Widzisz posty wyszukane dla zapytania: Nie uśmiecha się życie do wilków
·
| A mnie spokoju nie daje "pięć pokoleń naturalnie zmarłych przodków" :)) | Przecież to jakieś 300 lat?! | Mazurzy i Lwowianie. | Gdzie oni się uchowali przed zawieruchami zaborów, wojen światowych?
| Przynajmniej w Warszawie to nie do pomyślenia...
bo ty to jakos odwrociles marco! to nie moje piec pokolen tylko - jego. tego ktory usmiecha sie znad przewodnika i pyta o moje oczy. czytaj uwaznie!
Ależ właśnie tak przeczytałem :)) Dlatego pytam: Lwowianie??? Hordy tatarskie, kozackie, zabory, wojny, wojny światowe, rewolucja. Mazurzy??? Po obydwu stronach wcielani do wojska, Szwedzi, wilki i głębokie jeziora. Pięć pokoleń ze strony matki i ojca wymarłych naturalnie w tamtych rejonach to istny Cud! No i te zawsze zdrowe zęby? :))) Jak ów spotkany farciarz umrze też naturalnie (ile przeciętnie moze żyć taki Krakowianin, panie Wojtku?) to tylko tak jak się urodził - czyli bez zębów :))
Ale to tak na marginesie, że już minął wrzesień bo treść tego pięknego wiersza mówi o czym innym, prawda?
Pozdrawiam marco
|
Nie schowalem sie tylko czytam co piszecie i mam usmiech na twarzy. Janek marzy aby Olek "Pijaczek" Kwach ten od szwajcarskiego sikora dolozyl kaczynskiemu w dbacie niezdajac sobie sprawy ze Kaczka tylko czeka na Olka aby go jeszcze bardziej skapromitowac nawet wsrod betonowego elektoratu Lewizny i Debilowatych.
Basia chce glosowac na Kutza Wot natepny geniusz! Lucyna jest wstanie przelknac wszelkie aferzyska nawet woli UBeka typu np. Oleksy byle tylko sie usmiechal i nie mowil o aferach i byl taki mily. Kto wie moze biedne bieszczadzkie pieski ochroni przed wilkami! Te wilki to pewnie z PiS!
Wy wolicie premiera ktory bedzie dobrze zyl z sasiadem zza Odry i mial opinie rownego goscia wsrod bratniej Europy. Wolicie takiego Kwacha ale bez pijanstwa i bez tak beszczelnych afer. I wlasnie za takiego premiere jestescie wstanie pogodzic sie z Rura pod Baltykiem, Erika ktora domaga sie odszkodowania za swoje mieszkanie, ktore dostala od Adolfa w Gdyni i dorzycicie jeszcze np. stocznie Szczecinska, ktora w jakis przedziwny sposob zbankrutowala a jaje bankructwo bylo z korzysicia dla sasiada z ktorym chcecie aby nas cenil. Ach co to sie nie robi aby byc lubianym i popularnym. Na wsi z ktorej jestem byly takie dziewczyny, tez bardzo lubiane i popularne i nazywalismy je wiejskimi rowerami, bo kazdy na nich jezdzil. Suma sumarum, marzy wam sie byc taka wiejska ladacznica
Innymi slowy PRL niezle wypral wam mozgi. Naprawde PODZIWIAM!
|
Czytam to wszystko... i czytam... i tak bardzo sie rozczulam. Ja również mam całą furę niesamowitych, ale też i takich zupełnie zwyczajnych pamiątek, ale jeśli chodzi o "coś" związanego z Carrantuohill'ami (pomijając fotki, kasety, płytki, koszulki, bilety i takie tam), to największym moim skarbem jest moja kuzyneczka - Kasieńka. To dzięki niej pojechałam na pierwszy w mym życiu Woodstock i dzięki niej poznałam Chłopaków i te wszystkie cudowne dźwięki, które zawsze im towarzyszą. To ona zaraziła mnie NIMI i już do końca swych dni będę jej za to wdzięczna!!! Od tamtej pory zawsze towarzyszę Chłopakom - jeśli nawet nie osobiście, to z całą pewnością duchowo.
Ostatnio do tych wszystkich wspaniałości dołączyła 1-groszówka, którą dostałam "na szczęście" od Bogdana na koncercie w Poznaniu, a którą sam znalazł na podłodze "Piwnicy 21" oraz mój wyjazd do Jaworek. Dzięki namowie Adama i Bogdana przeżyłam naprawdę niezapomniane chwile i to właśnie tam poznałam takich cudownych ludzi jak WY. Nie wspomnę już o wilkach, pogaduchach do białego rana, cudownych zapachach i smakach - godna szczególnej uwagi jest tu niezapomniana wiśniówka oraz ta muuuuuuzyka...
Takich skarbów mam całe setki, żeby nie powiedzieć tysiące, a każde z nich wywołuje uśmiech na mojej twarzy i raduje mą duszę...
|
Hej, wiecie może gdzie można ściągnąć tą prześliczną piosenkę.:)
Tu macie jej tekst.:): Byłam córką kapitana i załogi oczkiem w głowie, każdy brał mnie na kolana i pozwalał skubać brodę, wychowały mnie pokłady, morskie fale kładły spać, od dzieciństwa mi śpiewali morskie wilki, twarda brać.
Hej, hej, maleńka, słodkie imię twoje - Jane, niech cudowna twoja ręka dziś pogłaszcze lekko mnie. Hej, hej, maleńka, usteczka masz jak miód, jesteś zawsze taka piękna, uśmiech twój za cały trud.
Potem sobie podrosłam, więcej ciała tu i tam, każdy patrzył na mą postać, każdy chciał iść ze mną w tan. Kandydatów wielu miałam - lekką ręką liczyć stu, ja żadnego z nich nie chciałam, więc wołali za mną znów.
Hej, hej, maleńka...
Potem zjawił się marynarz, a przystojny diabeł był, jak to zwykle w bajkach bywa, on miłosną nutką żył. Gdy mnie chwycił raz za rękę, pogubiłam cnotę swą, gdy mi śpiewał tę piosenkę, to szalałam całą noc.
Hej, hej, maleńka...
Tak się kończy, jak zaczyna, do dziś ciągnie mnie na rejs, a żeglarza pogoniłam - pijaczyna był i bies. Z tamtych czasów pozostanie kilka wspomnień, psia go mać, córka biega po pokładzie i jej śpiewa morska brać.
Hej, hej, maleńka..
|
Bog stworzyl caly swiat w siedem dni A Ja nie potrafie stworzyc jednej dobrej chwili Ona by mnie wyniosla gdzies nad chmury Pozwolilaby mi uciec od bledow ludzkiej natury Tych kilka chwil dobrych daje mi rap Skladanie tekstu tak jak Bog złorzyl swiat Przez te siedem dni, przez tych chwil kilka Człowiek nie nauczy sie nowego zycia Jednak pare minut moze wszystko odmienic To paradox, biel w czern przemienic Nie ma co sie czerwienic, taka rzeczywistosc W pare chwil zycia nie ulozysz ale spieprzysz wszytsko I to mnie wkurwia, ze mimo wielu staran Cos nie idzie i nagle boom znowu cos na glowe spada Pada za oknem deszcz, zimno jest Jaka jest instrukcja do szczesliwego zycia wiesz? Ja nie wiem ale nie trace wiary w siebie Mam nadzieje ze kiedys bedzie lepiej Ze usmiech na mej twarzy bedzie czesciej Ze kiedys w siedem dni a moze chwil kilka Uda mi sie zycie zmienic nie wywolujac z lasu wilka
|
Idą dwie mrówki po pustyni. Jedna mówi do drugiej: -Posuń się, ja też chcę iść po piasku.
Trzy owoce miały się przedstawić krótką rymowanką: -jestem kiwi co życie ożywi -jestem cytryna, kocha mnie rodzina -jestem marakuja.....i nie wiem co powiedzieć
Wilk zając i chomik chcą jechać do Chin i se wymyślają nowe przezwiska -no skoro ja jestem wilk to będe wuj -hmmm jak ty jesteś wuj to ja będe zuj mówi zając -a chomik... a ja to pier...le nigdzie nie jade P
Dlaczego Ala ma kota? Bo sierptka MArysia Ten kawał ma głębokie podłoże psychologiczne. Możemy domyślać się, iż Ala/Kasia (posiadaczka kotka) jest zazdrosna o pupila sierotki. Świadczy o tym uzasadnienie "bo sierotka ma rysia" na zadane pytanie. Dodatkowym bodźcem pobudzającym mięśnie naszej twarzy do grymasu uśmiechu jest znana większości postać sierotki Marysi, której imię brzmi bardzo podobnie do szybko wymawianej sentencji "ma rysia".
|
“Nie wiem, kim jestem, nie wiem, kim byłam, nie wiem, kim będę. Żyję nie znając siebie, jednak umieram będąc w pełni racji swych przekonań.” Nie znam autora O.o"
"Najpierw uśmiechy potem kłamstwa. Dopiero potem kule." Stephen King - "Wilki z Calla"
Tylko tyle znalazłam jak na razie
|
Ever: naprawdę wierzę w kochających rodziców, którzy w razie potrzeby wezmą dodatkowe godziny pracy, by zarobić na utrzymanie pociech, a miłośc i uśmiechy na ich buźkach cały trud im wynagrodzą. Fimbul: Wolisz, by ludzie stosowali antykoncepcję, czy by kolejne martwe noworodki były znajdywane na wysypiskach? Bo w to co Ty sobie wierzysz, to zazwyczaj są bajki dla naiwnych. Czy za naiwność uznasz stwierdzenie faktu, że ISTNIEJĄ SZCZĘŚLIWE RODZINY, które mają powiedzmy pięć dzieciaków, żyją skromnie, radośnie, mimo tego, że codzienność bywa trudna. Jeśli tak, to obawiam się, że żyjemy w całkowicie odmiennych światach... Stwierdzam jednak z pełną mocą: MOŻNA. DA SIĘ. WYSTARCZY CHCIEĆ I BYĆ CHOĆ TROCHĘ ODPOWIEDZIALNYM/Ą. jak JHVH zechce, to go wilki wychowają i będzie kolejny Tarzan czy cos... Tak, Filmbul, rzeczywiście, żyjemy w różnych światach. Jeśli w Twoim większość porzuconych dzieci wychowują wilki czy inne zwierzaki, to hmmm, o więcej wolę nie pytać...
|
Spory,waśnie, zazalenia.. .zamiast poprawy nic sie nie zmienia. Wojny, kłótnie, wypominki...stały motyw ,,kalohowej rodzinki". I choć stoje sobie obok to juz z nerwow tupie nogą, bo nie moge pojąć szczerze jakie z Was wychodzi "zwierze". Jeden wilkiem dla drugiego, a niedawno był kolegą..
Dobra tyle przemyśleń na dzień dzisiejszy:) Osobiście bardziej Wam polecam, aby każdy na ustach miał słowa tej piosenki: ,,bo mnie na uśmiech zawsze stać, nie lubie życia brać zbyt serio serio zbyt, bo ja na przekór wszystkim tym co zasmucają świat uśmiecham się przez łzy". I to jest właśnie hymn Postrzelonej:)
|
- Jak mawiała moja mama, nie wielkie słowa czynią człowieka wielkim, lecz jego małe czyny. A rozmowa z tobą sprawiła że znowu przypomniałem sobie co to znaczy się uśmiechać i za to jestem wdzięczny- powiedział chłopak i spojrzał na nią- Tak za szczęśliwe życie- powtórzył za nią i uśmiechnął się- Widzę, że jesteś zmęczona. Może lepiej już pójdę- spojrzał na śpiącego w jej łóżku wilka- Wiem że ta prośba jest troszkę nie taktowna, ale czy mógłby on tu zostać dopóki się nie obudzi? W końcu by się wyspał heh- szepnął cicho Drake i zawstydził się.
|
Drake uśmiechnął się, wiedział, że Rachel ma racje. Nie ma co była dziewczyną która wiedziała o życiu naprawdę wiele, znacznie więcej niż on, zwykły młokos który dopiero wkraczał w życie, przerwane. Teraz zaczynał nowe życie, dostał nową szansę, zamknął oczy i powiedział do Angela za pomocą telepatii "Podziękuj jej". Wilk tylko podniósł się, stanął przed Rachel i ukłonił się, okazując jej w ten sposób podziękowanie i szacunek. Nie wiedział czy Rachel zrozumie ten gest, jednak miał nadzieję, że jej się uda. Włożył do ust kostkę czekolady, rozpuszczała mu się ona powoli w ustach, sprawiając, że jego smutki topniały. Uśmiechnął się szerzej i wyjął z kieszeni swoją harmonijkę -Prawdziwie silny jest ten, kto umie ujarzmić emocję- powtórzył słowa Rachel- heh muszę to sobie zapisać- mruknął do siebie i przyłożył instrument do ust. Zamknął oczy i delikatnie, niczym zewir muskający liście na wietrze, dmuchnął w harmonijkę, wydobywając w ten sposób dźwięk. Grał tak, tworząc w ten sposób pieśń, pieśń życia, pieśń uczuć. Tak jak pisarz zmienia swoje uczucia w słowa i przelewa swoje serce i dusze na papier. Tak Drake zamieniał swoje uczucia, serce i duszę w muzykę, która delikatnie przerywała ciszę, jaka panowała w tym lesie i czule pieściła zmysły słuchu, każdego kto jej słuchał. Po długim czasie, Drake wstał i podszedł do reszty. "Dziękuje Rachel"- powiedział uśmiechając się i oddał jej resztę czekolady która mu została. Widać natura, czekolada i rozmowa z ludźmi działają dobrze na naszego bohatera.
|
Lista: Bajm - Być z Tobą Bajm - Noc W Paryzu Britney Spears - Everytime D Bomb - Koniec Dzem - Do Kolyski Gladiator Gosia Andrzejewicz - Pozwól Żyć Holly Dolly - Dolly Song (Leva s Polka) J.Radeki M.Markiewicz - psalm dla ciebie Kabaret Otto - To juz lato Krwawa noc Leona - Arguments Love song MBrother - trebles - ta ta ta Mezo - sacrum Nelly Furtado Piotr Rubik - psalm kochania September - Satellites Silent Hill Theme Strachy na lachy Tatu - Gomenasai The Rasmus - Sail Away Tomb Raider 1+2 Verba - Mlode Wilki 3 Bajm - Noc Po Ciezkim Dniu Boys - Nie placz Clannad - Last of the mohicans Dka - wybacz Edyta Geppert - Szukaj Mnie Gosia Andrzejewicz - Miłość Happy Birthday Ira - nie ma niepotrzebnych Je'Taime Kancelaria - zabiore cie Lato w Kolobrzegu Leszcze - Kombinuj dziewczyno Marcin Rozynek - Nie pasuje - ref Mega Dance - Zabierz mnie do swego domu Natalia Kukulska - Zakochani One Missed Call Rubik - niech mowia,ze to nie jest milosc SH4 - Room of Angel Stachursky - z kazdym twym oddechem Sumptuastic - Za jeden usmiech Twoj Temat z Serialu - Miasteczko Twin Peaks Theme - The Exorcist Toples - Plyniesz w moich zylach Wiadomość została ukryta, aby ją przeczytać należy się zalogować.
|
Hadżem Hajdarevic' Beduin radzi synowi
Śmierć ma kolor dzikich pomarańczy. Dlatego zamknij oczy, kiedy je obierasz i jesz i kiedy nagle czujesz zapach ich przewrotnego kwiatu...
Śmierć się kryje w dwusiecznym świetle kapiącym z otwartego oka pomarańczy.
Od ich powabnego koloru i słodyczy do ust napływa ślina, ich skóra to koszula diabelska, a gęsty lepki sok - to złozębny uśmiech demona.
Z ich powodu nigdy nie przyjdzie zbawienie, a ptaki pustynne będą z naszych kiszek wydziobywać ich pestki.
Pomarańcze mogą nas szpiegować na każdym kroku, mogą się zamieniać w inne owoce i żądze, zdolne z łatwością rozerwać wniebowzięte ciało.
(Dziecko wpadło do studni, jedząc pomarańcze. Mężczyzna zawył jak wilk pustynny, gdy wszedł na drzewo pomarańczowe. Kości umarłego przenosiły się z jednego grobu do drugiego, gdy zuchwalcom kapał po płytach nagrobnych sok z pomarańczy...)
Unikaj dzikich pomarańczy a nawet myśli o ich gładkoskórej słodyczy; Tak zwabione mogłyby rozrzucić nasiona w twoją jeszcze zieloną śmierć.
I jeszcze jeden:
Izat Sarajlic'
Blues*
*(uwaga Asasello: nie czytać!)
Dobrze byłoby wiedzieć gdzie kiedy nas zabraknie podzieją się nasze dusze
Dobrze byłoby wiedzieć czy kiedy nas zabraknie pod platanami będą mokły nasze dusze
Dobrze byłoby wiedzieć co wiosną bez nas będą czuły nasze dusze
Dobrze byłoby wiedzieć czy jak za życia będą biec do siebie nasze dusze
Dobrze byłoby wiedzieć jak bez oczu będą ze sobą rozmawiać nasze dusze
tłum. Danuta Cirlic'- Straszyńska
Literatura na świecie nr 5-6/2003
|
| Taki zając czy sarna jak nie trafimy za pierwszym razem może | podejść i dać mysliwemu w r.. no uśmiech. | A tak jest okazja poprawić.
ROTFL!!!!! Totalne dyletanctwo. Uwazasz, ze do zajecy strzela sie ze sztucera?
Nie powinno się. Ale jacy są myśliwi to widziałem. Osobiście coby nie było niedomówień. | A tak na poważnie to powinna być jeszcze kryza na bagnet. | Bo jak taki za pierwszym razem dzika nie trafi ro za drugim | pewnie też nie. Trafienie nie oznacza od razu, ze zwierze padnie trupem. czasem mozesz go trafic kilka razy,a on nadal zyje. Nawet w najbardziej dogodnych warunkach dobry strzelec moze trafic tak, ze nie zabije. Zwierze moze sie ukryc w gaszczu. Szukales kiedys w nocy w lesie rannego dzika? Widziales co dzik moze zrobic szabalami i fajkami? Nie?
Szukać dzika z marszu to musi kłusownik, dla niego pośpiech jest wskazany. Dla myśliwego ? w jakim celu ? Wiesz, ze moj ojciec 2 razy ledwie uszedl z zyciem? Raz gdy wielki odyniec po otrzymaniu ostatniego pocisku ze sztucera zatrzymal mu sie przed nogami, drugim razem mial z kolei to szczescie, ze dzik zmienil kierunek i zatakowal stojacego obok psa.
Znam ludzi którzy wiekszą ilość razy uszli z życiem uskakując przed motocyklistami. A polowania (w odróznieniu od przejścia ulicą) nie są jeszcze obowiązkowe. Dla mysliwych oczaywiście. Po drugie uwazasz, ze tylko w polsce sie poluje? Wiesz, ze zwierzyna lowna to nie tylko zajac, sarna, dzik?
Są jeszcze żubry (dla bardzo bogatych), ptactwo i czasami odstrzały wilków czy lisów. | A kolbą to takieko zdenerwowanego zwierzaka | ciężko dobić. Skad wiesz? Probowales?
Ja miałbym bezbronne zwierzę ?? Zostawiam to barbarzyńcom dla których ranne i przestraszone zwierzę jest równorzędnym przeciwnikiem. Wręcz zagrozeniem drogocennego życia. :-) Dla mnie zwierzęta nie są przeciwnikiem.
|
Użytkownik wilczysko
Niepopularny będę przez chwilkę straszliwie, dobrze?
Bądź, bądź. Lubimy outsiderów i nawet ich hodujemy na naszych trzydziestu metrach kwadratowych:-) Może przez ten smutny akt nadzei, co to wodzi ku ustom usta. Mam nieodpatrą ochotę przytulenia peelki.
Skorośmy już ustalili tożsamość peelki z autorką, możemy iść dalej, tylko to już na boku. A póki co czuję się w obowiązku zapytać: a. w sformułowaniu "Wszelkie Czynniki Odgórne" o kogo właściwie chodzi, co? Bo mam podejrzenia, nie ukrywam, ale zanim poślę Bojowy Wóz Piechoty, chcę mieć pewność.
Jak się uwolnić od tego świątecznego smutku, no jak? Skoro on wyziera z wierszy i ciągnie za włosy. Wiesz że wilk ciągle sie uśmiecha?
Pogoda (optymizm) to filozofia głupców:-) Jak powtarza mój outsider z sofy:-) Wilczo się
uśmiecha, bez zębów szczerzenia. Aż mu grymas ogona w wir się obraca. Wilczy helikopter zawisa na sosnowej gałęzi ku uciesze gawiedzi. A płatki pikują czasem jak zestrzelone myśliwce. A czasem, by upolować resztkę ciepła z wyziębionej ziemskiej grudy.
Ani w ząb. Głos z Drugiego Rzędu powiedział mi (nielojalny, nie to co..itd.), że wierszyk niezrozumiały. Komentarz jeszcze niezrozumialszy.W związku z tym b. czy Ty znowu jesteś off topic?;-) Ech, Piesku. Czekam na wróble (niech mi przyniosą, BTW, numer Twojej komórki, co? - "w życiu uczuciowym bezpośrednia jak cios topora", taka podobno była;-)
J.
|
niewygodne materace na całej podłodze, żarówka smętnie zwisająca ze ściany na gołym kablu.
[...] Tak nie mogłem jej znaleźć tego dnia, kiedy rozpoczęło się piekło. Kiedy mi się w końcu udało, znalazłem kogoś, kogo nie chciałem wcale odnaleźć. Pamiętam tylko że słońce świeciło prosto w twarz i nie śpiewały ptaki. Podała mi herbatę w barze dla uchodźców.
Czytelniku, może już wiesz, że Wilk-Julio sam kończy książkę, którą przeżywali i pisali oboje wraz z Niedźwiedzicą-Carol, niby pianista równocześnie dwiema rękami wyznaczający rytm i melodię sonaty. Zaledwe wyprawa Paryż - Marsylia dobiegła końca, wróciliśmy do naszego życiabojowników i pojechaliśmy do Nikaragui, gdzie tyle jest do zrobienia. Carol z ukazywać ogrom walki małego narodu o godność i wolność. I tam także byliśmy szczęśliwi, choć już nie sami, jak na parkingach naszej kosmostrady, lecz w codziennych kontaktach z kobietami, mężczyznami i dziećmi, podobnie jak my wierzącymi w przyszłość. Właśnie w NIkaragui Niedźwiedzica zaczęła chorować, wierzyliśmy jednak, że to coś przejściowego, bowiem chęć życiabyła w niej silniejsza niż lekarskie orzeczenia, a ja dzieliłem jej odwagę, tak jak dzieliłem jej światło, jej uśmiech, jej miłosną potrzebę słońca i morza, jej wiarę w lepsze jutro. [...] Drugiego listopada ruszyła w swą samotną podróż, w którą już nie mogłem za nią podą żyć - przieciekła mi przez palce niby strużka wody. Nie pozostawiła jednak ostatniego słowa demonom, do końca rzucała im wyzwanie, tak jak do końca walczyła z nimi na tych stronicach. [...] (Julio CortĂĄzar, "Carol", przeł. Zofia Chądzyńska) w.
Pozdrawiam, Telik.
|
| A co do "keep smiling" to chyba każdy woli żyć w świecie | w którym ludzie są mili, uśmiechnięci pozytywnie do życia| nastawieni niż w świecie w którym wszyscy patrzą na wszystkich | wilkiem, są naburmuszeni, wiecznieobrażeni i ciągle negatywnie | do życia nastawieni jak skończeni malkontenci. Taka atmosfera | udziela się tak samo jak dobry chumor i pozytywne nastawienie. | Kto wie czy właśnie negatywne nastawienie nie jest siłą w PL | napędzającą dalszy brak dobrobytu i pesymizm społeczny... | Przecież i pozytywne i negatywne nastawienie udziela się jednakowo. Ja bym raczej przyczyny dobrobytu i nastawienie ludzi upatrywał w polityce i regulacjach prawnych z niej wynikających. Bardzo prawdopodobne że nastawienie ludzi zależy od ich dobrobytu albo jego braku (a nie odwrotnie).
Gwarantuję Ci, że panienka układająca kotlety do bułek w McDonalds klepie biedę i ledwie jej starcza do pierwszego, a jednak stać ją na uśmiech i miłe słowo. To samo jakaś ekspedientka w sklepie której zapewne też się nie przelewa i z dziećmi na Hawaje co roku nie jeździ nie będzie Ci robić łaski przy kasie że chce pracować... Inna kultura kolego, inne nastawienie do ludzi MIMO NIEZBYT wielkiej prosperity bo ktoś kto zarabia w Stanach ledwie 20 kawałków rocznie naprawdę ma ograniczone możliwości aby budować szczęście i optymizm na przyszłość. Trzeba rozróżniać przyczynę od skutku, a nawet niekiedy brak jakiegokolwiek oddziaływania miedzy dwoma parametrami miedzy którymi występuje korelacja. Nawet taka jedna banalna regulacja jak podatek na paliwo ma przerażający wpływ na społeczeństwo. Tranoport towaru zaczyna się opłacać więc rozwija się handel i firmy produkujące taniej i lepiej mogą zgarnąć geograficznie większy obszar rynku, ludzie mogą dalej dojeżdżać do pracy. Itd. No oczywiście jak pokazuje przykład ameryki ma to też zły wpływ na środowisko nikt się nie przejmuje by silnik w jego samochodzie palił mniej.
Ceny paliw w USa drastycznie rosną w ostatnich latach więc będzie się to zmieniać.
|
I to jest niedobrze. Nie mogłaś wiedzieć, a skoro nie zobaczyłaś - autor nie pokazał. To ja powinienem uzasadnić, ale w wierszu. Tam powinno tkwić i wołać: jak mnie wyciągniesz, runie cała konstrukcja.
Nie bądź taki wymagający wobec siebie. Życie i bez tego nie jest łatwe. Wiesz co mi dziś poradzono? Nie przejmuj się tym, na co nie możesz nic poradzić. Potrzebna jest tylko wiedza: gdzie mogę coś poradzić, a gdzie nie. To na co nie mamy wpływu może nas smucić. Podobnie, to co robimy sami - bywa smutne. Tak bardzo się staram sprowadzić smutki do smuteczków, a resztę przyjmować jak coś oczywistego (i nazywać to życiem). Moja Anna mówi: Kiedy jest dobrze, martwisz się tym że będzie źle. Kiedy jest źle, jest z tobą dobrze."
Mądra kobieta. Bagatelizujmy te smutki, jak się da. Kiedy się da. Byłam dzisiaj na wystawie Chagalla w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Można było także obejrzeć film o jego obrazach , przerywany rozmową z nim, takim mini wywiadem, prowadzonym zresztą przez jego żonę. Był już stary, siwiutki, ale cały czas się uśmiechał. A zapytany, czy jest smutny, jakoś tak w kontekście obrazów, powiedział z takim widocznym zdziwieniem w oczach, które przypominały oczy dziecka: ja? całe życie jestem optymistą. Jak w ogóle można być pesymistą, dlaczego? A myślę, że parę rzeczy w życiu mogło skłonić go do pesymizmu. Chyba sztuka w mierze, którą do naszych kłopotów przykładamy. Jedna z autorek słynnej "Chryzantemy i miecza" dostała zlecenie na
dotyczyć Słowian. Rozdział dotyczący Polaków rozpoczyna podobno zdanie: "Naturalnym stanem emocjonalnym Polaka jest smutek. Gdy Polak nie jest smutny, to jest nieszczęśliwy".
I tak chyba naprawdę w większości jest. To ja chyba nie jestem typowa Polką i mówiąc szczerze bardzo się z tego cieszę. Też jestem optymistką, choć życie niejeden raz zdrowo mi dokopało. A ja jak ściśnięta sprężyna - odbijam :-) Odbijaj, wilku :-) #Bardzo dziękuję za książkę. Zabieram się do czytania.
|
jakiś czas temu wspominałem tutaj o napalonej mężatce, która wszelkimi sposobami próbowała mnie usidlić. Dziś pokazała na co ją stać, narobiłą bigosu i mi problrmów. Teraz wszyscy się na mnie wilkiem patrzą, bo jak to wolny a za cudzymi się kręci.
Dziewczyna nie odpuszcza od chwili, gdy dowiedziała się że zostałem kopnięty w zad przez swoją byłą. Właściwie to nigdy nie odpuściła, co najwyżej przystopowała na chwilę.
W sumie nie wiem czego ona ode mnie żąda. Ma przystojnego męża (brdzo dobry chłop z niego), on zajmuje się dziećmi jak ma wolny czas, nie pije, nie pali, nie zdradza, posiada potężną firmę transportową (coś koło setki taboru). W sumie sama mi mówiła ostatnio, że czas jej szybko leci, za szybko. Nie jest szczęśliwa i w ogóle. Nie wiem co ona we mnie widzi, co sobie myśli i czemu akurat ja. W sumie ja biedny nie jestem, ale bogaty też nie. Nie zapewnię finansowo tego, co jej chłop. Mimo to ciągle wbija we mnie wzrok. Widzę, że jest smutna, nie uśmiecha się, praca jej nie idzie.
Z drugiej strony moją historię tutaj znacie i wiecie jak to nie mam szczęścia do płci przeciwnej.
Jakie ja żywię do niej uczucia? Zapewne sympatię, chociaż kiedyś waliło mi mocniej serducho (a i dziś czasem miarowo podskakuje). Dziewczyna jest mądra, cholernie ładna (w moim typie) i ma równo poukładane. Z matką jej się znam od dawna, chociaż tej dziewczyny nie znałem jeszcze dwa lata temu. Słyszałem tylko słowne opisy facetów Natomiast stosunek jej matki do mnie zmienił się diametralnie - z przyjaznego na wrogi. Kobieta uważa, że chciałem zbałamucić jej córkę i rozbić małzeństwo, mimo ze nigdy nic nie robiłem pod tym kątem (a wcześniej chwilowo chciałem - zauroczenie?). W sumie nie widzi, że to córka postanowiła kopnąć męża w zad, zabrać dzieci i iść do mnie. Wtedy w pracy miałbym przejebane, w domu także i trzeba by się gdzieś przeprowadzać. W ogóle to koszmar a czy ja bym mu podołał?
Tak gwoli ścisłości, zabrałbym się za tę dziewczynę, gdyby nie miała męża i dzieci. Nie chcę włazić z butami do czyjeoś życia.
Dlaczego ona mnie za to karze, przecież postępuję zgodnie z własnym sumieniem i przekonaniem?
Czy to jest przeznaczenie? Czy dane nam było się spotkać, czy dane mi było tyle przejść?
Tyle pytań, cisną się wciąż nowe - zero odpowiedzi. Smutna refleksja.
czero
|
zarazdzmy cos na przypadki wymienione przez Was: lolo: U nas jest za to tak że jak człowiek wsiada do tramwaju to każdy patrzy w swoją stronę albo wilkiem na siebie na wzajem. I jest wiele takich sytuacji w których odwracamy głowy i unikamy cudzych spojrzeń żeby sie nie uśmiechnąć. byc moze u Ciebie, ja jakos nigdy nie spotkalam sie z takim zachowaniem. Czasami jestem wrecz zdenerwowana otwartoscia ludzi, usmiech przypadkowego sasiada w autobusie/tramwaju potrafi doprowadzic mnie do furii po ciezkim dniu w szkole. Ale ja jestem typowa Polka z Polski, Polska jest buuuu... lolo, gdzie mieszkasz, ze spotykasz takich ludzi w tamwajach? kelso: jezeli masz jednak konkretna osobe, ktora wogole nie cieszy sie zyciem, jest codziennie przygnebiona, idz z nia do jakiejs kliniki, gdzie jest duzo niepelnosprawnych, nieuleczalnie chorych dzieci, ktore czekaja tylko na smierc. Zlota Mysl. Genialne, tak, szczegolnie, gdy sama jestem chora i spotykam takich ludzi praktycznie codziennie. Tak, bedac wsrod nich az serce szczesciem rozpiera. Lepiej pojsc na piwo, gdzie jest dobra muzyka i cieszyc sie ZWYKLOSCIA, a nie wyszukiwac jakis dziwnych metod. Takie zachowanie to brak szacunku, pomyslales o tym? Moral: Kliniki buuuu, Polska buuuu. She_blue_eyes: Mieszkam w Luton i tu nie raz spotkałam się z sytuacja że jakiś Anglik podszedł do innego i zapytał jak się czuje, jak mu się podoba pogoda etc. Fajne to jest. A w Polsce, niestety mało mamy takich przypadków A gdzie dokladniej mieszkalas w Polsce? moze bylas sasiadka lolo? Potworze sie: tam, gdzie ja mieszkam otwartosc ludzi mnie czasami denerwuje. HurtYou: No jak ja byłam w Szwecji, to też ludzie się do mnie uśmiechali, i mówili '' czesc '' i zagadywali, a u nas to jakos kapiato. No wiadomo, Szwed z Polakiem za pan brak, szczególnie w XVIIw. Naprawde nikt z Was takiego zachowania w Polsce nie widzial??? She_blue_eyes: Kiedyś chodziłam z koleżanką do parku gdzie siadałyśmy na ławce i zagadywałyśmy przechodniów mówiąc "dzień dobry"... reakcja była taka że patrzeli się na nas jak na warjatki Tutaj kwestia sposobu bycia- zalezy kto do kogo mowi i jakim tonem. Moze rzeczywiscie jestescie ''warjatkami''? Ufff, ale sie napocilam. O sobie moge powiedziec tylko jedno: mnie naprawde denerwuje zbytnia otwartosc ludzi, szczegolnie, gdy mam zly humor. Taki mam charakter ;> To zle, czy dobrze, ze mieszkam w Polsce? Moze ze mna cos nie tak, jezeli wszyscy sa taki markotni, to ja powinnam do nich pasowac i sie zlewac, a nie czasami sie wkurzac ;> buziaki
|
Błędy są popełniane od narodzin, o skazanie słuchasz tekstu, w tym tekście przesłanie, takie jedno małe, jak mała jest istota ludzka, pierwszy raz widzi świat(na oko) i już pucka, tak musiałobyć, tak być musi, niewarto słuchać tej muzyki, dotrwaj do końca, bo warto, tak mówie Ci ja, mówie ja, i potwierdzam, bez błędu, tych moich, bo każdy swe popełnia, bez nienawiści, którą zawsze człowiek potępia, bez przykrych momentów, chodź wiadomo że być muszą, z hip hopem na uszach i żeby to robił z duszą, żeby był szczęśliwi, i żeby nic mu nie brakło, by poznał swą miłość, tak jak miłośc, ojca z matką, by miał w swojej głowie obraz na niebieski mundur, by się niebał, ale nigdy nie podniósł buntu, by myślał zanim coś zrobi, czasem się opłaci, by miał zawsze szacunek dla osiedlowych braci, wtedy napewno ich nie straci, a nie może mu zabraknąć, pamiętaj wariacie, zawsze opiekuj się matką, nigdy nie rób jej przykrości, i nie pozwól jej płakać, opiekuj się nią jak nikim na świecie, i bądź dobry,
Polak, Polakowi wilkiem, nasi, naszych łapią za łapy, ej obudź się brat, oko za oko, a oślepnie świat, chyba już za dużo strat, ej brat, nie rozwijaj nienawiści, dasz rade, nade wszystko stawiaj miłość do najbliższych, bądź powolny w rozważaniach, lecz szybki w działaniach, żyj wedłu życiorysu, których chciałbyś napisać sobie sam, duszony kłamstwem, jak żelazo rdza, z koła błędnego wypierdalaj, wiare w Boga w sercu noś, za dziś podziękuj, przetrwaj bez błędu,
Nie mam takiej opcji, jeszcze na to poczekam, lecz zawaszcze, ich ukryte zdrowie, te wersy siekam bez błędów, nie wiem jak widzicie to wy, za to ja przed wami chciałbym widzieć piękne dni, by każdy jego uśmiech dawał wam radość, by każdy krok do przodu, oddalał słabość, zrozumcie to nie rady, to pobożne życzenia, jeszcze jedno, ostatnie co powiem, zawsze, prosze ja Ciebie, z Bogiem przez życie, bez błędów, przeżyć to życie, przekazy przekazywane, ciekawe ile w drodze odpadnie, zawsze z miłą myślą i optymistycznie, od zawsze z membrany rozwiązując je psychicznie, na kartkach wspomnienia, odsłuchiwane w głośniku huber, dżela to dla was ta dedykacja, i chodź błędy każdy popełnia tutaj bezmyslnie, bez błędów żyj dalej, bo masz tylko jedno..
|
Chyba zabawiła tu o wiele za długo niż miała w planach. Chociaż…Przyjrzała się postaciom, które zgromadzone były w Sali. Niektórzy ukrywali swoją twarz pod kapturem, jakby pragnęli być nierozpoznawalni, inni siedzieli dumni i wyprostowani, pewni swego. Cóż, może między nimi są tacy, którym można zaufać? Szczerze w to wątpiła. Każdy czarodziej czy mag skrycie strzegł swych tajemnic niekiedy aż do śmierci. Odesłała gestem wilka. Miał na nią czekać w wyznaczonym miejscu a tu mógł tylko zawadzać. To, co zamierzała zrobić wymagało skupienia i energii. Trzeba oddzielić ziarno od plew. W Konklawe muszą zostać najsilniejsi i najbardziej wartościowi. Zobaczymy, komu się uda. Na jej twarzy zagościł uśmiech. Zamknęła oczy. Ściany zaczęły lekko się trząść. Ciemność wypełzła z zakamarków. Gęstniała coraz bardziej i bardziej. Próbowała wśliznąć się w zakamarki duszy i zawładnąć wszelkimi słabościami każdej istoty w pomieszczeniu. Jeżeli można ją było do czegoś porównać to taka rzecz albo nie istniała albo przechodziła ludzkie pojęcie. Nie tylko ludzkie. Wiedziała, że tym czynem mogła przysporzyć sobie wielu kłopotów, o wrogach nie wspominając. Otworzyła gwałtownie oczy i z trudem wzięła głęboki oddech. Zaklęcie osłabiło ją. Znikła…Rozpłynęła się w powietrzu…
…Teraz czekała na pozostałych. Jeżeli zdołają pokonać swoje słabości pojawią się tutaj. Siedziała na jednym z kamieni kręgu. Las w pobliżu zawsze wywierał na niej niesamowite wrażenie, jakby żył własnym życiem. Wilk wiernie czatował obok, gotowy ostrzec swą panią przed zbliżającymi się. Ciemna, gwiaździsta noc przynosiła ukojenie. Przestrzeń była bardziej bezpieczniejsza od zamkniętych pomieszczeń szczególnie, jeżeli była to sala jednego z magów. Zawsze trzeba uważać. Wilk oparł swoja głowę na jej kolanie, podrapała go za uchem. -Dobrze się spisałeś-szepnęła. Drugą ręką podparła głowę. Czuła lekki tępy ból, który niedługo powinien minąć. Czekała. – Jeżeli nikt nie przyjdzie, wracmy do …-urwała. Czyżby coś zaczęło się dziać?
-- Z ogniem gromu , skwarem i mrozem z nawałnicą, z podziemnym dreszczem, z żywiołami walczy mój rozum, zbrojny w miarę swoją: czas i przestrzeń ...
|
Zerknęła na Xintre. –Przejdzie – powiedziała spokojnie, chodź jej uszu nie ominęły słowa „głupia dziewczyna” potrafiła być opanowana i chyba nawet rozumiała elfkę. Nie codziennie ktoś serwuje ci zakleicie, podczas którego walczysz o własne życie- Nie potrwa to długo. Jeżeli do tej pory sobie poradziłaś i wydostałaś się stamtąd to z tym też szybko sobie poradzisz. Jeszcze przez chwile w jej głowie pulsował tępy ból. Wzięła głęboki oddech. Na razie tylko troje. Ile istnień będzie mieć na sumieniu. Chyba tylko o kilka więcej niż dotychczas. Wilk wrócił na swoje miejsce. Zastanawiała się czy uratować resztę tych nieszczęśników i odesłać ich gdzieś dalej. Ale mogą wrócić. Choć słabi zjednoczeni mogliby być niebezpieczni…Zjednoczeni…To brzmiało niewiarygodnie. To było niemożliwe. Cicho pośmiała się chwile z własnych myśli. -Tym razem jesteś na czas Radagast. Miło znowu cię widzieć. Zwróciła się do Marantasa. – Chciałbyś „pracować” z tamtymi? Uważasz, ze byłoby to ciebie godne? – Na jej bladej twarzy zagościł ironiczny uśmiech, gdy usłyszała niewyraźne słowo „tandetne”- Jeżeli jesteś silniejszy to co tu robisz panie? – Specjalnie położyła nacisk na ostatnie słowo. Wróciła myślami do nieobecnych. Mają niedużo czasu na pokonanie zaklęcia z tamtej Sali. O wiele za mało. No cóż jak to mówiło, któreś z praw –przetrwają tylko najsilniejsi i najlepiej przystosowani. Chwile jeszcze poczekają. I tak była dumna na swój sposób przynajmniej z tych trzech osób, które teraz siedziały na kamieniach, chociaż niektóre miały ciężkie charaktery. Czy to wszyscy?
-- Z ogniem gromu , skwarem i mrozem z nawałnicą, z podziemnym dreszczem, z żywiołami walczy mój rozum, zbrojny w miarę swoją: czas i przestrzeń ... Post był edytowany przez autora dnia 07 23 2004 o godzinie 16:37
|
Żona dzwoni do Akiego: -Halo,Aki? Właśnie jadę do domu. Kupić coś? -Mieszkanie se kup!
Blondynka pyta Akiego: -Czym zajmuje się Pauli? - Gra w teatrze - A w co...?!
Eero pyta Lauriego: - Czy film, w którym główny bohater ginie może kończyć się happy end'em? - Może, jeśli głównym bohaterem była teściowa
Aki pyta Pauliego: - Jak rozumieć powiedzenie "Wilk syty i owca cała"? - Że wilk zeżarł pastucha i psa.
Lauri słyszy reklamę w TV: -Nowy Tic-Tac Jabol Mint. Tylko dwie kalorie, a jak trzepie...
Kolega pyta Pauliego: - Słuchaj, przed domem gdzie mieszka twoja teściowa stał wczoraj karawan. Można ci gratulować ? - Ależ skąd! W tym bloku jest 300 mieszkań, mówię ci - istna loteria...
Kobieta sprzedaje kwiaty i zaczepia Lauriego: - Kup pan bukiecik... cały tydzień będzie stał. - Naprawdę? To poproszę cztery.-odpowiada Lauri
- Ktoś ty?-pyta Aki - Złodziej. - A czemuś taki mały? - Bom złodziej kieszonkowy
Eero mówi do Pauliego: -Chcesz zobaczyć uśmiech Mony Lizy, nie odwiedzając Paryża? Zapytaj żony co zrobiła z wypłatą.
Pauli opowiada kawał chłopakom: - Witaj, Zielony Kapturku! - Cześć, pierd*lony daltonisto!
Eero pyta Pauliego: -Co robi wieża w Pizie? - Przegina
Żona wybierając się do sklepu pyta Eero: - Idę do sklepu, przynieść ci coś dobrego? - O! Tak! Przynieś! TYLKO NIE POTŁUCZ!
Dziewczyna do Lauriego: - Lauruś, jakiś ty mądry! No taki mądry, że wprost genialny! - Eeee, nieee, normalny jestem. To ty jesteś głupia
Sąsiad mówi do Akiego: - Ale było polowanie! Przeszło trzydzieści zajęcy! - Że przeszło, to wierzę, ale ile zostało?
Żona spogląda w okno: - Deszcz idzie... Pauli: - Powiedz, że mnie nie ma
- Echhhh... życie.... - mruczy poeta Lauri. - Co tak wzdychasz? - pyta poeta Eero. - Dusza chciałaby szampana z truskawkami, a organizm potrzebuje wódki i ogórka.
Eero pyta Akiego: -Czemu jedni jedzą makaron i tyją, a drudzy nie? - Bo jedni jedzą wzdłuż, a drudzy w poprzek
Aki mówi do Pauliego: -Mój kuzyn całe życie marzył, by zostać policjantem. Ja całe życie chciałem zostać lekarzem. Żeby wyleczyć kuzyna.
Żona do myśliwego Pauliego: - Wybieraj - ja albo polowanie! - A mogę postrzelać do ciebie...?
|
-W zwyczajnym.- odszczeknęła. Nie przelękła się złowrogiego uśmiechu wilka. Położyła się wygodniej, tak że teraz patrzyła prosto w ślepia wilka. -Czy żyjesz sam, czy też należysz do jednej z grup, które się tu osiadły.- obserwowała wilka.
|
<Elf skinął głową w podzięce za kufel. Umoczył weń usta. Nic nie mówiąc, rozmyślał nad słowami rycerza. W końcu rzekł ni stąd ni z owąd.>
Byłem kiedyś na orkowych ziemiach. Nie rzeknę w jakim celu, bo i cel niezbyt godziwy, By o nim prawić tu i teraz. Spotkałem orczycę.. Piękną, wspaniałą, dumną istotę. Postury była pięknej tu Madash.. jeśli imię pięknej damy wyrazić we słowy mogę.. Codzień rano, wybiegała przed orczą warownię, tuż w opodal stojący las. Mijała wolno keltiry wszelakie, wilki.. Uznałem, że oto jest i niewiasta, która życie szanuje.. Uznałem to za wielce ewenement.. A że ewenementy to, to ja lubuję we sobie.. Podążyłem za ową panną.. Siedziała na skraju lasu.. W jej twarz biły strużki kropel, rozbijanych na dole fal... Bowiem nad klifem siedziała owa... Włos jej targany był wiatrem... Chciałem podejść, przedstawić się... Zapytać co robi tak urocza panna, na skraju tak uroczego boru... W chwili usłyszałem za sobą trzask gałęzi, szelest listowia... Schowałem się za szarym kamieniem.. Tak przyglądałem się, jak młody ork płci męskiej, Maszeruje dziarsko przed siebie.. Ot właśnie na ten skraj polany.. Ot właśnie do tej panny... Zaczeli rozmowę, we własnym języku.. Nie zrozumiałem wiele.. Ino, że jegomość przedstawił się, że wdzięki panny wychwalał... Orczyca poczęła tańczyć z wolna.. Ork przyłączył się do ów tańca... Jakiż to był widok, dwóch klejących się do siebie ciał... Orczyca zalotnie upadła na trawy, tuż podał mego kamienia... Ork skoczył za nią... Chwilę później patrzył tuż przed siebie.. tuż na mnie... A wzrok jego jak najbardziej martwy był... Orczyca upijała się w ten czas krwią, kapiącą po sztylecie... Sztylet zdobiony był... Tak.. Piękny to sztylet był... Krwisty... Wbity wprost w orcze serce...
<Chwycił za kufel. Chwilę w ogień trzaskający w kominku poglądał. W końcu kufel jednym chaustem wychylił. Spojrzał na orczycę, uśmiechając się ponuro, acz szczerze.>
|
Pochodzę z samego centrum imperium Nocnych Elfów - Darnassus. Od dziecka moim przeznaczeniem było podążanie drogą Neltharion'a, Strażnika Ziemi. Rodzice oddali mnie na nauki do Cenariusa, półboga, który prowadził mnie drogą druidyzmu. Aż do czasu, gdy Horda zabiła moją rodzinę. Wtedy postanowiłam porzucić stolicę i wyruszyć w bój aby pomścić moich rodziców i ukochanego brata.
-Aksaan ! - zawołał mnie mój przyjaciel używając starego języka mrocznych elfów - Wzmocnij zachodnią linie obrony, weź kilku jeźdźców i jedną kapłankę Elune ! Bitwa toczyła się na otwartej przestrzeni, elfy miażdżyły właśnie orczych wojowników pomioty warlocka, o imieniu Broxos. -Bez sensu, wojska Wojennego Młota są rozbite, przybyli magowie ze Stormwind. -Magowie ze Stormwind ?! Do cholery, czego mi o tym nikt nie doniósł? -Nie było sensu, szala zwycięstwa przechyliła się na naszą stronę. -Ehh, jak zwykle nic mi nie mówią, przecież ja tu tylko dowodzę... Odeszłam z szaleńczym uśmiechem na twarzy, jak zwykle po wygranej bitwie. 18... właśnie tylu orków straciło życie z mojej ręki. -I dobrze- mruknęłam- Wojenny Młot już nie będzie problemem. Była to już kolejna bitwa wygrana przez nocne elfy i ich sojuszników, chociaż straty okazały się większe niż przypuszczano. Broxos osobiście zabrał życie wielu elfom, które poźniej odwdzięczyły się tym samym. Właściwie to obiło mi się o uszy o jakiś bohaterskich dokonaniach pewnej grupy wojowników z Azeroth. -Yennefer, kim są Ci łowcy ? -Nie mam pojęcia, właśnie miałem Ci zaoferować, żebyś z nimi porozmawiała. -Dlaczego ja ? -Takie mam prawo- uśmiech pojawił się na ustach elfa. -Oczywiście...
-Witajcie, chcemy wam serdecznie podziękować za pomoc. Skąd pochodzicie ? Jedna z nich wstała, wysoka kapłanka, o dziwnych blado błekitnych oczach. -Witaj Puchatku. -Skąd ... ? -Nie istotne. Przybyliśmy tutaj przede wszystkim z Twojego powodu. Rozejrzałam się dookoła. Każdy z członków tej grupy miał bardzo charakterystyczne rysy twarzy, jakby wilcze. -Z mojego ? -Tak, jeżeli pragniesz zemsty na zabójcach swojej rodziny musisz podążać za nami. -Tutaj orków mam pod dostatkiem! -Tylko zaspokajasz swoją żądze krwi... My nauczymy Cię jak się nią cieszyć, zupełnie jak wilki. Dodatkowo będziesz miała okazji poznać swoja starsza siostrę... -Co ?!- serce zaczęło bić mi w szaleńczym tempie. -Wstań i podążaj za nami...
|
- Ciesz się szczęściarzu - odezwał się rudzielec przeciągając się ospale. Wyciągając ręce na boki począł ziewać, wtem szybko zastawił usta lewą dłonią. W końcu tak powinno być - nie każdy chciał oglądać jego wnętrzności podczas takiego obszernego ziewu. Wstał powoli, łagodnie uwalniając Miyako ze swoich objęć. Zarzucił grzywą do przodu, później do tyłu, aby włosy ułożyły się w nieprzeszkadzający sposób. W końcu były całe mokre odkąd zanurzył się w wodzie ślizgając się po dnie. - Ja ledwie pamiętam kim byłem, ledwie pamiętam twarze osób które znałem. Nie jestem pewien kim byłem w tej innej przeszłości, w innym życiu. Wiem tylko kim teraz się stałem.. Widzisz, teraz możesz zacząć na nowo. Teraz możesz nareszcie mieć siłę by coś zmienić. Możesz do czegoś, do kogoś wrócić. Ja nawet nie bardzo pamiętam kogo miałem... Jednak nie żałuję. Może i straciłem wszystko. Ale i wszystko zyskałem - rzekł rudzielec patrząc wysoko w niebo, poprzez mgłę starając się dostrzec gwiazdy, których i tak nie widział. Jednak mówiąc ostatnie słowa, "Ale i wszystko zyskałem", spojrzał w łagodnym uśmiechu w stronę jednej z dziewcząt. Tej którą jeszcze przed paroma sekundami obejmował, którą parę chwil temu namiętnie całował. Tuż po tym machnął ręką burząc wodę w Onsenie, jednocześnie chlapiąc wodą Drake'a, Rachel i wilka, który niedawno narobił mu niezłego stracha. Zrobił to tylko raz, bardziej towarzysko niż jak ze złośliwości. - A teraz komu w drogę, temu kopa... Ja i Miyako już się zbieramy, bo siedzimy tu dłuuugo! A co za dużo, to nie zdrowo... - powiedział unosząc dziewczynę na rękach, aby przenieść ją nad powierzchnią wody. Gdy zmierzał z nią ku chatce, gdy już wynurzał się powoli z gorących źródeł obrócił głowę w bok do nowych znajomych mówiąc: "Reszta wina jest Wasza, częstujcie się! Lampki też już Wasze. Do następnego moi mili! ". Rudzielec postawił kolejny krok kompletnie opuszczając ciepłą wodę, wtedy postawił dziewczynę na nogach uśmiechając się w jej stronę. Dał jej buziaczka w policzek, po czym wyszeptał: "Leć się przebrać! Ja pójdę zaraz po Tobie". Wciąż kapała z niego woda. Wziął zawieszony tuż przed chatką ręcznik i począł się wycierać, starannie czochrając włosy na głowie i czekając, aż jego dziewczyna się ubierze. Gdy tylko to zrobi wskakuje do chatki, szybko się ubiera, bo przecież nie pozwoli na siebie długo jej czekać! A następnie wychodzi, gotowy do opuszczenia tego miejsca. Ostatni raz wzdychając i machając w stronę Rachel i Drake'a.
[Jeżeli Miyako zt, Shen też zt - bierze ją pod rękę i opuszcza źródła Onsen]
|
Wizgacz gdy tylko się zorientował, że na pokładzie są szczury, ganiał za nimi dopóki wszystkich nie ubił. Jednego przyniósł Klarze, która wrzasnęła z obrzydzenia i poślizgnęła się na wymytej przez Szuraja podłodze. Latynos uśmiechnął się. -Tędy seńorina. Tam jest już sucho. -Dzięki... poradzę sobie. - Bestyjka wstała rozmasowywując sobie tyłeczek. Morze szumiało przyjaźnie. Prawie jak za pierwszym razem, gdy została "zaproszona" ma łajbę Terry'ego. Stare dzieje.
Klara pobiegła do kuchni wykładając się po drodze jeszcze dwa razy na pokład, gdyż zapomniała trzymać się burty wskazanej przez Bastiana. Wilk właśnie wychodził z jakimś jedzeniem.
-Co tam nam dziś ugotujesz? -Zobaczysz. Na pewno będzie mocne. -Znaczy się... smaczne? - ciekawiła się małolata. -Nie. Mocne. - odpowiedział uśmiechając się półgębkiem Jack. Na blacie leżało coś mokrego. Przed chwilą Wizgacz zostawił tam jakiś kawałek mięsa. Bestyjka wolała się nie zastanawiać czy Wilk z niego skorzysta przy następnej potrawie. Był zarówno niezrównanym kucharzem jak i niezrównoważonym.
Po kilkudziesięciu minutach nudy Bestyjka postanowiła przyłączyć się do grupki grających w kości niektórych piratów. Szuraj jak zwykle przegrywał i pewnie jak zwykle odejdzie z całą stawką. Mały spryciarz miał zawsze asa w.. chyba w nogawce, bo nie nosił nic z rękawami. Kunsztem ustępował tylko staremu wyjadaczowi Morganowi, ale ten zajęty był staniem przy sterach. Aktualnie wygrywał Marcel, więc Bestyjka miała komu kibicować. Połowa kosztowności z ładowni była już rozegrana i Kapitan, jak go zwano na pokładzie, podsunął Klarze jakieś ozdobne kolczyki, które przed chwilą wygrał.
Życie na statku toczyło się dawnym rytmem pirackich dni, brakowało tylko jakiegoś statku, który można by złupić na pełnym morzu. Ten zdobyty został podstępem, ale w piratach gotowała się krew do walki.. Bo jednak na wodzie to co innego...
|
Nikt się tobą nie zajmował. Pozostawiono cię samemu sobie, choć od czasu do czasu czułeś na sobie spojrzenia wikingów. Nie zakuli cię w kajdany, co nie oznaczało, że nie jesteś ich więźniem. Stąd prowadziły jedynie dwie drogi ucieczki, prosto w ramiona Hel, bądź do morskiego królestwa Njorda.. Wiatr dął silniej i byrding sunął gładko ku północy.
Ryger było osadą gdzie budowano dla Haralda najlepsze drakkary z potężnych jesionów. Mówili o tym twoi towarzysze podróży ... Teraz kiedy dojrzałeś pierwsze zabudowania osady, wyłaniające się z mgły, mogłeś zobaczyć na własne oczy, Mistrzów Drewna przy pracy. Krzątali się przy szkielecie drakkara. Rudobrody narzucił na plecy płaszcz, jednego z zamordowanych kupców, a jego ludzie postąpili podobnie. Z brzegu doszło was nawoływanie. Wiking odpowiedział szybko w swoim gardłowym języku. Mieszkaniec osady pomachał Rudobrodemu i odesłał stojącego koło siebie chłopaka. Ten pobiegł w kierunku największego z zabudowań w Ryger. Rudgraf odwrócił się ku swym wojom, a na jego ustach pojawił się bardzo nieprzyjemny uśmiech. -Dobra nasza. Pamiętajcie, spokój do zmroku. Mężczyźni odpowiedzieli mu podobnymi uśmiechami, wygłodniałych drapieżców, zamierzających ucztować dzisiejszego dnia nad trupami swych wrogów. Trzech z nich, zsunęło się po linie ku zimnej wodzie. Znaleźliście się na tyle blisko przystani tutejszej osady, e z łatwością mogłeś dostrzec szczegóły rzeźbień głównego kramu. -Bogowie wam sprzyjają!-Krzyknął, stary od brzegu.- Zaledwie wczoraj Aegir zatopił "Pożeracza wron", w Czarnej Otchłani. -Przebłagaliśmy jego córy, lecz nie obyło się bez strat, dobry człowieku! Wielu zacnych towarzyszy pochłonęło morze, wraz z połową załadunku.- Odparł Rudobrody ze swojego miejsca na byrdingu. -Córka Alfa ugości was w swym domu, jeżeli zechcecie jej uczynić ten honor. -Niech tak będzie! Rzekł Rudgraf, z uśmiechem na ustach przyjmując zaproszenie. Stary człowiek również się uśmiechnął, jak owca nieświadoma obecności wilka. Rudobrody ruszył w twym kierunku. -Pamiętaj kim jesteś, i do kogo należy twe życie, Uheldigu.
|
W 2001 roku, czterodniowe. Na Stogach, w klubie. Wiem, ludzie tyle nie żyją :)
Pamiętasz to:-)))): Gdzieś na granicy tego świata, dla prionów, hiv'a niedostępny, stoi drewniany, mały domek, niewielki może lecz przepiękny. W progu ptaszysko gości wita, uśmiechem szczerym samorodka (czasem przysypia, jest zajęty, lub też wyjść musi do... no wiecie:) Nie dalej niż o kroków siedem, niewielki lasek buczynowy, a i sznur Sosen widać tam oraz ten... krzaczek cytrynowy ;-) A tuż przed laskiem ważnym wielce co szumi ciągle swoje "heh", jest i barć co brać miód każe (tu wielki bartnik ma porządek - rząd Uli pod kreseczkę stoi), wśród kwiatów, owocowych drzew... Miodu nam tutaj nie zabraknie, "...a mleko?" - mnie dopadła myśl, "śmiech" krów z obory już dobiega - Dojarka umie pleść kawały, nie pali ich jak ten lebiega... Wejdźmy do środka (kto ciekawy), weranda, sionka, living room, a ludków mnóstwo ciągle gada, rozmów tu nieprzerwany szum. A u stropowej belki widzę misternie tkaną sieć pajęczą, na skrzypcach cicho ktoś tam zatnie, Radośnie Tekla Kleci matnię ;) Na ścianie obraz (jakby znany), taa, to słynna "Monia Lizak" pióra słynnego... (pamięć nie ta piórem to walczy wszak poeta). Radyjko przebój Queen już kończy, ślicznie Frediego DJ ścisza, i "bibi" Kinga zapowiada, potem o skokach wieść Małysza. W pokoju ciepło jest i jasno, w kominie ogień wileki płonie, przy klawiaturze marzną ręce, tutaj ogrzejesz sobie dłonie. A gdyby tak się dziwnie stało, że ognia nie ma czym podsycać, to spójrz przez okno podróżniku, tam już nad rzeczką głosy słychać, oto od Gdańska płynie koga, węglem wypchana po sam wierzch, sznurki kapitan sam pociąga, tubalny jego słychać śmiech, gdy spytasz go ile ton wiezie, ze śmiechem rzeknie tylko: Tonę. A gdy usłyszy co powiedział, na głowie włosy ma zJerzone. Grudniowy śnieg za oknem skrzy się, i gwiazdka pierwsza zaświeciła, dzwonek na szyi Rena wieści, przybyła już Persona miła. Czapkę czerwoną ma na głowie, (z ramienia spider patrzy srogi), worek ma duży, wszyscy krzyczą: zachodź nam, zachodź gościu drogi. Wśród dzieci skrzacik dokazuje, żakiecik maluch ma śliwkowy, Węgierka imię by jej brzmiało lecz na Madziarka je przekuję. Wpośród kolędy strofek trylu, ciszy się uczyniła chwilka, mordy się ludziom rozjasniły, zew nadchodzącego słychać Wilka :) Przepraszam bardzo, że nie wszystkich ująłem w nudnej wazelinie (i marian wie o kogo chodzi - masz bardzo... zbyt konkretne imię). A teraz uśmiech - kawę czuję, kawa najlepiej tu parzona, mistrzem ekspresu proszę państwa... tak, tak, nie powiem... sipmly... Ona
Krzysiek
No i szykuje właśnie małą niespodziankę:-)))
Pozdrowienia Jurek M
|
Miałam spotkanie z Einsteinem. Było trochę o molekułach, nanosekundach, reakcjach komórek mózgowych, ale najważniejsze było stwierdzenie: przeszłość i przysłość - to fikcja. A więc jesli komuś wyda się, że kiedyś mnie widział na tej grupie, to pewnie miał halucynacje. Einsteinowi można zaufać.
Ponieważ długie (+) -iki są uciążliwe, posłuchałam rady Uczonego, okno "może ktoś przeczyta" nie istnieje, tak jak nieskończoność jest nieosiągalna.
Żeby nie posądzono mnie tu o lenistwo, to ogłaszam, iż dzisiejszy dzień jestem "Krytykantem, albo Chwalcą)
Beeorn pokusił się przez chwilę, wesprzeć rycerskim ramieniem pewną Damę, z odległej okolicy. Oj Rycerzu, nie bądź błędnym, bo zniszczą cię kobiety. (To dobrze, że pocieszasz się u golibrody) * * * 1. Pomimo tłoku w izbie, usiedliśmy przy wspólnym stole, delektując się zapachem, jaki wydzielał się przez drzwiczki chlebowego pieca. Sześć świeżych bochnów, owiniętych w lniane płótna, czekało cierpliwie na swoją kolejkę. Siódmy leżał dumnie w plecionce na środku ławy, uśmiechając się do nas pęknięciami w zabrązowionej skórce." Tak bym to dopracowała?
2."Wykorzystując żar pieca matka piekła zająca" - taka praktyczność nikomu się nie spodoba w ładnym tekscie.
3."uczyniła znak krzyża nad chlebem i pozwoliła (wsiąść w ręce widelce), sama rwąc kawały bochna i dzieląc je między nas. -Zobacz znak krzyża kłóci się z widelcem, i,i powtarza się w jednym zdaniu.
4.Przez pierwszą chwilę słychać było jedynie trzaskanie gryzionych kości i strzelanie w gwałtownie przygryzanych szczękach." -Czytając, zastanawiałam się, co w mojej jamie gębowej, może tak trzaskać? Brak tu odniesienia, do psiej sfory, a poza tym, te zwroty są takie brzydkie?! Beeorn - słowa niczym kwiaty, rozwijają się, gdy dotykamy ich swymi myślami.
Podsumowanie: a/ Fabuła - jesteś pomysłowy, masz fantazję, powinieneś pisać b/ Styl - ach! jakże spodobało mi się to 1-wsze (Twoje) zdanie i wszystkie aforyzmy dodawane w oknach. Ale ponieważ pisanie traktujesz poważnie, to proszę, popracuj trochę.( a to oznacza-ćwicz nie tylko oczy, ale i ucho)
ps.Czy ja coś złego zrobiłam? Irena
--
"Wydanie książki w kilkunastu/kilkudziesięciu egz. kosztuje zaledwie kilkaset" Nie o to mi szło. Promowanie pisarzy znalazłam pod adresem Portalpisarzy.htm, tam ogłaszają konkursy.
Nastrojowy fragmencik!? "Nastrojowy, zaiste! Pół nocy nie zmrużyłem oka, bo Blues (mój oswojony wilk)patrzył na mnie tak jakoś dziwnie..." Mój ty Najmilejszy. Prześpij się w dzień. Upłynie trochę czasu, Blues zrozumie, że wszystko, co czyni jego Pan jest dobre. Czy Twój Blues chciałby nawiązać romans z Misyjną waderą?
strona 223... Obraz naszej Misji rysował się coraz wyraźniej. Niewiadomymi, były tylko zdarzenia, którym mieliśmy stawić czoło.
Jednak nawet tacy Herosi jak my, potrzebowali wypoczynku. Zmęczenie, jakie opanowało nasze ciała, zmącone myśli, zagubienie w chaosie zdarzeń, zmiażdżyło nas. Sen, w który zapadliśmy, trwał pełne dwie noce i dwa dni.
pozdrawiam Irena
-- Miss Greem smutnie rozmyśla: "przechylona nad umywalką. Wpatruję się w sufit".
Kiedy jest mi smutno, nigdy nie piszę. Wspinam się na 30 metrową brzozę i obcinam jej gałąź. Jeśli jest zima, schodzę do piwnicy, uruchamiam krajzegę i robię domek dla ptaków, albo półkę. Biegnę do sklepu kupuję (tani) cement i naprawiam spękane tynki ścian. Czasami piorę ( w pocie czoła) duży dywan. Że jestem kobietą? No, to co?!
będziesz usatysfakcjonowana i uwierzysz w siebie.
Aha? czy pamiętasz coś z Matmy o prędkościach 2-ch jadących obok siebie pociągach? Otóż tam tkwi sekret Młodości. ( im szybciej się poruszasz, tym wolniej się starzejesz - tylko nie pomyl kierunków!) podpisała kiedyś zafascynowana siatkówką Irena
-- Irena pochwaliła się nowym tekstem: "W tym samym momencie wilcza suka "
i ty chcesz być Krytykantem lub Chwalbą? - wrzasnął Ktoś. ja przepraszam, juz zajrzałam do encyklopedii - Wadera - to wilczyca żyjąca w dzikim stadzie. No, ostatecznie może być. - Zaakceptowal Ktoś.
-- Gdzie ten Gromek - :] =] :D =D - bez zmian ten sam.
Przecież, ja za niego odwalam Robotę?! (ale to tylko, ten jedyny raz)
|
| Tusk składał sprawozdania w KRS, tak ? Nie musiał. Tyle. Nie wiem jak Ty, ale ja nie fatuguję się z dostarczaniem nadmiarowych papierków, które nikomu nie będą potrzebne, kiedy wiem, że nie muszę ;] Ale jeśli będziesz miał takie życzenie, by koniecznie kompletować i dostarczać co roku sprawozdania finansowe swojego stowarzyszenia, to pewnie nie będą Cię przeganiać widłami :]
Ja obstawiam, że musiał składać sprawozdania Nie podejrzewam Tuska jakoby zrobił to z nudów :-) | Więc w czym widzisz problem ? W tekscie który przytoczyłem | autor powołuje się na te sprawozdania. W tym, że Ty, stawiając swoją tezę o niewywiązywaniu się DG ze zobowiązań statutowych, powołujesz się na to, że znalazł tylko jedno.
Ja przytoczyłem tylko tekst jakiegos gościa który wypunktował "zasługi" Tuska w zakresie pomocy dzieciaczkom niepełnosprawnym. | Ty zdaje się twierdzisz, że nie miał takiego obowiązku /składać sprawozdań/ | Tak ? /me bierze najostrzejszy skalpel z podręcznego zestawu, w jej uśmiechu pojawia się ledwo widoczny cień szaleństwa i tako rzecze:
Dawaj ten łeb!
Spokojnie proszę :-) | Jak przyjade do Trójmiasta masz u mnie wszechstronne szkolenie gratis :-) | Do Trójmiasta trochę mi daleko... z czego szkolisz | To może Poznań ? Albo Wrocław ? :-) | Wybieram sie w najbliższych dniach. | Zakres szkolenia ustalimy :-) W ciemno się nie zapisuję, wymień kwalifikacje :
Jeszcze chwila i anuluje moją propozycje ! Nie muszę, mnie Donald Tusk nie ekscytuje. Ale jakbyś się wybrał, będąc w Gdańsku, to chętnie pooglądam :]
Bo to mało ciekawa postać, prawdziwą kariere mógł by zrobić grając wilka w sztuce teatralnej "Czerwony Kapturek" | Z tego mogą i powinny wypływać dalsze wnioski, że jest to dupa a nie | menadżer | i nie daj Boże aby tacy mieli wpływ i dojście do kasy państwowej. | Całkiem możliwe, jeśli on rzeczywiście za dobrą kondycję organizacji | odpowiadał. | Noooo PiS raczej nie odpowiadał za działalność fundacji Tuska :-) Tę sprawę znam przede wszystkim z artykułu, który przytoczyłeś i paru notatek prasowych, so... Ale skoro już poruszasz taki aspekt, to cholera ich wie. Byłam parę razy świadkiem takich cyrków i wiem, że są sposoby na to by "lojalna" wobec nieodpowiedniej osoby administracja, w nieodpowiednim mieście, w nieodpowiednich czasach, zatruła komuś życie. A to - przedłużając czas rozpatrzenia, a to radoścnie interpretując na niekorzyść, a to "gubiąc" cokolwiek. Ponieważ taka krecia partyzantka jest charakterystyczna dla działań PiSu, wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby ktoś po wyborach postawił tezę, że ta upadłość to wynik działania urzędników.
No i wychodzi że to wina PiSu który pozbawił Tuska funduszy w początku tego wieku jak przegra najbliższe wybory też będzie wina PiS :-) Gratuluje !
|
| Więc w czym widzisz problem ? W tekscie który przytoczyłem | autor powołuje się na te sprawozdania. | W tym, że Ty, stawiając swoją tezę o niewywiązywaniu się DG ze | zobowiązań statutowych, powołujesz się na to, że znalazł tylko jedno. Ja przytoczyłem tylko tekst jakiegos gościa który wypunktował "zasługi" Tuska w zakresie pomocy dzieciaczkom niepełnosprawnym.
W takim razie zabrał się za research od dupy strony. I taki właśnie wyszedł mu artykuł ;] Fundacje i tak mają obowiązek udostępniać coroczne sprawozdania ze swojej działalności, więc mógł po prostu poprosić. Ciekawe czemu nie wspomina o tym, czy to zrobił? Może zrobił, ale wtedy nie byłoby niusa? | Ty zdaje się twierdzisz, że nie miał takiego obowiązku /składać sprawozdań/ | Tak ? | /me bierze najostrzejszy skalpel z podręcznego zestawu, w jej uśmiechu | pojawia się ledwo widoczny cień szaleństwa i tako rzecze: | Dawaj ten łeb! Spokojnie proszę :-)
Jestem spokojna. Grawerowanie wymaga spokoju : | | Jak przyjade do Trójmiasta masz u mnie wszechstronne szkolenie gratis :-) | | Do Trójmiasta trochę mi daleko... z czego szkolisz | To może Poznań ? Albo Wrocław ? :-) | Wybieram sie w najbliższych dniach. | Zakres szkolenia ustalimy :-) | W ciemno się nie zapisuję, wymień kwalifikacje : Jeszcze chwila i anuluje moją propozycje !
Trudno, kota w worku nie kupię : | Nie muszę, mnie Donald Tusk nie ekscytuje. Ale jakbyś się wybrał, będąc | w Gdańsku, to chętnie pooglądam :] Bo to mało ciekawa postać, prawdziwą kariere mógł by zrobić grając wilka w sztuce teatralnej "Czerwony Kapturek"
Prawda, nie jest. W przeciwieństwie do takiego Otello - Kaczyńskiego ; | | Z tego mogą i powinny wypływać dalsze wnioski, że jest to dupa a nie | | menadżer | | i nie daj Boże aby tacy mieli wpływ i dojście do kasy państwowej. | | Całkiem możliwe, jeśli on rzeczywiście za dobrą kondycję organizacji | | odpowiadał. | Noooo PiS raczej nie odpowiadał za działalność fundacji Tuska :-) | Tę sprawę znam przede wszystkim z artykułu, który przytoczyłeś i paru | notatek prasowych, so... Ale skoro już poruszasz taki aspekt, to cholera | ich wie. Byłam parę razy świadkiem takich cyrków i wiem, że są sposoby | na to by "lojalna" wobec nieodpowiedniej osoby administracja, w | nieodpowiednim mieście, w nieodpowiednich czasach, zatruła komuś życie. | A to - przedłużając czas rozpatrzenia, a to radoścnie interpretując na | niekorzyść, a to "gubiąc" cokolwiek. Ponieważ taka krecia partyzantka | jest charakterystyczna dla działań PiSu, wcale by mnie nie zdziwiło, | gdyby ktoś po wyborach postawił tezę, że ta upadłość to wynik działania | urzędników. No i wychodzi że to wina PiSu który pozbawił Tuska funduszy w początku tego wieku
Wiesz coś więcej na temat tego, dlaczego DG stał się niewypłacalny? Bo ja nie. Pozdrawiam Iff
|
Katowic i małych polskich miasteczek.
[...] Za dobrze na pisane, za dobrze :). A przecież nie było tak różowo, jak to z relacji Joanny wynika. Krysia za bardzo pracowała - i jeśli jej trud spróbować ująć w postaci klasycznego porównania metaforycznego - to była jak Syzyf, któremu udało się ów kamień na górę wtoczyć z gracją leśnej nimfy. Pozostając w basenie Morza Śródziemnego - As niczym Charon (tyle że bezpłatnie) prowadził nas - lub raczej kluczył - uliczkami Zgorzelca. I niczym Hermes zapewniał stałą komunikację desantu z resztą php. (Pani recepcjonistka twierdziła, że widziała u niego w niebieskiej torbie sandały ze skrzydełkami). A macierzanka? Ciągle śpiewała te góralskie (czy górskie) pieśni. Tuż po wyjeździe ze Zgorzelca znalazłem na stronie www.uwagagrozizawaleniem.pl wynik ekspertyzy budowlanej przeprowadzonej 26 października 2002 roku, przedmiotem której był Dom Kultury w Zgorzelcu. Pozwólcie, że zacytuję wyimek: "Z powodu publicznego wykonania piosenki przez jedną z uczestniczek XI NSL na schodach tego budynku uszkodzona została konstrukcja nośna obiektu. Zaleca się więc natychmiastową ewakuację" (Krysiu zrób coś z tym!!! Nie mogę się tam dodzwonić). Wracając do śpiewów - Fundacja na Rzecz Dbania o Czystość Kultury Urkaińskiej poda w poniedziałek do sądu niejakiego rahna za to, że wprowadził - bez uzgodnienia z Fundacją - do ludowej piosenki ukraińskiej refren, którego nawet nie śmiem zacytować (było coś tam, że "tekstu", że "zapomniałem"). Aby urwać na chwilę wątek muzyczny w tej relacji wspomnę jeszcze o wybrykach Magdaleny: zaśpiewała tak pięknie trzy pieśni morawskie, że cały desant popadł w zbiorową melancholię, nie chciał jeść krakersów, a część z uczestników spotkania w motelu (bez przekonania) stwierdziła, że życie przecież nie może byc takie smutne [nikt im nie uwierzył, nawet sami sobie nie uwierzyli]. Wilk bez przerwy ratował sytuację, która co chwila traciła przytomność. Tak naprawdę to tylko dzięki jego wypowiedziom na temat php możemy wrócić na grupę z podniesionym czołem. Kasiakam cały czas drażniła sprzęt nagłośnieniowy mikrofonem - a on co chwila, cichutko robił tak: uuu, uuu. A jej radosny, promienny uśmiech drażnił wszystkich desantowców i zamiast skupić się na czytaniu -dukaliśmy te erotyki, jak dzieci z zerówki. Wiersz elki-one, jak zwykle zresztą, zrobił dużo zamieszania. Panowie profesorowie gorączkowo zaczęli dopytywać się o inspirację przez co całe spotkanie niepotrzebnie się przedłużyło. Ale najgorszy był Heniu. Brał wszystko co popadło (mówię o nagrodach). No nie miał litości. A przecież część z desantowiczów jechało taki kawał drogi. I po co? Każdy z nas marzył, żeby chociaż ten konkurs na erotyk wygrać. Nie! Nie ustąpił. Ten też wygrał. [Jeśli Heniu ma stanowić punkt kulminacyjny tej relacji - a całość została starannie ułożona zgodnie z konstrukcją celubi, znaną już od dawna, zwłaszcza w starożytnej literaturze kulinarnej i grillowej - musimy wrócić, z niejaką przykrością, do muzyki]. ELMO raczył nas szantami, a robił to tak sugestywnie, że - będąc w łazience tuż obok - wychlapałem całą wodę z brodzika, w której utonął pluskwiak, naśladując rękami rytmiczne ruchy wioseł. Później, zamiast iść spać - musiałem sprzątać w łazience. Jego wiersz "sznurki" także stał się przyczyną kompletnie niepotrzebnych rozmów kuluarowych. Spacja-lista Jan Kalina spędził większość czasu poza granicami naszego kraju. I miał rację. Gdybym wziął paszport zrobiłbym to samo (bo wstydu najadłem się sporo, zwłaszcza wtedy, gdy Magdalena uderzyła boleśnie piłką pewnego przechodnia grzecznie spacerującego sobie po zgorzeleckich uliczkach). No a simon. Niby udzielał wyczerpujących odpowiedzi koleżance prowadzącej Krysi, ale później zamilkł - ni stąd ni zowąd - i pogrążył się w kontemplacji. Na koniec Joanna, autorka reportażu ze spotkań. Wprowadziła niepotrzebnie niepokojący element cyklistyczny do rozważań na temat potrzeby snu o piątej nad ranem. Poza tym jej ciepła osobowość rozkleiła do reszty desantowców, którzy większą część czasu spędzali nad kontemplowaniem tego stanu błogości zamiast wziąć się konkretnie do roboty i np. pozbierać liście wokół Technikum Górniczo-Hutniczego w Zgorzelcu.
I oto cała brutalna prawda o desancie, bez żadnego słodzenia i ukrywania bolesnych faktów. Dodam na koniec, że wpisano nas na czarną listę Związku Moteli dla Sportowców - więc wybijcie sobie z głowy, o poeci i pisarze, że kiedykolwiek spokojnie będzieci mogli przenocować w takim miejscu.
Joanna
Pozdrawiam, Telik.
|
-- | [...] bądź znów jak lampion | z japońskiej bibuły, rozpięty czule na kruchym szkielecie. | zalej nas żółtym światłem. [...]
| ------------------- | MAG
Jest to drugi na php przyklad adaptacji (swiadomej lub nie, oraz niedoslownej) z tego samego miejsca, tego samego, pieknego wiersza Poloniki, ktory dala na php w 1999 (a z ogonkami sprezentowalem go ponownie w 2002), [zadrżałam w cieniu wachlarza]:
[...]
zaraz potem umarłam w zapachu goździków i cynamonu w porozumieniu głosu i palców w czułości rozpiętej na wrzecionie żeber
[...]
Polonika, 1999
Natykalem sie na zapozyczenia od Poloniki na php kilka razy. Przy okazji, tak jak przy tlumaczeniach, mozna studiowac przepasc, ktora dzieli niesamowita poezje Poloniki od poezji "dobrej".
caly, pouczajacy esej, choc chodzi tylko o kilka linijek.
====== Wlodek
Poslalem utwor Polonik na php w 2002 nieprzypadkowo, jako cicha odpowiedz na pokazanie sie dzien wczesniej utworu kasiakam, w ktorym motyw z wiersza Poloniki wystapil w znacznie biedniejszej artystycznie postaci. Gdyby odpowiednie urywki wyizolowac, to podobienstwo byloby dosyc odlegle. Jednak i w oryginalnym utworze Poloniki i w pozniejszym kasiakam wystepowal lęk/strach, wzmacniajac efekt echa. Przytocze oba wiersze w calosci: ==== * * *
zadrżałam w cieniu wachlarza
nie pozwolić się spostrzec
leżący na drodze kamyk potoczył się w moim kierunku
przypadek był mi bratem anioł stróż stanął za mną bezlitośnie
zaraz potem umarłam w zapachu goździków i cynamonu w porozumieniu głosu i palców w czułości rozpiętej na wrzecionie żeber
gestem od niechcenia przywołałam uśmiech zatrzasnęłam bramy przed zwątpieniem
wieczorami przechadzałam się pod łukami lęku pod sklepieniem gniewu
czasem w pół drogi stawały zmęczone konie porzucałam powóz gałęzie ostrokrzewu raniły moje suknie
walczyłam o kości i o skórę i o drobny równy rytm pulsu
i cóż kielich wina za zdrowie za szczęście za długie lata mego życia
czas zastyga w strzelistą kodę
Polonika
Edmonton, listopad 1999
======
będziesz
spod łupiny rudawego blasku wyłuskałam twoje ramiona dla dłoni zachłannych jak usta nieostrożnych milczących
rozpędzona do granicy strachu w białej sieci bioder kołysałam falę tłumioną wbrew woli gwałtowną
rozumiałam to nie jest ta noc nie chcę zgasić twojego pragnienia chociaż chwytasz się ziarenek piasku na ułamek przed kolejnym obrotem
będziesz szukał mnie w każdej kobiecie będziesz kluczył jak wilk oślepiony zawsze głodny i zawsze w pogoni będziesz szukał mnie w każdej kobiecie
KasiaKam
================== Zacytowal,
Wlodek
|
Północ. Facet spotyka napitego w trzy dupy kolegę. - Skąd wracasz Zdzichu ? - pyta - Z wesela kumpla. - I co, fajnie było ? - Fajnie. Nawalili się wszyscy w ciągu godziny do tego stopnia, że zaczęliśmy się rzucać sałatkami. Potem pan młody przy wszystkich wyru**ał pannę młodą, później wszystkie chłopy ją też przelecieli przy panu młodym. Pan młody się wku**ił i zaczął rąbać trzy baby na raz na oczach panny młodej. - O w mordę ale impreza - woła kolega - I co dalej ? - Nie wiem, bo zaczął się już burdel robić więc wyszedłem.....
Pociąg Intercity pędzący gdzieś przez "zacofaną" Lubelszczyznę. Do kibelka w celach "higienicznych" wchodzi młoda kobieta. Zmienia podpaskę i rozgląda się za koszem, przeznaczonym na takie sytuacje ale nigdzie go nie znajduje.Aby nie spowodować zapchania muszli klozetowej, z pewnym zawstydzeniem otwiera okno i wyrzuca przez nie "starą" podpaskę. . . . Na stacji w Motyczu oczekując na jedyny pociąg, który się tu zatrzymuje, stoi zarośnięty facet i czyta "Chłopską drogę". Nagle z pędzącego Intercity wypada jakiś przedmiot i ląduje mu na twarzy. Facet bierze go w rękę, ogląda i mówi półgłosem: - Ku*wa, niby wata a ryja nieżle mi rozwaliło....
Dawno, dawno temu żył wilk. Idzie sobie ten wilk po pustyni. Nagle patrzy, a tu bańka. A na niej napis: ‘Wazelina. Posmaruj d*pę’. - Taa... – mruknął wilk i poszedł. A tu wyskoczył niedźwiedź i dawaj go d*mać w d*pę. Wygrzechotał go solidnie i uciekł. Idzie wilk obolały, wszystko go z tyłu piecze. Patrzy, a tu bańka. A na niej napis: ‘Wazelina. Posmaruj łapy’. - Kurde, posmaruję, bo peknę chyba... – zamruczał i posmarował. A tu wyskoczył niedźwiedź i dawaj go d*mać w mordę. - Kurfaaaa.... – zawył wilk i tylko patrzył, jak łapki ślizgają mu się po niedźwiedzim ch*ju.
Orgia. Parki, trójkąty, wielokąty dupczą się w najlepsze. Układy, rozkłady, podkłady... Tylko jeden koleś siedzi i bije się pasem po plecach. - Masochista? - pytają kolesia. - Nie, sadysta. Onanizuję się!
Chłopak z dziewoją w samochodzie: - Kurczę pieczone, Adela, całe życie chciałem, żeby mi ktoś zrobił loda w jadącym aucie. Zrób... - Nie. - No, proszę... - NIE! - A czemu nie chcesz? - Czemu?! Zdaj prawko! Póki ja prowadzę, żadnych lodzików!
Kłócą się dwaj górale. - Jontek - krzyczy jeden - Ja twoją córkę ruc*ałem - No i co z tego ? - flegmatycznie odpowiada drugi - Twoją matkę też ruc*ałem. - No to co ? - Twoją babkę ruc*ałem - Na zdrowie - ?,?,? - Ty wiesz co ?.... Ja sobie twój kapelusz na chu*a wieszałem. - Ożesz ty skur***nu !!!!
Zjeżdżały dziewczynki z 6 klasy gimnazjum po poręczach w bloku. Na półpiętrze – między 4 i 3 kondygnacją – wystawał gwozdek. Więc Leokadia rozdarła sobie c*pę. Biegnie do ginekologa. Przyjęła ją kobieta-lekarz, na oko tuż po 40-stce. W okularach. - Pani doktor, co robić? Krew mnie zalewa... – krzyczy od progu Leokadia. - Trza zaszyć, dziewczynko. Jakiej średnicy mam dziurkę zostawić? - Hmm... No... Taką, jak u pani. - Aaaa... A to idź se dziecko jeszcze pozjeżdżaj po tej poręczy......
Wędruje Czukcza tajgą, wędruje, markotny jakiś, poirytowany - aż się zwierzęta dziwują. Nie zwraca uwagi ani na łasice, ani na renifery, na dorodne sobole i pieśce nawet okiem nie rzuci. Snuje się tak parę dni aż wreszcie któregoś ranka nagle staje naprzeciw niego ogromna, kudłata, rozzłoszczona niedźwiedzica. Głuchy pomruk dobywa się z głębi ogromnego cielska, ślina kapie jej z pyska a ogromne pazury gotowe są w mgnieniu oka rozszarpać każdego kto się zbliży. Czukcza stoi i uśmiecha się. Nareszcie. Powoli ściąga z pleców strzelbę i odrzuca ją w krzaki. Przez chwilę waży w dłoni swój myśliwski nóż, namyśla się lecz i ten ostrożnie odkłada. Podchodzi coraz bliżej... - Taaak... dziesiątki zajęcy i lisów, niezliczone sarny, renifery i łosie, a także parę wilków... wszystko już było. Ale z tobą to dopiero będzie zabawa - mamrocze Czukcza odpinając rozporek...
Ogłoszenie matrymonialne: Atrakcyjna brunetka z kulturalnej rodziny z dwoma fakultetami pozna pana kochającego sztukę, znającego filozofię Kanta i Nietschego, potrafiącego wykryć nieścisłości w teori Einsteina.
PS. Tylko szybciutko, bo bzykać się chce, aż strach.
|
Dalsza część tej opowieści odgrywa się w głowie Wacława. Właściwie w tym momencie w jego głowie dzieje się mnóstwo dziwnych i niezrozumiałych dla niego procesów. Właśnie przypomniał sobie kawałek życia, który z trudem i jak widać nieskutecznie starał się zapomnieć. Patrzył na swoje drżące dłonie to z podziwem to z odrazą. Wszystko mieszało się i była to jedna z tych chwil, kiedy to niezależnie od tego, co się za chwilę stanie wiesz, ze nie będzie już nigdy tak jak było. Tkwił gdzieś głęboko w sobie próbując nawet nie opanować, nie kontrolować, ale choćby nazwać rzeczy, które z nim i w nim się działy. Poczuł straszliwą potrzebę żeby, choć na chwile doświadczyć czy zobaczyć coś normalnego, własnego. Pierwsze co przyszło mu do głowy to Dominik. Oczywiście definiowanie kuzyna jako rzeczy normalnej wymagało odrobiny szeroko pojętego abstrakcyjnego myślenia jednak Wacław uczepił się tej myśli i w wokół zaczął szukać wzrokiem Dominika. Stał tam pośrodku otoczony przez stado dzieciaków celujących w niego przeróżnym żelastwem. W tym momencie stojący obok niego miszcz Marian patrząc mu w oczy spode łba kazał dzieciakom zabić Dominika i wyszedł trzaskając drzwiami. Dwójka doskoczyła do Dominika próbując uderzyć go długimi cepami po nogach. Ciął ich lekko po dłoniach wyczuwając kierunek uderzenia. Dzieciaki opuściły cepy i odskoczyły trzymając się za krwawiące dłonie. W tym czasie od tyłu zaszedł go szczeniak z widłami. Dominik zauważył go kątem oka i wyrzucił drzewiec kosy pod pachę do tyłu. Uderzył go prosto w czoło. Tamten odrzucił broń i chwycił się za głowę. Sekundę później ktoś bosą nogą wlazł na widły i z rykiem padł na ziemię. Na chwile zapanował chaos i Dominikowi udało się ich odpędzić zataczając młynek kosą. Poczuł ból i po chwili zauważył, że krwawi z lewego uda. Rozejrzał się po tłumie i zauważył wrednie uśmiechniętego, szczerbatego gnojka z zakrwawionym nożem. Wiedział, że za długo to nie potrwa. Noga krwawiła paskudnie i jak stado wilków pewnie po prostu go wykrwawią
Wydawało się ze tak będzie, bo tylnie rzędy już opuściły broń i po prostu patrzyły. - Dobra, dość!!! głos Wacława był pewny i głośny choć dało się w nim wyczuć niepokój. Wszyscy odwrócili się w jego stronę: Stał ze solidnym toporem w dłoniach oparty o jeden z drewnianych filarów. - Dość gnoje!! Rzucić to barachło na ziemie i wypierdzielać!!! Nie było odpowiedzi tylko dość paskudne chichoty. - Teraz jest was dwóch na trzydziestu odezwał się ten, z którym Wacław walczył miszcz nie kazali cie zabić, ale dupy skopać nie zabronili
- Nikt nikomu dupy nie skopie Wacław wydawał się pewny siebie. Podniósł młot w góre i z całej siły walnął w belke, o którą się opierał. Budynek zadrżał a ze starej powały opadł deszcz kurzu, kawałków spróchniałego drewna i wszelkiego badziewia. Wacław walnął jeszcze raz i sufit zazgrzytał paskudnie. - jeszcze raz i wszystko szlak trafi Wacław pokazał im palcem pozostałe trzy podpory wszystko popróchniałe i stare. Walnę a cały dach poleci nam na łby. Wszystkich diabli wezmą. Szach kurwa mat. Dzieciaki wyglądały na zagubione. Nieszczególnie uśmiechało im się ginąć i wyglądało na to że potrzebowali kogoś kto za nich podejmie decyzję. - chodź tu warknął Wacław do Dominika. Tamten przepchnął się szybko przez wpatrzony to w sufit to w młot Wacława tłum dzieciaków. - przepraszam, przepraszam mruczał przy tym głupawo. Wacław wyszarpnął z kieszeni zwój sznurka i podał do kuzynowi: - Zawiąż na słupie Dominik domyślając się, o co chodzi zawiązał go i obaj powoli ruszyli w stronę drzwi - Rzucę w każdego, kto będzie chciał doskoczyć i przeciąć sznur wydarł się Dominik podnosząc kosę do rzutu. Wyskoczyli z budynku i młotem zablokowali drzwi. - Powiedz mi że tam nie ma drugich drzwi
- wymamrotał Dominik Wacław nie zdążył odpowiedzieć, bo z tyłu dobiegło ich chrząknięcie. Na śniegu z tyłu siedział: Marian, Duży i trzy dziewczynki z ławki. Jedli kiełbasę. - Czemu to trwało tak długo? miszcz zaprosił ich gestem dłoni do siebie - Mam nadzieje ze nikomu nie zrobiliście krzywdy
Kuzyni spojrzeli na siebie niepewnie. Nie wiedzieli już zupełnie co robić. Wewnątrz budynku ucichło i tylko po dźwięku tuptania w oddali domyślili się ze smutkiem ze jednak było drugie wyjście. Zrezygnowani ruszyli w stronę miszcza. - weźcie kawałek wymamrotał Marian z pełnymi ustami i cisnął w powietrze spory kawał kiełbachy. Pęto zatoczyło łuk i wbiło się pionowo w śnieg przed stopami Dominika. - nie, dziękuję
. mruknął ten niepewnie. - Jedz! Dobra kiełbasa. Pewna znajoma świnia oddała za nią życie
- zarechotał Duży.
|
Już po chwili rozmowy Wacław wyczuł że cos jest nie tak. Gość był zbyt spokojny, wygladał na zadowolonego i próbował kontrolować rozmowę. Sam Wacław nie miał pojecia czemu tusą ale posłusznie podążał za Drzazgą. Skoro nie mieli się pokazywać między ludzmi. Skoro mieli być niewidoczni, nieistnień
po jaką cholerę odbierają sami kasę. Przypomniał sobie rozmowę z Drzazga kilka dni wcześniej opowieści o przelewach, lewych kontach i podstawianych ludziach. I po tych bajkach sami przychodzą do faceta, którego szantażują? Dworek robił wrażenie. Przepych, żyrandole, wazy, misy duperele. Gość siedział rozparty w fotelu i uśmiechał się wrednie słuchając spokojnej propozycji Drzazgi. Sama w sobie rozmowa była dla Wacława nudna. Zwykła wymiana informacji i zważywszy na warunki naturalne było to, że facet czuł się swobodnie. Parciak słuchał jednym uchem rozglądając się wokół. Czuł się nieswojo i coś mu mówiło, żeby nie dać się wciągnąć w rozmowę. Wiercił się na krześle głupawo co i raz uspakajając zaniepokojonego tym gospodarza uśmiechami. Coś było nie tak. Czuł się jak w sarapackiej oborze nim ktoś do niej wszedł. Do salonu prowadziły 2 pary solidnych, podwójnych drzwi. Wacław czuł że pokój się zmniejsza i prawie fizycznie czuł siłę jaka napiera od zewnątrz na drzwi. Spojrzał zdziwiony na drzazgę, który potwierdzająco pokiwał głową. Zagrywał wargi i był jakiś inny. Tak jakby właśnie miało się zacząć coś na co czekał i po co tu przyszedł.
I tak to się zaczęło. Gospodarz zaniepokojony tym co się działo nie wytrzymał i zawołał tych, którzy stali przy drzwiach . ale nim głos ucichł a tamci wpadli do środka, Drzazga i Wacław byli już przy drzwiach. Pierwszego Drzazga ciął przez pierś i kopnięciem rzucił na dwóch za niego. Dopadł kotłującej się kupy ciał i nim wstali dżgnął każdego sztyletem w gardło. Szybko i celnie. Nim krew zaczeła tryskac odwrócił się i pognał w stronę Wacława. Ten stał otoczony przez trzech. Drzazga zatrzymał się w pół drogi i patrzył, kątem oka obserwując właściciela , który nerwowo szukał czegoś po szufladach biurka. Wacław sprawnie i pewnie unikał uderzeń samemu uderzając mocno, ale nie dość silnie żeby zabić. Drzazga się skrzywił. Takie i to szkolenie sarapackie, bez kosy nie dadzą rady. - Nie mamy czasu warknął i wpadł między nich. Nóż zatańczył i padli. Odepchnął Wacława i spojrzał na nich zimno jeden zaczął sięgać za pazuchę. - Teraz troche za późno idioto warknął dobijając go. W tym momencie gospodarz wyszarpał w końcu pistolet i telepiac się skierował go w stronę Drzazgi. Ten spojrzał na Wacława, który gapił się pobladły to na zaścielające pokój trupy to na Drzazgę. Patrzyli sobie w oczy i Wacław dojrzewał. Szybko i paskudnie. Teraz rozumiał czym jest wilk. Teraz widział utaplanego krwią wilka po łowach. Ani szczęśliwego, ani nieszczęśliwego, ani dobrego ani złego po prostu wilka. Padł strzał i Drzazgą zarzuciło nie przestał jednak patrzeć w oczy młodego. Aż upewnił się ze tamten zrozumiał . potem odwrócił się i rzucił sztyletem w tamtego. Zabrali z willi co się dało, trochę gotówki, przejrzeli portfele tamtych i wytarli ślady. Znaleźli ukryty samochód i odjechali. Po godzinie Drzazga zatrzymał się w zagajniku, zjeżdżając z głównej drogi. Wysiadł i wytarł zakrwawione dłonie w śnieg. Potem rozpiął koszulę i przemył śniegiem ranę w boku. Z bagażnika wyjął apteczkę i opatrzył bok. Przez cały ten czas Wacław siedział w wozie myśląc o swoim życiu i tym co się z nim przez ostatnie miesiące stało. O tym, co widział i w czym brał udział przed chwilą. O niby zabójstwach i prawdziwej krwi na rękach o kierowniczce Zusu i rzężącej kupie umierających w miejscu skąd jechali. Sarapaty zabrały mu wiele i zabiły go po trochu, ale to co widziałteraz zabrało mu całą resztę - Ne mamy już po co wracać do miasta powiedział Drzazga wsiadając do wozu będą nas szukać. Mamy już pieniądze czas jechać do Sarapat. cdn
a ja i tak poprosze o komentarze
|
- Jaka powinna być idealna kobieta? - Porządna i wstydliwa. - A dlaczego?! - Żeby się porządnie rżnąć i wstydzić się odmówić.
___________ Młode małżenstwo u ginekologa dowiaduje się, że będą mieli dziecko. Młody żonkos pyta: - Panie doktorze a jak z "tymi" sprawami w czasie ciąży można czy nie? Lekarz: - W pierwszym trymestrze można bez obaw, normalnie po bożemu, w drugim trymestrze proponuje na pieska - od tyłu bo bezpiecznie dla przyszłej mamusi, a w trzecim trymestrze to tylko i wyłącznie na wilka. - A można wiedzieć panie doktorze jak to jest na wilka? - Leżysz pan koło nory i wyjesz! __________
Facet siedzi w barze, podchodzi do niego nieznajomy i pyta: - Gdybyś obudził się w lesie z podrapanym i wysmarowanym wazeliną tyłkiem, powiedziałbyś komuś? - Ależ nie - odpowiada facet. Nieznajomy dalej pyta: - Gdybyś zauważył, że masz w swoim tyłku zużytą prezerwatywę, powiedziałbyś komuś? - Jasne, że nie - odpowiada facet. - Chcesz jechać na kemping? - pyta się nieznajomy. __________
Pewna kobitka miała problem z mężem - strasznie bidulek chrapał, co nie pozwalało jej się w nocy wyspać. Chodzili po lekarzach, specjalistach...nic. Pewnego dnia spotkała sąsiadkę i gdy jej opowiedziała o problemie, ta zaproponowała jej wizytę u pewnej znachorki, która ponoć wszystkie przypadłości leczyć umie. Kobita leci pod wskazany adres, przedstawia sytuację, ta chwilę się zastanawia i mówi: - Jak stary zacznie chrapać, to niech paniusia mu nogi rozszerzy. Kobita się wkurzyła, opieprzyła znachorkę, że naiwnych ludzi tylko naciągać umie i że złamanego grosza jej nie da i poleciała do chaty. W nocy ta sama historia...stary piłuje już drugą godzinę...kobitka myśli sobie: "Ehh...spróbuję tak zrobić, jak znachorka mówiła..". Rozszerza staremu nogi i.... cisza...Następnego dnia leci z samego rana do znachorki... przeprosiny... bombonierka... podwójne honorarium... Oczywiście ciekawość nie dawała jej spokoju więc pyta: - Pani...ale na czym polega ten trick z tymi nogami?! Znachorka: - Moja droga... zasada jest prosta - rozszerza Pani nogi, worek spada na dziurę i cugu ni ma... __________
Pan młody wchodzi do kościoła i zajmuje swoje miejsce tuż przy ołtarzu. Siedzący za nim drużba zauważa na jego twarzy ogromy uśmiech. - Co się stało kolego? Wiem, że cieszysz się że zaraz weźmiesz ślub ale wyglądasz taki szczęśliwy i jakiś nawet podniecony... Pan młody odpowiada: - Jak tu nie być szczęśliwy...przed chwilą miałem najlepsze obciąganko w życiu, a zrobiła je kobieta, z którą zaraz się żenię. Po chwili do kościoła wchodzi panna młoda uśmiechnięta i widocznie szczęśliwa. - O co chodzi? Nie wiedziałam że tak bardzo się cieszysz z tego ślubu - pyta zdziwiona druhna. - Jak tu się nie cieszyć.... właśnie przed chwilą zrobiłam ostatniego loda w życiu! ___________
Pewna kobieta wpadła na pomysł żeby kupić mężowi na urodziny zwierzątko. Udała się w tym celu do sklepu zoologicznego. Wszystkie fajne zwierzaki były niestety dla niej za drogie. Zrezygnowana pyta się sprzedawcy: - Macie tu jakieś tańsze zwierzaki? - Z tańszych mamy tylko żabę po 50 zł. - 50 zł za żabę?! Dlaczego tak drogo? - Bo ta żaba to, proszę pani, jest całkiem wyjątkowa.. Ona potrafi świetnie robić laskę! Kobieta nie zastanawiając się długo kupiła żabę, licząc że ta ją wyręczy w tej nieprzyjemnej dla niej czynności. Gdy nadszedł dzień urodzin kobieta wręczyła żabę mężowi i opowiedziała mu o jej niesamowitych zdolnościach. Facet był nieco sceptyczny, ale postanowił swój prezent wypróbować jeszcze tego samego wieczora. Grubo po północy żonę obudziły dziwne dźwięki dochodzące z kuchni. Wstała i poszła sprawdzić co tam się dzieje. Gdy weszła do kuchni zobaczyła męża i żabę przeglądających książkę kucharską. Wokół nich porozstawiane były przeróżne garnki i patelnie. Zdumiona kobieta spytała: - Dlaczego studiujecie książkę kucharską o tej godzinie? - Jak tylko żaba nauczy się gotować - wypierdalasz! ____________
Penis jest jak pies: - plącze się miedzy nogami, - lubi, jak się go głaszcze, - cieszy się razem z panem. ____________
- Kochanie, co sądzisz o seksie analnym? - Jak dla mnie ok. - Już się bałem, że będziesz miała coś przeciwko... - A co ja się będę wtrącać, jak spędzasz czas z kolegami? ____________
|
to dlaczego ja na moim wydaniu mam napisane trylogia? Swoją drogą można mówic o trylogii jako "Władcy Pierścieni", "Silmarilionie" i "Hobbicie" :wink: enyłej - w szkole tego nie uczą, co musi oznaczać, że Ring albo jest zboczeńcem, albo faktycznie zna sie na rzeczy... Nieeee buuu Ring musi byc zboczeńcem:D:D:D Inaczej nie trafił by na Elixir
======================================
Był już wieczór. Słońce powoli zachodziło, a Hobbiton pogrążał się w cieniu. Bilbo założył swój seledynowy, odblaskowy płaszcz z kapturem, gwarantujący bezpieczeństwo na drodze (udowodniono, że dzieci poniżej stu czterdziestu centymetrów wzrostu często padają ofiarą wypadku samochodowego, bo nie są w porę zauważone! Światełko odblaskowe to minimum bezpieczeństwa!) Na zewnątrz czekały już na niego krasnoludy – również ubrane w odblaskowe płaszczyki – i Gandalf. -Dlaczego tak późno? – zapytał czarodziej -Musiałem ogarnąć kuchnię. Ktoś strasznie nabałaganił i nie sprzątnął! – odpowiedział z wyrzutem hobbit mierząc przy tym bojowym spojrzeniem trzynastolatka wszystkie krasnale. -Chodźmy! Nie ma sensu zwlekać. Ta chwila jest i tak nieunikniona... Wszyscy na nią czekali... Biblo ciągle nie wiedział, gdzie idzie. Gandalf mówił, że to niespodzianka. Mówił, że czeka go przygoda – największa w jego życiu. Dzięki niej miał przejść do historii... Po pewnym czasie dotarli do jakiejś karczmy. Była to stara, drewniana gospoda. W jej oknach było widać tylko noc. Prawdopodobnie wszyscy już spali. Zmęczony podróżą Bilbo jako pierwszy wskoczył do karczmy. Tharim pospiesznie zatrzasnął za nim drzwi i zaklinował zawiasy mieczem. -Teraz już nam się nie wymknie! Ale wy dwaj – pilnujcie okien! – na twarzy krasnala pojawił się szatański, nieetyczny uśmiech chorej satysfakcji.
Nie za bardzo wiedzący, co się dzieje hobbit po omacku przemierzał zupełnie ciemną gospodę. Nagle usłyszał odgłos miecza wyciąganego z pochwy. Zatrzymał się. Odgłos ten był tak bezczelnie oficjalny, że od razu wiadomo było, iż jego autor wcale nie zamierzał się chować. -Kto tam? – zapytał niepewnie -Jestem Geralt. Wiedźmin z Rivii. Mówią na mnie Biały Wilk. Jeśli słyszałeś o Rzeźniku z Blaviken, to też chodziło o mnie. -Mogę w czymś pomóc, panie Rzeźniku? -Mam zlecenie na ciebie. -Jak to zlecenie? O co chodzi? -Czujesz to zimne na karku? – hobbit właśnie uświadomił sobie obecność klingi miecza na szyi – To się zaraz przesunie w dół. -Ale dlaczego!? Przecież ja miałem znaleźć pierścień i dać go Frodow, by ten go zniszczył! -Spokojnie. Odnaleziono właśnie zaginioną kartkę z testamentu Tolkiena. W ostatniej chwili zmienił zdanie. Podczas narady w Rivendel to Boromir weźmie pierścień. Hobbitów zaś nie będzie wcale. Moi kumple z Cechu Wilków z Kaer Morhen już się nimi zajmują. Mordor użyczył również trzech Nazguli. -Ale... Ale dlaczego?! Przecież hobbici to dusza „Władcy Pierścieni”! Jesteśmy sympatyczne, zabawne, spokojne! Czytelnik może się z nami utożsamić! Mamy bardzo interesujące zwyczaje! Wszyscy nas lubią! -I tu się mylisz. Nikt was nie lubi. Jesteście mało medialne, a dzisiaj komercja robi swoje. Hobbit zaniemówił. Kilka różnych słów wepchnęło mu się do gardła i zacięło wzajemnie. -Dobra, nie przeciągajmy tego. Dobranoc. – urwał wiedźmin, a srebrne ostrze miecza przejechało przez szyję Bilba kończąc największą przygodę hobbita, dzięki której przeszedł do historii...
-- Ogórek ogórek ogórek zielony ma garniturek i czapkę i sandały - zielony zielony jest cały!
|
Na horyzoncie pojawil sie niewielki statek. Pora kolacji juz minela gdy lodka rybacka zblizala sie do portu w Marsylii. Niebawem statek zbizyl sie na tyle, by wprawny obserwator zauwazyl mala, krepa postac krzatajaca sie po pokladzie. Jego twarz byla poryta i dobrze opalona. Widac bylo, ze nie golil sie od kilku dni. Wlosy spruszone biela. Gdy stateczek zawinal do portu z malej kajuty wyszedl mezczyzna w wieku okolo 20 lat. Na prawym policzku mozna bylo zauwazyc dosc szeroka szrame, a cala twarz byla mocno opalona. Czarne, dlugie wlosy zwiazane czarna przepaska byly teraz mokre. Szedl ze zwieszona glowa w strone karczmy. Mial na sobie takze ciemna kurtke. Jeden rekaw byl obdarty i wygladala spod niego biala, lniana, porzadna koszula. Spodnie tez wygladaly na dobrze zrobione choc znoszone i bardzo zniszczone. Cimne, piwne oczy mowily wiele o tym czlowieku - wiele w zyciu przeszedl, mial swoj wlasny cel i mial zamiar do niego dojsc. Spodnie podtrzymywal czarny pas z mocno przerdzewiala klamra, do ktorego byla przypieta takze pochwa z szabla jakiegos znamienitego rodu, oraz druga - piracka. Za pas wetkniety byl takze sztylet. na prawym ramieniu wisiala torba przemokla i pekata. Musialo sie w niej sporo rzeczy miescic. Mezczyzna wygladal na zawadiake ale gdy podniosl glowe by otworzyc drzwi do karczmy szeroki usmiech dal wyraznie do zrozumienia, ze mezczyzna jest mily dla prawie kazdego... No wlasnie - prawie. Tym wyjatkeim mogl byc kazdy... Gdy drzwi do karczmy zaskrzypialy deszcz zaszumial w uszach zgromadzonych. Nikt jednak nie zwrocil uwagi na kolejna osobe, ktora najprawodpodobniej przyszla sie napic. Mezczyzna rozejzal sie dokladnie. Przygladal sie kazdemu z wielka uwaga. Gdy zobaczyl czarnowlosa dzieczyne z opaska na oku jego usmiech jeszcze bardziej sie rozszezyl. - Piwo do tamtego stolika! - krzyknal do barmana i podszedl do grypy siedzacej przy stole, gdzie takze byla Tennetty. - Witaj kuzynko. Widze, ze zawarlas juz nowe znajmomosci... - powiedzial chlodno, a jego usmiech zmienil sie w lodowaty grymas. - Zapomialas tego. - wyciagnal z kieszeni czerwono-biala chuste w krate. - Dzieki. - odpowiedziala rownie zimno. - Jednak przyjechales? Mialam nadzieje cie spotkac dopiero na Korsyce... - Tak sie sklada, ze mialem troche wolnego czasu i wpadlem. - usmiechnal sie i zwrocil do towarzystwa siedzacego przy stole. - Panstwo wybacza, ze sie nie przedstawilem. Jestem Thellaren, ale mowia na mnie Wilk. Tennety, moze przedstawisz mi swoich nowych... przyjaciol... - znow jego cieply usmiech zniemil sie i kazdy z siedzacych poczul lodowaty dreszcz, ktory szybko minal gdy podszedl karczmarz. - Daj mi krzeslo. - rozkazal barmnowi. - A co to nog nie masz? - parsknal tamten. - Daj mi krzslo... Bardzo prosze... - w glosie Wilka mozna bylo wyczuc odrobine zirytownia. Widac nie mial dzis dobrego humoru. Barman niechetnie podal krzeslo do stolika. Mezczyzna pociagnal spory lyk z kufla. - Taa... Caly dzien o suchym pysku... - mrunal do siebie. - Tennetty moja droga... Moze powiesz mi co robisz w tak zacnym towarzystwie. - Nie twoja sprawa. Poki sie nie zapiszesz na statek, nie mamy o czym gadac. - A na jaki statek? - zapytal bez intonacji patrzac w kufel z piwem. - Piracki... A jaki bys chcial? Myslisz, ze plywalabym z byle rybakami? - Dosc! - powiedzial, a jego chlodny wzrok przeszyl ja na wylot. - Pozwol no na chwile... Przepraszam panie! - wstal, uklonil sie i odszedl na chwile do lady. Tennetty poszla za nim. Zamienili parze zdan po portugalsku sciszonymi glosami. Niebawem wrocili. - Przepraszam jeszcze raz ale mialem do pomowienia z moja kuzynka. Dobrze... A co jesli sie zapisze na ten statek? Potrzebny wam kucharz? A moze ktos na bocianie gniazdo? Chyba, ze trzeba wam wprawnego zlodzieja... - usmiechnal sie zimno.
|
Gdy wyszli razem za zewnątrz owiała ich lekka, morska bryza. Wilk, zasoczony lekko tym doskokiem Exodiusa powiedział: - Oczywiscie. Mozesz isc ze mna. Ale ja mam jeszcze kilka... spraw do zalatwnienia. Wiec mam nadzieje Eee...exo..Exio... - zaczal sie jakac Wilk... -Exodiusie- poprawił go szybko Exodius - Rozumiem, ale w tym czasie możemy chyba trochę pogawędzić - powiedział uśmiechnięty - Dobrze.. Niech i tak bedzie. No wiec mam nadzieje, ze mi nie bedziesz zbytnio przeszkadzal... - tajemnicza mina zajasniala na dotad pochmurnej twarzy. - No oczywiscie, ze mozemy pogawedzic. Ja nie mam nic przeciwko. - Exodius poraz pierwszy zobaczyl cieply usmiech na twarzy Wilka. Nie znali się za długo ale Exodius domyślił się, że taki uśmiech nieczęsto gościł Wilkowi na twarzy. - To świetnie ! - powiedział rozradowany - A więc, powiedz mi, Wilku, jak się tutaj znalazłeś? No i, na czym już pływałeś? - spytał zaciekawiony, zawsze lubił słuchać różnych opowieści lub hcodźby opisów statków które tak uwielbiał. - Na czym pływalem... To dobre pytanie... Dobre dlatego, ze odświerzę sobie pamiec... - z jego twarzy usmiech zniknal rownie szybko jak sie pojawil. - Z ojcem pływałem w młodości na kutrze rybackim. Później wyruszylem na własna wyprawe z moimi przyjaciolmi. Wlasnie stamtad mam te blizne - wskazal na policzek. - Pozniej, po śmierci ojca i matki, wyruszylem na morze i od tamtej pory bujam sie to na tym, to na tamtym statku... - zamyslenie szybko namalowalo sie na twarzy Thellarena, przypomniały mu się dawne czasy, piękne czasy. - Ach, rozumiem. A możesz mi powiedziać, z jakiego kraju pochodzisz? Zapomniałem... - na twarzy Exodiusa pojawiło się małe zmieszanie. - No i , jak się TU znalazłeś... - Pochodze z Faro. Z Portugalii. - dodal szybko widzac, ze jego rozmowca troche sie zmieszal. - Trafilem tu... Ehh... Przez przypadek. Ale to wole przemilczec. - Hmmm... przypadek, lubie takie przypadki. Ja przybywam tu z Grecji, ale nie jestem Grekiem, tylko Polakiem. niestety, musiałem odejść z kraju, ale wybacz mi proszę, ja też mam zamiar to przemilczeć. Nie zastanawia cię, co my tu w ogóle robimy? Statek pełen kobiet, a kobiety według wszelkich wierzeń i legend morskich przynoszą cholernego pecha.... - powiedział lekko kiwając głową... - Moze i przynosza pecha - powiedział szybko Wilk - Ale chyba mnie to juz nie grozi. Ja mam najwiekszego pecha jakiego mozna miec. Nie liczac Tennetty... A co ja tu robie? Ja tu sie opiekuje moja kuzynka. Martwie sie o nia. W badzo mlodym wieku stracila rodzicow. Pozniej zyla na wlasna reke i z tego co jej ludzie dali. Uczyla sie zeglugi od najmlodszych lat. Dlatego tak swietnie sie na tym zna. Ja tez nienajgorzej radze sobie na morzu... Ale jestem tu przedewszystkim ze wzgedu na Tennetty. I choc zapiera sie, i mowi, ze sama sobie poradzi, wole byc przy niej. Jak jeszcze jej sie cos stanie to sobie tego nie wybacze. - Exosidus mial wrazenie, ze Wilk powiedzial to wszystko raczej do siebie. Wiedzial, ze cos go trapi. Nie wiedzial tylko co. Ale chyba lepiej bylo nie wypytywac go o to. Jeszcze nie. Dopiero sie poznali, wiec nowy kompan moglby to zle odebrac. - Rozumiem, rozumiem. - odpowiedział Exodius przytakając głową. W tym momencie doszli do jakiegoś budynku. - Wybacz mi, Exodiusie ale muszę cię teraz zostawić... interesy - powiedział oczekując zrozumienia. - Tak, oczywiście. No to, do zobaczenia w karczmi, duża robota nasz czeka! -Tak, do zobaczenia - odpowiedział Wilk i zniknął w budynku...
Exodius powoli wrócił do portu przemyślając dokładnie to, co mają dzisiaj zrobić ale myśląc też o tym, co będzie jutro...
-- The Emperor is weak, undead shall rise...
|
Imię: Boala
Nazwisko/ Ród: Firebreath
Przydomek: chwilowo brak
Rasa : Śnieżny Elf
Wiek: 190
Funkcja: łowca
Opis postaci: Patrząc na tego dumnie wyprostowanego osobnika z założonymi rękoma ironicznie się do Ciebie uśmiechającego masz chwilami wrażenie, jakby chciał Cię sprowokować. Jego jasna cera harmonijnie współgra z błękitem jego średnio przystrzyżonych włosów. Podobnie zresztą jak oczy, które swym urokiem przyćmiły z pewnością nie jednego z karczemnych amantów i rozkochały w sobie wiele kobiecych serc.
Charakter: Lubi wyciągać informacje, jednak nigdy do końca nie wyjawnia własnych celów. Wie co wolno wyjawić innym, a czego nie. Ceni sobie samotność, rozmyśla wtedy nie tylko nad swoimi poczynaniami, ale również pogrąża się w filozoficznych rozmyślaniach...kocha abstrakcje, mimo że przez wiele lat szkolony na wojownika zdaje sobie sprawę, że znaczenia magii i szanuje ją starając się być jej częścią i przyswoić ją chodź w podstawowym poziomie. Kocha zabawe uczuciami innych, bo zazwyczaj rzadko angażuje się w rzeczy przyziemne, co daje mu przewagę nad innymi (przynajmniej w jego mniemaniu)....Podobnie jak każdy Śnieżny Elf czuje sentyment względem wilków i wszelakich wilko podobnych stworzeń..przez całe swe dotychczasowe życie ma nadzieje, że wkońcu natrafi na takiego przedstawiciela ich gatunku, który stanie się jego przyjacielem. Nie jest taki jak wielu swych braci, którzy chcą na siłe ujażmiać te szlachetne i dumne zwierzęta..nie..chce pozostawić mu wolną wolę i żyć z nim w braterstwie....
Historia: Już od najmłodszych lat znany był w całej wiosce jako nicpoń. Stąpał na odciski niemalże wszystkim jej mieszkańcą, lecz w pewien specyficzny sposób...nie do końca budził w nich urazę, a raczej rozbawienie. Mimo, że był wtedy małym urwisem dokładnie przemyślał każdego swojego psikusa...i to stało się w przyszłości jego problemem..problemem dla którego zdecydował się opuścić wioskę na rzecz jałowej tułaczki wśród lasów, gęstwin i gór. ..zbyt dużo myślał. Dziecięce figle z czasem ustały. Na ich miejsce wstąpiła powaga, zadumanie, pracowitość. Gdy zmarł jego ojciec poświęcił się całym ciałem i duchem pracy. Poznał co to cierpliwość, wytrwałość, jego ręce zaznały ciężkiej pracy, a dusza samotności. Zaczął przewidywać najgorszego..przestał czuć się potrzebny swym braciom. Zaczął czuć się wśród nich obcy. Dlatego właśnie zdecydował się na opuszczenie swego matecznika. Wielu nie potrafiło zrozumieć jego decyzji, nadal mając przed oczyma na głos jego imienia małego, figlarnego psotnika, który wszystkim załaził za skórę. Powtarzali sobie, że to kolejny żart, a nawet jeśli nie to wróci jeszcze szybciej niż wyruszy...ździwił ich zatem fakt, że byli w błędzie. Lata mijały, a Boala nie wracał, nie było od niego żadnych wieści. On sam zaś nie czuł potrzeby poinformowania kogokolwiek w wiosce o swoim dalszym życiu. Chciał ich wymazać z pamięci. Wszystkich, nawet matkę...może jednak nie dokońca wszystkich? W głębi duszy wiedział, że chce aby na zawsze w niej pozostał jego ojciec. Elf, który był dla niego jedynym wzorem do naśladowania i jedynym prawdziwym przyjacielem. Przez te wszystkie lata tułaczki najbardziej właśnie brakowało mu przyjaciela. Aż pewnego razu, przedzierając się przez gęsty las, swym wyglądem przypominający ten rozpościerający się wokół jego domu natknął się na stado wilków. Kwestią czasu było, aż wilki potraktowały go jako jednego ze swoich, włączając do stada. Jak każdy inteligentny Śnieżny Elf rozumiał ich mowę, więc szybko znalazł sobie przyjaciół wśród tych majestatycznych i nieprzeciętnie inteligentnych istot. Podróżowal z nimi przez wiele tygodni, aż nastał czas rozstania. Ich drogi gwałtownie się rozbiegały, więc zmuszony opuścić przyjaciół udał się dalej na południe, aż po kilku tygodniach wędrówki natrafił całkiem przypadkiem na wielkie, wręcz monumentalne ludzkie miasto...miasto, które zwało się Ranaloth....
Nieaktywny od roku
|
|