna magyia nie istnieje, a xianstwo
tylko
:utwierdza i wiaze Cie w swoich ciasnych dogmatach
:
Jedno i drugie to jakies przekonania.
Ktos mowi, ze magia istnieje. Ktos inny mowi, ze chrzescijanstwo
jest jedyna droga eksploracji rzeczywistosci. Oni maja
racje...;-)))
:
::Z doswiadczeniami nabywa sie wiedze, to bardzo istatotna
roznica
::Ja np. nie musze wierzyc w relatywnosc istnienia, gdyz ja to
wiem
:Nie widze zasadniczej roznicy, szczegolnie, ze ustalilismy, iz
nie
:istnieje cokolwiek pewnego....;-))))
:Hmm...roznica jest. Kiedy w cos wierzysz, a nie wiesz dlatego
czujesz jakies
:poczucie niedosytu
:
;-)))
Co to jest niedosyt ?;-)))
A jesli mamy sytuacje odwrotna: wiesz, lecz nie potrafisz uwierzyc
?
:
:Doswiadczenia mozna interpretowac na rozne sposoby. Osobiscie
:wybierzesz taka interpretacje, ktora Ci z jakis wzgledow
:odpowiada... Wierzysz, ze jest to wiedza...;-)))))
:Nie, to jest wiedza, ale bedaca wiedza tylko dla mnie, bo to moj
wlasny
:schemat
:
To jest wiedza, w ktora wierzysz do momentu fundamentalnego
zachwiania... Przewidujesz taka mozliwosc ?
:
:Masz jakas strawna definicje tEgo ?
:Wszytko z czym sie indentyfikujemy/uwazamy za "swoje"
:
'...ten tramwaj jest naprawde moj a reszta twoja...' (chyba tak to
bylo w piosence)
jestem miloscia...
to jest moja zona...
'swiecie nasz...' (tez z piosenki)
Jak to z tymEgo jest i czemu z duzej litery ?
:
::Owszem, ale mozna je podjac swiadomie i calkowcie je
realizujac w
:soim zyciu
::wyjsc poza nie
:Czyli rozszerzyc pole ograniczenia lub zmienic na inne...;-))
:Tez mozna :-)
;
Dla mnie to to samo...;-)))
:
::Wezmiesz w zyle, tez czujesz sie dobrze. A co potem?
:Brales ? Tak ? To opowiedz.
:Ja nie bralem...
:Nie bralem, jedynie opieram sie na cudzych relacjach.
:
Taka sobie wiara... I co wiara mowi o tym, co potem ?
:
:Mozna czuc sie dobrze bez brania...
:Mozna, to byla alegoria mowiaca ze twoje twierdzenia jest zbytnio
korzystne
:
Korzystne ? W stosunku do czego ?
Rzeklbym: moje twierdzenia sa optymistyczne...;-))))
:
::Na Ego kladzie sie niezwykly nacisk, gdyz jest to nasza
osobista
:klatka,
::nasze okulary, ktore nie pozwalaja nam ujrzec swiata z innej
niz
:nasza
::perspektywa.
:Czyli Ego jest nazwa ograniczenia...
:Tak
:
W jakim celu to tak komplikowac ?
Ego jest jednym z ograniczen. Ja zostaje przy ograniczeniach...
:
::Dopatrywanie sie sensu istnienia nie ma sensu :-)))
:W ten sposob mowiac, wszystko jest bez sensu...
:Bo to prawda, zajrzyj sobie do mojej sygnaturki :-)
:To TY nadajesz czemus wartosc, wartosci bez Ciebie nie istnieja
:Jezeli sadzisz, ze wtedy pozostaje nam tylko nihilzm zobacz co
mowi dalej
:moja sygnaturka :-)
:
Nie tlumacze jej jak Ty.
Jesli wszystko jest bez sensu, to dlaczego smiech ma byc sensowny
?
Jesli wszystko jest zjawa doskonala w formie poza wartosciowaniem,
to dlaczego pozostaje cos do wyboru - smiech ? Smiech tez jest bez
sensu...;-)))) A moze smiech nie jest zjawa... albo zjawa
niedoskonala...
Moze czas na zmiane sygnaturki...;-))))
:
:W niektorych kregach mowi sie, ze karma jest prawem zmuszajacym
do
:okreslonych dzialan...
:Tak, rozne rodzaje determinizmu sa wlasnie formami karmy
:
A co z tymi kregami, w ktorych karma jest odrzucana ?
:
::To, ze w
:jednej chwili
::mogl sie pojawic caly ten swiat jest dla nas niewyobrazalne.
:A jednak w Twoim umysle powstal taki pomysl...;-)))
:Tylko dlatego, ze wyszedlem poza ten schemat
:
I wlazles w inny...;-)))
:
:Chec/niechec nie jest reakcja. Jest motorem do
:dzialania/niedzialania.
:Jesli mielibysmy cos porownywac, to wlasnie te dzialania. W
moim
:odczuciu beda to dzialania rozne...
:Owszem, ale mowilismy o archetypach, to jest to samo, pod inna
forma
:
To, co to jest ten archetyp ?
::::::::pozdrawiam i prosze na strone
::::::::CZeslaw;-)
::::::::huna po polsku:
:http://friko2.onet.pl/by/mr_all
::::
::::--
::::"Poniewaz wszytko jest tylko zjawa, doskonala w swej
:formie,
::::bedaca poza dobrem i zlem, poza przyzwoleniem i
::::odrzuceniem, czlowiekowi pozostaje tylko smiech"
:::
:  -Long
:::Chen Pa
::::Bialobaltim
::::UIN 24370660


korzystajac z obecnosci duchowego guru naziemia antyufolskiego, moze
podparci jego autorytetem i moralnym wsparciem, moze ktos naukowo,
paranaukowo, pseudonaukowo w granicach jakiejs akceptowalnej logiki
wyjasni ponizsze rzeczy, ktore bezsprzecznie sa
obserwolne/rejestrowalne praktycznie na codzien:

1. dlaczego niektorzy ludzie odwracaja sie kiedy sie na nich patrzy
2. dlaczego jak sie ktos zakocha, to mu to potrafi zmienic balans
chemiczny w mozgu
3. dlaczego niektore zwierzeta domowe wiedza/przeczuwaja/domyslaja sie
na 15-30minut zanim wejdzie sie do domu
4. skad sie bierze mysl i w jaki sposob jest transformowana na
dzialanie
5. dlaczego placebo w ogole dziala
6. skad sie bierze wszelkiego typu, zupelnie bezpodstawna wiara
7. dlaczego stan glebokiej medytacji bardzo powaznie zmienia wskazania
przyrzadow rejestrujacych przebiegi elektryczne w mozgu

mozna te liste by bylo jeszcze pociagnac daaaaalej, ale mi sie
komputer juz spocil. <rs 


1. efekt tzw. speszenia sie - wynika z niesmialosci czlowieka,
2. na tym wlasnie polega milosc albo raczej zauroczenie, czyli zmiany
   chemiczne w mozgu,
   nawiasem mowiac jest to zreszta niebezpieczne dla organizmu
   poniewaz wywoluje szereg dolegliwosci m.in. brak apetytu itd.
3. z tym 15-30 min. to troche przesadziles, jest to raczej 5-10 min.
   a wynika z tego, ze np. psy maja o wiele bardziej wyczulony sluch niz
   ludzie i poprostu slysza nadchodzacego domownika z duzej odleglosci,
4. mysl to efekt dzialania sieci neuronowej: informacje z kanalow wejsciowych
   uszy, oczy, nos docieraja do mozgu tam sa przetwarzane przez siec neuronow;
   powstaje wynik, ktory mozna realizowac lub nie. Ale jak narazie nikomu nie
   udalo sie szczegolowo opisac tego procesu,
5. kazdy czlowiek posiada mozliwosc samoleczenia sie, ale nie potrafimy z tej
   umiejetnosci kozystac, podanie substancji obojetnej dla organizmu powoduje
   ze mozg odbiera informacje o tym ze organizm dostal lek i rozpoczyna leczenie
   czyli niejako uaktywnia te funkcje, ktorej nie potrafimy uruchomic swiadomie.
   Podobnie jest to z efektem stygmatow. Jak niektorzy twierdza gleboka wiara i
   skupienie powoduje powstanie stygmatow, ktore znikaja po smierci czlowieka.
6. czlowiek to taka istota, ktora musi w cos wierzyc, jezeli nie wierzy w to co
   wiekszosc ludzi automatycznie szuka innego "celu" zgodnego ze swoimi
   przekonaniami ale niekoniecznie zgodnymi z przekonaniami innych...
7. stan snu rowniez zmienia wskazania przyzadow rejestrujacych przebiegi ...
   To poprostu wynika z pracy innych obszarow mozgu.